Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00, 7:30, 9:00,
11:00 msza
12:30, 15:30, 18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Ewangelia mówi o ubóstwie

Mk 10, 17-27

Tak często wyobrażamy siebie w chwilach trudnych, że jedyne co pragniemy to upaść na kolana! Prosić o pomoc Boga!
A cokolwiek On zdecyduje to spełnimy, byle nas wysłuchał!
Widzimy dziś, że Pan wysłuchał prośby człowieka. Powiedział mu co ma czynić. Ale odpowiedź okazała się dla niego za trudna.
Czy aby my sami nie odrzucamy odpowiedzi Boga bo są za trudne a potem jesteśmy zaskoczeni rozwojem życia?
Oczywiście, że tak jest.
Dziś ewangelia mówi o ubóstwie.
Gdybyśmy potrafili być ubodzy nie musielibyśmy się martwić co
o nas powiedzą. Nawet co pomyślą inni, albo gdzie mamy żyć czy pracować? A tak, to szukamy kompromisu.
Bo odpowiedzi Boga są wymagające. Nikt za nas ich nie spełni. Nikt nam nie pomoże w ich wypełnieniu a już napewno nikt za nas(!) ich nie wypełni.
Są trudne odpowiedzi Boga bo jedynie On jest dobry. Z dobroci płynie ta twardość.
Dobro nie uznaje kompromisu. Nie może być cos dobre a jednocześnie złe. Nie osiągniemy nic, gdy będziemy pozorowali wypełnianie. Lepiej już nie udawać.
Można co prawda ze strachu wypełniać, ale do czasu tylko gdy odkryjemy, że brakuje nam sił.
A człowiek z ewangelii odszedł smutny. Może przemyślał odpowiedź. Może uznał, że to było głupie cała sprawa z tym pytaniem o niebo. Nie wiemy co było dalej.
Wniosek jest ważny. Tylko szczerość jest drogą. Bóg wszystko może. Najłatwiej w to uwierzyć gdy musimy padać na kolana. Najtrudniej gdy chcemy żyć słowem Bożym.

czytaj więcej

O piekle

Mk 9, 38-43. 45. 47-48

Dziś o piekle mówi Pan.

Żadko można usłyszeć w Kościele o piekle. Temat jak by schodził z pola zainteresowania kaznodziei.

Natomiast słyszymy, że oto jakiś robak będzie gryzł bez końca.

Dawniej sądzono, że sprawa dotyczy kary dla potępionego, którą w swojej Sprawiedliwości wymierza Wszechmocy Bóg za pomocą bólu zadawanego przez robaka.

Teraz odrzucamy tę srogość Boga. Ona nie mieści się w naszym wyobrażeniu. Może też za sprawą Miłosierdzia. Jedno wyklucza drugie, po jakimś zastanowieniu.

Ale z tej ewangelii może wynikać, że faktycznie Bóg wysyła jakiegoś strasznego robaka, a po prostu nasze wyobrażnie co do ostatecznych spraw jest marne i stąd to wszystko wydaje się niemożliwe bo archaiczne.

Inna możliwość, robak jest w tych potępionych. Bo wynika z ich życia.

Jeśli było budowane na złu spowoduje, po śmierci mękę. Zło wyrządzane powróci do autora zła, po to aby go niszczyć bez końca. Karać, ale w ten sposób żeby mógł być niszczony przez całą wieczność. Wtedy to nie Bóg wysyła robaka a sam sprawca zła.

Czy to się mieści w obrazie Boga Miłosiernego? Każdy sam rozstrzyga.

A czy zło wraca później, to, którego jesteśmy autorami?

Ewangelia przekonuje, że po śmierci wróci z pewnością.

Może faktycznie zło ma taką siłę, że wraca nie tylko w wyrzutach sumienia oraz w konsekwencjach za życia ale i po śmierci. Skoro najmniejsze dobro jak podanie kubka wody zamienia się na wieczność, to dlaczego by nie zło?

Zło zawsze doprowadzi do przegranej. Choć trudno w to wierzyć patrząc na ilość zła na świecie albo na nasze życie. Pomimo, że tak jest zła nie ubywa na świecie. Nic nie potrafimy nauczyć się od poprzedników. Od własnej historii życia. Ciągle popadamy w grzech prawie taki sam. Niektórzy rozwiązali ten problem bo wyrzucili samo słowo grzech ze swojego słownika.

Nam pozostaje nieustannie domagać się od nas samych walki ze złem, nawet jak by już nikt na świecie nie uważał tej walki za cokolwiek znaczącą..

Taka walka kojarzy mi się z odpowiedzią świętej Matki Teresy  na pytanie dziennikarza: - Matko co trzeba zmienić w Kościele?

- Mnie i Ciebie.

amen

czytaj więcej

Wszyscy wokół nas muszą doświadczać ewangelii

Mk 9, 30-37

Nie chciał żeby ktoś o tym wiedział zapisał wyraźnie ewnagelista. Pragnienie Pana aby ludzie wiedzieli, że przechodził przez okolicę albo przez wsie, miejscowości.
A my jesteśmy przyzwyczajani żeby właśnie zawsze mówić, głosić, żeby wszyscy słyszeli o Panu. I jest źle jeśli chowamy ewangelię albo siebie, że jesteśmy wierzący. Nawet niektórzy mogą przechodzić katusze w sumieniu, że ukrywają się z wiarą przed ludźmi.
A przecież nie da się inaczej.
Musi mieć najpierw w ciszy spotkanie z ewangelią. Później całe życie potrzeba prześledzić. Co w nim było piękne co było straszne czy głupie. To ogromny wysiłek stanąć na przeciw własnego życia. Nie uciekać przed nim. I tak potrzebujemy od czasu do czasu wycofywać się do wnętrza w milczenie.
A dopiero na końcu można iść głosić.
Choć to głoszenie to przecież nie wiele słów. Mnogość, ich wielość często zasłaniają jak w tej ewangelii pustkę. Którą chętnie zakrywamy rywalizacją jak apostołowie albo nudą oraz smutkiem a na końcu niesprawiedliwością wobec siebie lub innych.
Głoszenie jest proste jak słyszymy w ewangelii lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie.
To powtórzyć, każdy potrafi.
Ale tylko niektórym wierzymy. Albo nielicznym.
Bo musi stać za tymi słowami życie. Że żyje jak mówi. A nie na potrzeby słuchaczy. To jest cała tajemnica przepowiadania oraz ewangelii. Ale żyć tak przez całe życie. A nie dopiero gdy jest mobilizacja bo inni zaczynają się interesować.
Tak jak papież Franciszek, który zamieszka w hotelu.
Najpierw sądzono, że na pokaz. Okazało się po zbadaniu przez dziennikarzy, że zawsze skromnie, jeździł autobusami czy metrem, sam chodził do kiosku po gazety codzienne. Naprawdę nikt nie musi wiedzieć co Pan nam powiedział. Natomiast wszyscy wokół nas muszą doświadczać ewangelii. W przeciwnym razie będziemy żyć albo na pokaz albo próbując ukrywać fałsz naszego życia. Szkoda się tak męczyć. Choć możemy już tego nie zauważać. Do tego może dojść nasz pomieszanie.
Wtedy tylko jedno pomoże, wielka cisza. Dużo czasu milczenia, na przeciwko wlasnego życia. W nim mieszka Bóg, zawsze.

amen

czytaj więcej

Są rożne uzdrowienia w Ewangelii

Mk 7, 31-37

Są rożne uzdrowienia w Ewangelii.

Jedne dzieją się bo Pan nakazuje naturze, na przykład gorączce.

Inne bo ktoś wierzy i to się staje bez słów Pana. Są i bez Jego wiedzy, jak kobieta która cierpiała od lat i pragnęła dotknąć choćby frędzli.

A dziś mówi oraz wykonuje gesty, czynności. A Ludzie mają milczeć.

Ale nie chcieli posłuchać. Co pewnie jest zrozumiałe bo takie jest serce, że musi wyrzucać z siebie jakieś ekscytacje.

Dziś też zdarzają się różne cuda. Tak nazywamy nie zrozumiałe dla nas wydarzenia czy to w medycynie czy w życiu jakieś okoliczności.

I my też czasami słuchamy słów Pana, a czasami nie.

Nie słuchamy bo się czymś ekscytujemy do tego stopnia, że nagle cała reszta przestaje mieć znaczenie.

A potem często żałujemy.

Wracamy skąd wyszliśmy przed tym poruszeniem. Odkrywamy wtedy jak dobrze było nam wcześniej oraz generalnie, że dobrze jest tak jak jest.

Może to najtrudniejszy kawałek życia duchowego. Odkryć, że dobrze jest, gdy spełniamy dzień. Gdy żyjemy z Panem w codzienności.

Bo każdy ma jakąś codzienność oraz właśnie, niecodzienność.

Ta pierwsza jest zazwyczaj nieekscytująca. To od niej możemy chcieć uciekać. Jej nie chcemy słuchać bo jest nudna straszliwie. Tymczasem Bóg mieszka wszędzie, zarówno w cudach jak również
w codzienności. Tej jest więcej tak na „oko mówiąc“.

Dlaczego zatem od Niego uciekać? Bo jak uciekamy od codzienności to porzucamy Boga który w niej mieszka. W cudach to oczyiste ale również w codzienności.

Czy możemy sobie pozwolić na marnotrawienie tylu okazji aby spotykać Boga?

amen

czytaj więcej

Magnifikat

Łk 1, 39-56

Magnifikat. Uwielbiaj to tłmaczenie.

Modlitwa Matki Bożej.

Możemy poznać jak modliła się Maryja. Jakich słów używała. Jakie treści przyzywała. Jakimi pojęciami się posługiwała.

Do kogo mówiła albo z kim rozmawiała. Jak biegły Jej myśli.

O co prosiła, jeśli prosiła.

Bo my prosimy. Tak też rozumiemy modlitwę jako prośbę. Często to jest synonim modlitwa równa się prośba do Boga.

Jaka była świadomość Jej samej a jakie miejsce zajmują
w modlitwie inni ludzie.

Ta modlitwa z ewangelii dzisiejszej jest o Bogu, o innych, o Niej samej.

I my codziennie ją używamy, w tym sensie że modlimy się tymi samymi słowami.

Bo możemy próbować przeniknąć do wnętrza duchowości Matki Bożej. Próbować uchwycić Jej jak to mówimy tok  myślenia. Ten niepowtarzalny u każdego człowieka klimat czy nastrój wnętrza
a następnie modlitwy.

Co ciekawe większość ludzi nie lubi opowiadać o własnej modlitwie. Czują się obnarzeni z intymności. Może największej.

Są oczywiście tacy którzy dają świadectwo rozpierające dech w piersiach i słuchaczom i tym mówiącym. Czasami w różnych kolejnościach. Jednym najpierw rozpiera dech w piersiach a potem słuchaczom a w innym przypadku słuchaczy najpier porywa, rozpiera wewnątrz, rozpala, budzi się ich duch a potem dopiero przemawiającego.

My ludzie tak mamy, że wszystko możemy użyć do chwały Bożej lub własnej.

Ale ta dzisiejsza modlitwa Matki Bożej to jest drabina do nieba. Pokora w wielbieniu, za dar wierności w miłosierdziu jakie Bóg ma dla każdego.

Taka jest tajemnica Wniebowzięcia Matki Bożej. Ale i zabrania nas do nieba po śmierci.

Wielbić oraz dziękować. Dziękować oraz wielbić.

Nic wicej.

amen

czytaj więcej

Eucharystia

J 6, 41-51

Jak patrzymy bez wiary to coś bardzo prostego. Chleb, a raczej woda i mąka, wino, znowu woda, parę słów.

Jest sens dla nas jasny, zrozumiały.

Potrafimy powiedzieć /bądź śpiewać jak w poniedziałek/ o Bogu pod postacią chleba konsekrowanego. Może i godzinami albo tylko chwilę bądź wcale, ale w głowie wiemy o Chrystusie. A nie potrafimy powiedzieć bo nie radzimy sobie w publicznym przemawianiu.

A jednak ta ewangelia odzwierciedla naszą sytuację. Żydzi szemrali te słowa interpretowane jako odrzucenie Mesjasza, odsłaniają głębie naszego wysiłku czy drogi wiary.

Bo oprócz tych znanych słów o znaczeniu eucharystii jej całość jest dla nas niedostępna. Rozumienie się nieustannie poszerza wraz z naszym życiem. My powtarzamy co się dowiadujemy na religii, na kazaniach, na teologii. I to jest nam bardzo bliskie. Szczególnie w sytuacjach w których jest ciężko.

Taki jest sens wiary a właściwie wysiłku wiary. Po to podejmujemy ten trud. Z czasem być może nawet nie zauważamy tego mocowania, bo traktujemy je jako coś zwykłego.

Ale ten wysiłek zaczynania od nowa, odrzucania tego co już wiemy, traktowania jak słomy na podobieństwo świętego Tomasza z Aqwinu, jest naszą drogą duchową.

Wszystko wiemy o eucharystii oraz nic nie wiemy. Jesteśmy bezradni. Możemy się buntować, że wciąż zakryta jest przed nami a poruszamy się jedynie wśród naszych przyzwyczajeń, znanych definicji.

Właśnie  musimy szemrać aby budzić swoje uśpienie polegające na pozornym kontakcie z eucharystią. Używamy słów tajemnica, najświętsza a przecież to tylko jakieś niedoskonałe określenia mówiące że Pan jest z nami.

A nasza droga wiedzie przez krzyż. Dopiero gdy życie oddamy za eucharystię to zrozumiemy.

amen

czytaj więcej

To już nasz los

J 6, 24-35

Chcemy znaku żeby wiara potwierdziła się.

Albo raczej abyśmy przeżyli ulgę, że faktycznie nie marnujemy naszego życia. Chociaż życie może zatrzymywać się tylko na tej uldze.

I nasza wiara którą żyjemy, dla której poświęcamy czas, siły, życie, rodzinę.

Chyba, że nie potrzebujemy znaku. Wierzymy, trwamy, w milczeniu nie zależnie od okoliczności.

Ale informacje o nadzwyczajnych wydarzeniach chętnie pielęgnujemy w umyśle.

A znak dla nas, to żeby można było żyć| taki mało kiedy uznajemy.

Nie powiem odrazu wygodnie.

(...)

czytaj więcej

Ogrom dobra

J 6, 1-15

Mamy zbierać ułomki czyli okruchy, Pan wzywa nas do tego dziś. Albowiem otrzymujemy wielkie łaski przez całe życie.

Najpierw życie, potem innych ludzi ich przyjaźń, albo że są! Może nas drażnią ale zauważmy, gdbyśmy byli sami, osamotnieni w czterech ścianach, że nawet nie mielibyśmy wspomnień. To byłby koszmar. Śmierć po prostu z rozpaczy.

Inne łaski zdrowie, czasami choroba bo pozwala nam zmienić życie.

I śmierć.

Która nie jest łaską jakbyśmy sobie to wyobrażali! I zawsze nie w porę przychodzi bo albo za wcześnie albo za późno gdy wszystko już boli, to jednak bez śmierci trudno wyobrazić sobie życie oraz Niebo.

Moglibyśmy wyliczać inne łaski o których pamiętamy w życiu bądź zapomnieliśmy ale swego czasu dawały wielką otuchę.

Ale Pan wzywa nas abyśmy zbierali wszystkie okruchy naszego życia. Małe dzieje naszego życia.

(...)

czytaj więcej

Każdy sam odpowiada sobie na to pytanie

Mk 6, 30-34

My jesteśmy wciąż jak owce nie mające pasterza. Idą  gdzie trawa, nie patrząc że zbocze nagle się urywa. Te które ocaleją wędrują znowu gdzie znajdą pożywienie. Coś ich przestraszy to nagle gnają byle dalej. Wilk porywa żeby pożreć, bo nikt nie broni.

Przez jakiś czas może nawet zjawić się fałszywy pasterz ale on ucieknie przed jakimś niebezpieczeństwem albo trudną pracą ze stadem. Albo się znudzi i odejdzie, pozostawi. Narobi zdjęć by po chwili zainteresuje się czmś innym.

Jesteśmy jak te owce bez pasterza bo wciąż musimy się nawracać.  A czynimy tak bo gubimy ewangelię w naszym życiu. Porzucamy ewangelię, by znowu odkryć, że bez ewangelii nie ma sensu żyć.

Bo nasz Pasterz jest gdzieś daleko, bo w Niebie – tak myślimy. Stąd póki nie będziemy Go widzieli twarzą w twarz to wciąż będziemy porzucać ewangelię.

Tymczasem spojrzał i zdjęła Go litość taki to pasterz.

Wzdryga nas gdy ktoś lituje się, bo cierpi nasza duma. Dopiero uspokajamy się gdy rozumiemy, że nie ma ratunku dla nas.

(...)

czytaj więcej

Wtedy dopiero zrozumiemy czym jest wiara a czym miłość

Mk 6, 1-6

Żyjemy trochę w czasach gdy powątpiewanie nabrało prawie statusu normy społecznej. Jeszcze nie wszystkich obejmującej ale do tego zmierzamy.

Czy coś możemy na to poradzić? Pewnie nie.

Znamy też powątpiewanie albo ze swojego życia osobistego albo ze skutków życia naszych bliskich. Życie może wtedy przynosić różne nie pożądane owoce.

Wątpili w Pana ci którzy Go znali od dziecka.

To nawet jest zrozumiałe bo przecież albo się nie widzi bo nie chce się widzieć albo się przywiązuje wagę do nieważnych kwestii które potrafią potem zaciemnić na całe życie.

Wątpienie jest czymś nieodłącznym od życia. Wciąż musimy lekko nie dowierzać sobie aby nie popełniać jakiś błędów wynikających z przyzwyczajenia. To może nas drogo kosztować. Na przykład wjedziemy rowerem pod tramwaj, bo tam od zawsze tramwaje nie jeździły już, jak na przykład na ulicy św. Wawrzyńca w Krakowie.

Podobnie od wiary

(...)

czytaj więcej
wtorek, 23 października 2018

modlitwa