Oddawanie

J 19, 25-27       

Dziś ewangelia mówi nam o oddawaniu.

Dla nas nie ma nic bardziej powszechnego niż oddawanie.

Oddajemy dwutlenek węgla co chwila. Nawet jak tego nie zauważamy. Zauważamy dopiero raczej jak przestajemy oddawać.

Oddajemy państwu pieniądze czyli nasz wysiłek codzienny i nie za bardzo wiemy co się dalej dzieje z tym naszym wysiłkiem. Ale nie mówię tego żeby się pastwić czy uprawiać politykę. Ewangelia to bardziej podstawowa sprawa.

Oddajemy dzieci kulturze na którą nie mamy wpływu.

Potem nas dzieci oddadzą być może gdzieś na bardzo boczny tor życia. No, mnie to księża klerycy gdzieś oddadzą. Ale mechanizm jest identyczny.

Oddajemy powoli życie – krótko mówiąc.

Tę tajemniczą energię jaka w nas jest. O której prawidłowości wciąż dalej nie wiemy wszystkiego albo prawie nic nie wiele. A z drugiej dobrze wiemy że to dar Boga życie.

I dlatego ewangelia zaprasza nas byśmy skupili się dzisiaj na matce.

Bo matka jest początkiem naszego oddawania.

Jak to było przez życie dotychczasowe z naszą matką? Jak jest z naszą matką?

Możemy tyle słów powiedzieć albo tylko milczeć. Zażenowani albo wzruszeni albo obojętni albo bardzo zorganizowani. Że żyjemy w takim złudzeniu że wszystko mamy poukładane. Ile daliśmy ile oddajemy matce?

Moi Drodzy, wiele matek nas wykarmiło. W naszych różnych sferach życia.

A według tej ewangelii jak się oddaje to się otrzymuje. Chrystus oddał a otrzymał życie.

Czyli jak się oddaje to się coraz więcej ma. A jak się zatrzymuje to jest wtedy coraz mniej. I jesteśmy coraz bardziej skąpi potem agresywni bo bronimy tych resztek które wydaje się nam że posiadamy a później już tylko smutek wokół. Najpierw Ci którzy nas kochają a potem i my na końcu gdy nas opuszczą.

I tu jest ta różnica między nami a ewangelią.

Tylko jak dawać? Komu ? Kiedy? Ile?

Odpowiedź jest bardzo prosta:

  • szczerze,
  • zawsze,
  • wszystko,
  • każdemu.

Bo skoro Chrystus na krzyżu nic nie mając jeszcze oddaje Matkę uczniowi to znaczy że zawsze można oddać. W każdej sytuacji.

Moi Drodzy!

Ale jak to brzmi tragicznie! Oddać Matkę! Nawet jeśli uczniowi umiłowanemu to jednak oddaje Matkę. Czyli wszystko można oddać.

I to co najtrudniejsze – każdemu.

Ile to obliczamy jakie to mamy programy w głowie wyważania przeliczania wniosków. A mianowicie, że jednak nie każdemu bo tylko temu kto potrafi skorzystać z naszego. Czy naszej pomocy.

Przecież:
“pereł nie rzuca się przed…”
przywołujemy tekst tej samej ewangelii ale z innej części.

Ale gdy Bóg jest przybity do krzyża i oddaje Matkę, to wszystkie obliczenia wszystko inne traci swoją prawdę sens pewność. Możemy tylko wziąć do siebie Matkę. A jak weźmiemy to przecież dla Niej wszyscy jesteśmy synami. To w jaki sposób te obliczenia mogą mieć sens. Chyba w żaden.

Dlatego tak trudno ufać we wszystkim Maryi, dlatego różaniec jest taki prosty, dlatego jest taki umiłowany przez różnych ludzi: papieży profesorów chłopów robotnice dzieci. I dlatego jest tak lekceważony równocześnie.

A gdzie my? Znajdujemy się w tym pochodzie oddawania by przyjąć Matkę i każdego bliźniego?

Jeśli o mnie chodzi bo każdy musi sam odpowiedzieć sobie na to pytanie, to jestem niestety bardzo daleko i bardzo jeszcze obliczam: komu ile kiedy oraz jak.

Moi Drodzy!

Te proste słowa oto Syn Twój. Czyli po prostu szczerość. Początek wszystkiego.

W przeciwnym razie nie możemy się dziwić że nasze życie jest nieprawdziwe.

Szkoda na to czasu Moi drodzy.

A jak będzie szczere to wtedy dawać każdemu będzie brzmiało mniej groźnie bardziej prawdziwie.

Amen

Skip to content