Apostolstwo Modlitwy Posłaniec Serca Jezusowego

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00, 7:30, 9:00,
11:00 msza
12:30, 15:30, 18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Homilie

Pustynia w naszym życiu

Mk 1, 12-15

Wezwanie do nawrócenia które dziś słyszymy jest obecne przez całe życie. Te słowa nawracajcie się wyznaczyły nam kierunek życia. Sposób życia oraz rozumienie naszego życia.

Nawracać się a więc nieustannie zmieniać życie na lepsze aby przybliżać się do Królestwa Bożego oraz innych zachęcać.

Pan zanim zaczął nauczać o królestwie przebywał na pustyni. Bo nie ma innej drogi ani do Królestwa Bożego, ani do nawrócenia, ani do głoszenia czyli zachęcania.

Bez pustyni nasze słowa będą puste. Nikt nie będzie ich słuchał. Nikomu w niczym nie pomogą. Będą zupełnie bez wartości.

Pustynia w naszym życiu. Gdzie ją znajdziemy?

Czasami przychodzi sama, gdy cierpimy chorobę. Wtedy jest pusto choć wiele może się wydarzać zamieszania z chorobą, wiele działań naszych albo z nami, dla nas, wokół nas.

Albo pustynia jest pustką emocjonalną albo zamieszaniem we własnych myślach wręcz odwrotnie bo takim wzmożeniem które nas przerasta do tego stopnia że myśli jest za dużo jak na jedną głowę.

Również gdy nas okradają najbliżsi z zaufania albo sensu życia bo kwestionują nasi przyjaciele swoimi wyborami to co nas łączy z nimi.

W jakimś sensie całe życie jest pustynią pod pewnym względem. Bo można się tylko łudzić, że nie potrzeba nieustannego nawrócenia. I na pustyni przychodzi złudzenie po pewnym wysiłku. Złudzenie wody nazywane fatamorgana. Taki miraż, efekt zmęczenia oraz wycieńczenia.

I tak możemy się wycieńczyć we własnym życiu tym złudzeniem. Że już nie potrzeba się nawracać.

Skutki są wtedy bardzo smutne. Bo pustynia zaczyna całkowicie nas pochłaniać i stajemy się tylko szkieletami.

Ale to wszysto może być właśnie siłą, oraz  tkwi w tym zmęczeniu moc do przezwyciężenia pokusy ucieczki z pustyni. Gdy dochodzimy do odpadnięcia z sił. Jedynie pozostaje nam prosić oraz widzimy wszystko we właściwej proporcji. Czyli, że Bóg wszystko może a my jesteśmy stowrzeniem.

Szkoda życia aby nie odnleźć źródła wody czyli życia. Szkoda siły aby już nie wołać do Boga o siłę, o Miłosierdzie, o moc, o prawdę.

amen

czytaj więcej

Trędowaty został uzdrowiony

Mk 1, 40-45

Trędowaty został uzdrowiony, miał milczeć a chodził i opowiadał. Bo stał się cud w jego życiu.

Chciał się pochwalić.

Może chciał wrócić do życia społecznego. Trędowaci w tamtym czasie byli usówani poza życie społeczne jako nieczyści. Byli potępieni w powszechnym odczuciu. Chciał wrócić do społeczeństwa. Z ciężko chorymi w dzisiejszych czasach jest podobnie.

Może do swojej rodziny chciał wrócić. Do swojej pracy, warsztatu pracy jeśli ją posiadał jeszcze.

Miał też złożyć ofiarę za oczyszczenie.

Ale tego akurat nie uznał za drogę powrotu do życia społecznego. Pewnie dlatego, że jak żył jako trędowaty to miał dosyć wszystkich którzy go odrzucili.

Z tej ewangelii wynika, że choroba może mieć dalszy ciąg niż tylko, że przynosi nam cierpienie oraz bezsens, czy zerwanie ufności do Boga.

(...)

czytaj więcej

Zauważmy jeszcze raz

Mk 1, 29-39

Pan nie rozmawia ze złymi duchami. Tylko je wyrzuca. One go znają, bo wiedzą po co przyszedł.

Nie rozmawia,  z tego możemy wnioskować, że rozmowa taka jest do niczego nie potrzebna. Pewnie dlatego,  że zły duch zawsze nas zwiedzie gdy się nim zainteresujemy. Gdy damy mu choć kawałek siebie. I jeszcze chętnie rozmawiamy ze złym duchem bo mamy takie złudzenie, że uda się nie przegrać. Że ma coś ciekawego a ostatecznie zawsze uda się uciec przed skutkami siły złego ducha.

Choć też wiemy, że jeszcze nikomu nie udało się wygrać ze złym duchem jak tylko całkowicie odwracając się od niego. Heroicznie możemy powiedzieć. Pomimo że to wiemy to prawie nieustannie dajemy się zwieźć.

Może dlatego, że postępujemy jak w tej ewangelii Szymon Piotr pośpieszył z towarzyszami aby oznajmić wszyscy Cię szukają. Nikt nie zaczął stosować nauczania. Ale Pan ich nauczył jak mają żyć. Co mają robić. Chcieli Pana spotkać. Nauczanie nie ważne okazało się dla nich.
A ludzie na odwrót.

 

(...)

czytaj więcej

Powołanie

J 1, 35-42

Dziś ewangelia opisuje powołanie. To wezwanie każdego z nas. Każdego ale w tym co najważniejsze.

Oto Pan woła do swojego domu, w konkretnej godzinie z konkretnej rodziny. I Pan daje nowe imię. Czyli nowe zadanie w życiu.

To nic nowego bo to wszyscy wiemy. Bo praktykujemy wszyscy. Począwszy od chrztu. On jest powołaniem.

Tu zaczyna się nasza droga za Panem.

Wiele trudnych chwil. Pięknych również. Oraz wiele zwykłych, że nie odróżnimy jednego dnia od drugiego. Takie jest powołanie. Możemy nie zauważyć kiedy powszedniość staje się męcząca w tym sensie że uznajemy wszysto za powołanie ale nie powszedniość. W niej nie ma Boga stwierdzamy.

A tymczasem jest na odwrót. W domu, w rodzinie,
o konkrentej godzinie jest Mesjasz. Oraz w drodze.

Wszędzie heroicznie pszukiwać Mesjasza to nasze zadanie.  Inaczej mówiąc powołanie.

(...)

czytaj więcej

Taki jest chrzest

Mk 1, 7-11

W Tobie mam upodobanie słowa z nieba które przez całe nauczanie będą obecne w życiu Pana. Ale nie uchronią przed śmiercią a wcześniej przed męką. Upodobanie Boże nie chroni przed najgorszym po ludzku.

Objawia się Ojciec ale nie jest dostępny dla wszystkich bo tylko dla Syna albo Jana a dla innych w postaci głosu. Choć nikt nie wiedział jeszcze wtedy na czym dokładanie polega to umiłowanie. Ono się ujawniło dopiero po czasie. Po śmierci w Zmartwychwstaniu ale również przecież nie dla wszystkich. Tylko dla tych co uwierzyli. A samo Zmartwychwstanie to dla nikogo. Nikt nie był obecny przy powstaniu z martwych.

Taki jest chrzest.

Ujawnia się po czasie tylko dla tych co wierzą. A siłę czerpią tylko sobie wiadomymi sposobami. Myślę teraz o świętych oraz męczennikach.

(...)

czytaj więcej

Słowa Heroda

Mt 2, 1-12

wypytajcie starannie o dziecię prosi Herod. Czy rozkazuje jak to król ma w zwyczaju. W każdym razie te słowa wyrażają nie tylko ciekawość ale troskę o Dzieciątko. A więc i o Syna Bożego. A przecież potem kazał wymordować dzieci do lat dwóch bo chciał zabić Dzieciątko.

I tak już zostanie do końca świata. Słowa mogą znaczyć zupełnie coś innego niż same brzmią. Czasami trudno się połapać w tym wszystkim co ludzie do nas mówią a czego oczekują. Albo co my im mówimy a co sobie myślimy. Bo sami możemy się pogubić w tym wszystkim.

Mędrcy wrócili inną drogą do swojego domu. Może to jest metoda żeby się nie pogubić albo żeby słowa znaczyły co znaczą. Zawsze będzie nowa droga po odkryciu prawdy. Nie da się iść tą samą drogą. Bo prawda zmieni nas. Porzucimy fałsz w przeciwnym wypadku prawdę będziemy musili porzucić.

(...)

czytaj więcej

Zwiastowanie

Łk 2, 16-21

Zanim się poczęło w łonie Matki nazwał je Anioł. Ale Anioł to tylko posłaniec Boga.

To Bóg nadaje imię. Tak było z Synem Bożym. Możemy myśleć, że tak jest z nami, bo Bóg nas miłuje.

Choć imię otrzymujemy od rodziców. Są jakieś prawidłowości na przykład drugie jest po dziadkach albo jakieś inne zasady. A pierwsze niby podlega modom, trendom i możemy je obserwoać. Obecnie nadają imiona tak zwane tradycyjne. Bo imiona się powtarzają, wybierają rodzice, opiekunowie ale każdy jest inny i to jest tym imieniem dla każdego które Bóg wybiera. Zanim się poczęliśmy Bóg już nas wybrał. Wybrał nam imię. Rodzice są tylko posłańcami Boga.

Będziemy szli przez życie i możemy odkrywać te wybranie. Coraz bardziej odsłaniać lub zamazywać.

Choć jak się urodzimy to zupełnie nie wiemy kim jesteśmy ani kim będziemy. A może nawet że jesteśmy, bo musi się wykształcić dopiero cału aparat samoświadomości. To staje się w trakcie życia. Ze zwrotami zupełnie niespodziewanymi.

A jednak Bóg nas przed urodzeniem już nazwał.

Będziemy szukać tego nazwania. To niepokój towarzyszący nam przez całe życie. Że nigdzie nie możemy znaleźć uspokojenia.

Bóg nas nazwał i to może wystarczyć do szczęśliwego życia.

Bo czy potrzeba czegoś więcej?

A jak daleko jest nasz spokój z tego płynący, od wysiłku wypracowania sobie samemu pozycji zapewniającej ukojenie.

Jak może wystarczyć samo nazwanie przez Boga do szczęścia do życia? Chcemy wykonywać taki straszny wysiłek aby zbudować w sobie odpowiedź Bogu. Żeby życie było doskonałe na miarę wewania Boga.
I to w każdym nawet namniejszym przejawie naszej aktywności, chcemy być doskonali. Tak może się nam zdarzyć w życiu taka samoświadomóść wychodowana w nas.

A zapominamy, że Dobry Bóg nadał nam imię czyli jest blisko nas zawsze.

Najbliżej. Jak zatem możemy się przybliżyć skoro jest najbliżej nas? Potrzeba tylko tym cieszyć się i radować.

amen

czytaj więcej

Nie bój się

Łk 1, 26-38

Nie bój się Maryjo mówi Anioł w czasie Zwiastowania. Zatem stąd wiemy, że Maryja się bała gdy przyszedł Anioł.

I my się boimy. Bo wszyscy się boją.

Sytuacji, zdarzeń, o zdrowie, o wnuków, o małżeństwo, o pokój na świecie, o dzieci, o powodzenie, o miłość, o przedsiębiorstwo, aktorzy boją się przed premierą, pisarze gdy rozpoczynąją pisanie książki, tak możemy wyliczać całe życie. Są może ci którzy nie boją się bo są zdrowi, silni, młodzi nie myślą o strachu, bo mają władzę.

Oraz nie boją się ci którzy są głupi. Bo nie wiedzą czego mają się bać bo nic nie rozumieją z tego co się dzieje, albo mało wiedzą bo mają małą wyobraźnię.

A Maryja miała przestać się bać, bo otrzyma zadanie które jeszcze bardziej będzie niezrozumiałe niż samo to spotkanie z Aniołem. Porodzi Syna Bożego (taka metoda na strach - możemy powiedzieć). Ale będzie jeszcze bardziej niezrozumiale, bo osłoni Ją Duch Święty, a męża nie pozna czyli nie będzie ojca dziecka. Życie Maryi jeszcze bardziej sie skomplikowało niż samo to przybycie Anioła.

I nasz świat się komplikuje. Ten wokół nas oraz w nas samych.

(...)

czytaj więcej

Aniołowie

Łk 2, 15-20

aniołowie odeszli do nieba, pozostawili ludzi sam na sam z Bogiem.

Teraz muszą sobie radzić jak to wszystko pomieścić w sobie. Jak pogodzić się z tym, że Bóg jest bezbronny. Choć znamy dalszy ciąg życia Boga na ziemi. Czyli Zmartwychwstanie. Tę moc jedyną.

Jednak jesteśmy zdani tylko na siebie w naszej drodze do Boga a raczej z tą koniecznością połączenia tej słabości Boga z Jego mocą władzy nad śmiercią.

Jak pogodzić słabość Boga, z naszym pragnieniem Jego siły gdy nam źle na świecie.

Ile razy już nad tym myśleliśmy, szukaliśmy rozwiązania.

A dar życia jest bezwzględny. Niebo milczy a my możemy jedynie mieć w sercu radość Bożego Narodzenia. Ona łatwo zaciera się w ciągu roku. Albo nawet może być całkowicie przykryta naszym smutkiem albo nie spełnieniem. I tak raz będziemy bliżsi słabości a raz mocy. Inni będą chcieli wymusić na nas różne nasze postawy czy zdania, deklaracje.

Jak wrócić do radości Bożego Narodzenia? Albo jak żyć tą radością cały rok, całe życie? Rozważać w sercu, że Bóg chciał być bezbronny. A ta siła jest inna niż świat oferuje.

A nam pozostanie nieść w sobie radość Narodzenia. Siłę możemy czerpać z tej radości. Autor ewangelii nadmienia, że pasterze wszystko opowiedzieli, taka nasza droga radości Bożego Narodzenia. Jedynie opowiadanie innym zachowa w nas Boże Narodzenie.

Tak więc nie możemy się dziwić, że zapominamy w ciągu roku o radości skoro ustaje w nas opowieść o Bożym Narodzeniu. A może nawet sami się dziwimy albo uznajemy to za dziwactwo że moglibyśmy opowiadać o Dzieciątku. Tylko dzieci się nie dziwią i żyją według innego czasu. I my opowiadajmy jak dzieci o Dzieciątku.

amen

czytaj więcej

Człowiek posłany przez Boga

J 1, 6-8. 19-28

Pojawił się człowiek posłany przez Boga a tym człowiekiem jest każdy z nas.

Jedni bardziej zgadzają się z tą myślą ewangelisty, inni mniej albo wcale. Albo zwalczają nawet taką możliwość.

Mamy zaświadczyć o Bogu autor pisze o światłości.

I nic więcej ani nie możemy osiągnąć ani nie stanie się w naszym życiu. Nawet jak Bóg objawi się nam bezpośrednio jak On potrafi bez pośredniczenia, to nie będziemy potrafili nic innego później zrobić jak tylko właśnie świadczyć innym. Co mamy właśnie tak żyć.

Wierzymy że sprawa w świadczeniu o miłości.

To znaczy kochać innych.

Ale jak, jeśli sami nie jesteśmy kochani? Co wtedy.

Bóg nas kocha nieustannie a jednak okazuje się to mało dla nas, bo tak często poszukujemy czegoś więcej, lub gdzie indziej.

Są takie osoby, że mają światło wewnątrz i wszystko co mówią, jak żyją przynosi nam ulgę. I to nie zależnie jaką wiedzę posiadają.
I wtedy zaczynamy rozumieć życie, chcileibyśmy takimi być jak te osoby, albo tak żyć jak one.

Czyli ta światłość jest wewnątrz nas a potrzeba kochać siebie żeby ona mogła się uzewnętrznić z nas. Kochać siebie nawet nakazuje nam Bóg. Bo Jego najbardziej a innych jak siebie samego tak wierzymy.

(...)

czytaj więcej
środa, 21 lutego 2018