Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Radość nastaje wśród aniołów Bożych czyli w niebie, po nawróceniu jednego grzesznika

Łk 15, 1-10

Wszyscy grzesznicy oraz celnicy przybliżali się do Pana, żeby Go słuchać. Z takiego słuchania płynęło do nich jakieś dobro. W przeciwnym wypadku by się nie przybliżali. A to byli ci których nie lubili w spoleczności oraz ci którzy męczyli sumieniem własnym.

A takim jak Pan można być. Żeby ludzie przychodzili do nas. Szczególni ludzie. Bo ci którym jest bardo źle.

Można sobie wyobrazić, że szukali czy otrzymywali nadzieję oraz ulgę w swoim bólu. Od razu możemy pytać o nasz ból?

Jaki jest? Ktoś go zna? Bo to jest jedyna droga aby nieś ulgę, poznać swój ból, przegryźć się przez niego aby potrafić opowiedzieć czy wypowiedzieć go innym.

Czy raczej jesteśmy samotni oraz udajemy jakąś inną historię, przybieramy twarz wesołą lub obojętną. Zastygłą. Niby przeżywamy jakieś inne życie.

A co zrobić gdy przychodzimy do Pana tak jak ci dzisiejsi ludzie z ewangelii, a ulga upragniona nie przychodzi? Pewnie tym jesteśmy najbardziej zainteresowani, jeśli potrzebujemy tej ulgi bo nam źle. Opowiadamy a tu nic.

Może sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i Bóg liczy na nasze czekanie. Nie rozumiemy dlaczego, skoro wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Ojca, to wyobrażamy sobie że wszyscy mamy mieć identycznie. Ale może to ma jakiś zamysł, czy konieczność.

Dla tego który cierpi, zupełnie niezrozumiałą.

Bo ile można przychodzić?

Raz, dwa razy, tydzień, 10 – sięć lat, 50 – siąt lat?

A zmiany nie ma, co wtedy?

O jednym zapominamy.

Pan mowi radość nastaje wśród aniołów Bożych czyli w niebie, po nawróceniu jednego grzesznika.

Uczmy się radować gdy inni się radują. Czy tylko wciąż chcmy myśleć o sobie?

amen

czytaj więcej

Jeśli nie porzucimy wszystkiego, nie będziemy uczniami

Łk 14, 25-33

Jeśli nie porzucimy wszystkiego, nie będziemy uczniami.

Powstaje jednak taki problem czy najpierw musimy się wszystkiego wyrzec a wtedy będziemy uczniami czy jak będziemy uczniami to wtedy wszystko będzie nam obojętne. Na przykład zdrowie jak zarówno i choroba będzie dla nas taką samą obecnością Boga. bez paniki.

Ta niejsność wynika stąd, że przecież gdzie znajdziemy tego co wyrzekł się wszystkiego?

Może jakiś święty z przeszłości możemy o nim przeczytać, że nic nie posiadał tylko laskę w drodze oraz kubek na wodę, a potem go oddał bo zauważył że można pić wodę czerpiąc czerpiąc bezpośrednio dłońmi.

Nawet skrajnie ubogie wspólnoty dysponują pieniędźmi, majątkami, domami, kościołami /a do tego jak mało się ma to szybko przyrasta majątek/. To byłby jakiś chaos społeczny gdybyśmy tak żyli.

Jest raczej taka równoległa prawidłowość, im bardziej ufamy tym mniej potrzebujemy a jednocześnie im się wyzybywamy tym bardziej zauważamy, że niewiele potrzeba do życia, oprócz łaski Boga.

To jest najpiękniejsze w ewangelii a raczej w zamyśle Boga że nikt nam nie zagwarantuje ani nie przeprowadzi w nas, za nas tego uwolnienia. Tylko my sami wobec Dobrego Boga możemy albo być wolnymi od wszystkiego i potem wprost szczęśliwymi albo ciągle coś chować po kątach z tym złudzeniem, że przyda się do szczęścia.

amen

czytaj więcej

Bóg zawsze słyszy i nigdy nie opuszcza swoich dzieci

Łk 11, 1-13

Modlitwy nauczył nas Bóg. Bo stworzył nas Bóg. Bo cały świat stworzył Bóg.

A nam się wydaje, że to my modlimy się, tylko nie jesteśmy wysłuchani. Że, to my podejmujemy ten trud, trudzimy się a owoców nie widać.

A modlitwa jest od Boga, Duch Święty ją prowadzi. My mamy prosić. Będzie nam wtedy dane. Liczy się to proszenie.

A Według nas liczy się wysłuchanie.

Byliśmy nie raz w bardzo trudnej sytuacji z której nie ma wyjścia. A może jesteśmy w takiej sytuacji. I często pozostajemy bez wyjścia. Przegrywamy, patrząc po naszemu. Z punktu widzenia tej nie wysłuchanej prośby. Nawet przekleństwem stajemy się wtedy dla innych. Przegranymi.

A tymczasem modlitwa z Boga oraz do Boga zawsze powraca.

Co ona takiego robi gdy przechodzi przez nas, tego dokładnie nie dowiemy się aż dopiero być może po śmierci.

Bóg zawsze słyszy. Nigdy nie opuszcza swoich dzieci.

Dopóki nic nam się nie dzieje złego to możemy to powtarzać. Ale gdy dzieje się nam krzywda, stajemy się przegranymi przyjąć te słowa jest praktycznie nie możliwe.

Tylko, że na tym polega wiara oraz modlitwa.

Skąd wziąć siły aby prosić żeby było nam dane?

To może dlatego właśnie Bóg nauczył nas modlić, abyśmy powtarzali te Jego słowa. One wtedy czynią w nas mieszkanie dla Boga. a tam gdzie Bóg tam będzie zawsze życie. Nawet w śmierci.

amen

czytaj więcej

Obrała najlepszą cząstkę

Łk 10, 38-42

Dziś w ewangelii Marta oraz Maria. Czyli: praca i modlitwa.

Najlepiej jak praca staje się modlitwą a modlitwa pracą. Czyli codzienną, wytrwałą, konieczną, przynoszącą rozwój, korzyści, umożliwającą żyć.

Potrzebujemy tych dwóch płuc aby żyć w równowadze.

Dlatego nie jest dziwne, że Pan uznał chwilę zatrzymania, kontemplacji, słuchania Jego słów, wpatrywania się w Niego. Ostatecznie pochwalił nic nie robienie możemy powiedzieć.

A tyle było do wykonania koniecznych prac żeby przygotować tę ucztę czy spotkanie, bo przecież Pan nauczał z grupą uczniów oraz pewnie ciekawskich.

Z tych słów wynika, że można było zacząć od słuchania a resztę potem według tego jak będzie konieczne, albo jak się da lub uda wykonać.

Czy aby nie musimy wszystkiego dokładnie opanować, przygotować, a dopiero na końcu dostrzegamy siebie samych a co ważniejsze innych.

Może trzeba zacząć od słuchania innych?

Cóż z tego, skoro zasadniczo wiemy co kto powie i jaki jest.

Bo czasami słuchanie innych jest bardzo trudnym wyzwaniem. A może być aktem miłosierdzia. Czyli modlitwy.

Te zdarzenie z życia Pana uczy nas abyśmy mieli czas dla siebie.

Gdzie zatem jest ta proporcja pomiędzy słuchaniem a pracowaniem. Pewnie musimy ją odnaleźć sami, a może za każdym razem trzeba ją szukać. Obrała najlepszą cząstkę słyszymy dziś pod koniec ewangelii. Ale nie mówi Pan co to za cząstka. Musimy sami ją odnaleźć.

Dla każdego Dobry Bóg przygotował inną. Przecież Ojciec wie co potrzebują Jego dzieci. My wszyscy nimi jesteśmy.

amen

czytaj więcej

Mamy głosić, że przybliżyło się Królestwo i trwać w tym głoszeniu

Łk 10, 1-9

Dziś Pan uczy nas powołania.

Najpierw, że mało jest robotników a żniwo wielkie. Czyli tak jak teraz. Stąd mamy wniosek, że ilość powołań nie jest taka ważna. Skoro było wtedy za czasów Pana, tak jak dziś.

Powołani w swoim głoszeniu będą między nieprzychylnymi a właściwie w zagrożeniu życia. Bo owce nie mają szans z wilkami. Chyba, że uciekną. Ale w głoszeniu przecież nie chodzi aby uciekać. Tak się może wydarzyć, ale istotą jest głoszenie. A właściwie trwanie przeciwko światu.

I nie ma co się bogacić z powodu głoszenia ewangelii. Wręcz odwrotnie. Nic nie należy mieć. Tylko niezbędne rzeczy oraz potrzeby tylko konieczne. Te ostatnie raczej minimum.

I pokój mamy roznosić po świecie. Pokój oraz uzdrowienie. Nieść ulgę jednym słowem. Ukojenie.

I teraz jak spojrzymy na życie swoje, to jeśli tak nie żyjemy to trudno się dziwić, że to żniwo jest ciągle takie obfite. Bo możemy głosić ale nikt nie będzie słuchać jeśli nie głosimy tak jak Pan wymaga.

To jest zresztą chyba tjemnica głoszenia. Ona nie leży w słowach ani skupieniu słuchaczy czy ich otwartości, tylko w głoszących. Jeśli nie jesteśmy jak Pan wymaga, to głoszenie nie będzie owocne.

Choć może być i nowoczesne super, i barwne niebywale i zajmujące nawet ekscytujące dla słuchaczy albo i zarówno dla głoszącego.

Co nam pozostaje gdy szczerze spojrzymhy na swój stan posiadania i wynikający z niego styl głoszenia?

Pozostaje nam jedno. Zgoda na bezradność. Bo mamy głosić, że przybliżyło się Królestwo i trwać w tym głoszeniu. Czy ktoś posłucha czy nie? Mamy trwać. To trudne gdy nie ma owoców. Może być trudniej gdy są owoce. One mogą rodzić pychę. Zarozumiałość. Wyższość. Aby ostatecznie wpychać Boga w nasze wyobrażenie.

Może dlatego tak radykalny jest Pan, bo jak nic nie będziemy mieli to jedyne co nam pozostanie to ufność do Niego.

A ludzie nie chcą niczego więcej od nas. Tylko nauczyć się ufności, bo wszystko inne mają albo mogą sobie kupić. Albo mogą ostatecznie zrezygnować z tych mażeń.

Ufności jedynie nie mogą sobie wyprodukować.

amen

czytaj więcej

Łatwo jest wyznawać Mesjasza Bożego gdy polega to na mówieniu

Łk 9, 18-24

Różni ludzie dają inne odpowiedzi. Apostołowie mają tylko jedną. A reprezentuje ich Piotr. Odpowiada w ich imieniu.

W sumie to historia naszego życia.

Bo w różnych dniach czy nawet okolicznościach w ciągu jednego dnia, możemy mieć różne odpowiedzi na pytanie kim jest Pan.

Możemy sobie wyobrazić, rano jesteśmy na Mszy świętej gdzie wyznajemy jak Piotr, że Pan jest Synem Bożym a po chwili na ulicy żądają świadectwa. A nawet jak nie żądają wprost świadectwa, to unikamy go. Po cichutku oddalamy się.

Jak łatwo jest wyznawać Mesjasza Bożego gdy polega to na mówieniu. Trudno gdy musimy coś zrobić, co kosztuje.

Najtrudniej gdy musimy wśród bliskich zaświadczyć a mają inne zdanie.

Tymczasem Pan przyniósł nam wolność. W to wierzymy.

Wyznawanie Mesjasza wszędzie, czy wśród bliskich czy nieznajomych, obcych czy wrogów, jest możliwe tylko, gdy będziemy wolni od wszystkiego. Krzyż jest trudny oraz śmiertelny ale jedyny daje taką pełną wolność. Bo ona obejmuje także śmierć. Stąd męczennicy nie obawiali się cierpienia ani śmierci.

Ale skąd brali swą moc wolności?

Tylko z tych słów Piotra! Ty jesteś Mesjaszem Bożym. Co oznacza, że ufali Piotrowi, całkowicie na życie oraz śmierć.

I taka jest droga naszej wolności oraz siły.

Bierze się z ufności. I nie ma żadnego innego uzasadnienia ani źródła. Niejako w ciemno musimy zaufać słowom Piotra. I czekać na owoc. Na wieczność.

Ślepo ufać oraz czekać.

Kto zwątpi, ten na początku pozornie nawet nic nie straci, może nawet zyska bo nie będzie czekał, ale z czasem będzie musiał ukrywać swoje niespełnienie. Inaczej musiał by przyznać że źle wybrał. Że musi czekać.

A co najważniejsze, zagubi gdzieś radość życia.

Czystą samoistną, wypływającą z serca radość. Będzie jej poszukiwać a nie znajdzie. Dlatego tylko udaje. Ale jak długo można? Gdzie jesteśmy w tym udawaniu?

Czy raczej, cierpliwie czekamy?

amen

czytaj więcej

Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy

J 14, 23-29

Oczekujemy Ducha Świętego, który nas wszystkiego nauczy, poprzez to, że wszystko przypomni co Pan mówił.

Mamy oczekiwać, taka jest prośba Pana.

Przyjdzie do tych, którzy nic nie potrafią, nic nie pamiętają. Albo my nie wszystko umiemy, nie wszystko pamiętamy.

To już tak jest, że zapominamy ewangelię, historię Pana a właściwie jego słowa. Zapominamy kiedy przychodzi z nich skorzystać czy nimi żyć. A najbardziej ogólnie to zpominamy o Bogu.

Stąd Jego prośba.

Bo On nam przekazał to co usłyszał od Ojca a my o tym zapominamy przekazał nam, czyli o Ojcu. Żyjemy w zapomnieniu o Bogu.

A równolegle z takim pietyzmem pielęgnujemy w sobie pamięć, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Chcemy nimi być. Oraz z troską pamiętamy, że jesteśmy chrześcijanami.

O tym pamiętamy a słowa zapominamy.

Tak bardzo pragniemy korzystać z tych przywilejów, że mamy Ojca. Bardzo chętnie rozpływamy się w rozważanich jak to będziemy w domu Ojca na wieczność. A z drugiej często zapominamy o słowach Jego Syna. I żyjemy jak by w dwóch równoległych światach. Zapominamy dlatego potrzebujemy przypomnienia.

Może mamy zatem dwie twarze. Czy Duch zdoła wyłonić jedną z nich? Bo mamy być zimni albo gorący! jak to pismo mówi.

Czy tak musi być. Mianowicie żyć czekając na niebo a zapominając o wszystkich słowach Pana. Tylko jest jedna metoda aby pamiętać wszystkie słowa Pana. Nieustannie do nich trzeba wracać. Same słowa w sobie są jak pustynia. Dopiero gdy do nich wracamy to ożywają. Nasze przypomianie ich jest jak woda która zamienia pustynię w oazę roślin. Przy czym ta oaza to nasze życie. A bez przypominania słów Pana, nasze życie jest jak śmietelna pułapka pustyni, w której tylko są iluzje, do złudzenia udające prawdziwe ogrody. Musimy nieustawać w przypomianiu sobie słów Pana, tego potrzebują inni.

amen

czytaj więcej

Czy potrafimy stanąć twarzą w twarz wobec bezmiaru krzywdy

J 13, 31-33a. 34-35

I życie dogoniło Kościół. Myślę teraz o tym filmie Tylko nie mówi nikomu który nie dawno ukazał się w internecie. Był oglądany ponad 20 mln razy, to więcej niż ludzi co niedzielę przychodzących do Kościoła. To obraz dokumentalny o przestępcach pedofili w sutannach.

Niestety dopiero potrzeba pokazania tej zbrodni publicznie aby głos ofiar został usłyszany. To po emisji dowiedzieliśmy się, że ksiądz który miał wyrok oraz zakaz kontaktu z dziećmi prowadzi rekolekcje dla dzieci. Ale przecież ktoś go zaprosił, ktoś znał jego historię. Pewnie takich sytuacji będzie więcej. Pomimo od 20 lat toczącej się walki z pedofilią w Kościele.

Jak to się stało, że ofiara jest na końcu torski Kościoła?

A walka z tym złem natrafia na taki opór?

Potrzeba było publicznego pokazania zła aby nastąpił wstrząs. Bo tak trzeba nazwać ilość oglądających ten film, reakcje biskupów – niestety tylko niektórych, której pewnie by nie było. Tamten ksiądz poprosił o sekularyzację. Ale ile osób pokrzywdzonych jeszcze czeka na sprawiedliwość.

Gdzie zatem jest to prawo miłości o którym dziś mówi ewangelia. Czy aby nie polega tylko na mówieniu, że jest takie przykazanie, a ono jest najważniejsze. I na tym kończy się miłość. Mówienie o szacunku dla każdego, o trosce o ofiary, zero tolerancji to jedno, a liczenie, że sam jakoś zniknie problem, zło lub ci ludzie sprawcy. Albo nagle zbudzimy się w innym świecie.

A może śpimy cały czas, zgadzając się na to, że zawodzą ci którzy powinni troszczyć się. I najtrudniejsze pytanie co zrobić gdy zawodzą ci którzy mają powierzoną troskę. Nie mówię teraz o prezbiterach, tylko biskupach. Dla nas ważniejszy jest biskup czy ofiara? Czy potrafimy stanąć nie w myślach, ale twarzą w twarz wobec bezmiaru krzywdy, tej zbrodni na niewinnym dziecku.

Obrazem naszej, całej tej sytuacji, takiej bezradności oraz czekania, że nic nie potrafimy zrobić, jest ten pomnik w Licheniu. Został już zasłonięty, ale latami stał przedstawiając budowniczego tego sanktuarium który okazał się sprawcą. A miliony ludzi odwiedzało Licheń, patrzyło i miało podziwiać agresora. Nikomu to nie przeszkadzało. To symbol miejsca w jakim się znajdujemy obecnie.

Co z tego wyniknie? Zależy też od nas.

amen

czytaj więcej

Nie widzimy Pana i nie rozpoznajemy

J 21, 1-14

Ukazuje się Pan na brzegu jeziora, ale jest nie do poznania, jak słyszymy.

Za pierwszym razem mogli się nie spodziewać uczniowie. Ale za drugim już Go znali a za trzecim tym bardziej.

A tymczasem za trzecim razem nie mogą poznać.

Rozpoznaje tylko umiłowany uczeń. I Piotr natychmiast wierzy temu uczniowi.

Stało się coś więcej niż nagłe przekonanie.

Bo tylko powiedział, a Piotr od razu zobaczył Pana. Choć przecież patrzył a nawet mówił z Nim, tuż przed tym zdaniem umiłowanego ucznia.

Potrzebne było stwierdzenie umiłowanego ucznia. Pomimo tego, że Piotr pierwszy wszedł do grobu, pierwszy uwierzył, to umiłowany uczeń rozpoznaje Pana. Choć ten uczeń początkowo też nie rozpoznał.

Jest jakaś inna prawidłowość w tych spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz Jego rozpoznawaniem.

Może tak jest z nami.

Patrzymy, słyszymy pytania, rozmawiamy, odpowiadamy Mu! A nie widzimy Pana i nie rozpoznajemy.

Nawet na pewno tak jest.

Bo nie rozpoznajemy swojego czasu nawiedzenia. Chcielibyśmy aby było inaczej. By przychodził do nas Pan, ale w taki sposób jak nam odpowiada. I wtedy Go nie widzimy. Dopiero ktoś musi za nas rozpoznać w naszym życiu Pana.

Pocieszające jest, że może i my innym pomagamy rozpoznawać Pana w ich życiu.

A może działa Kościoł – jeśli tak można powiedzieć. Pomagamy rozpoznać innym, a nawet o tym nie wiemy. Tym samym uczymy się pokory oraz wielkiej niespodzianki na końcu świata.

Chyba, że wciąż myślimy o sobie.

Tak jak uczniowie na łodzi byli źli, że nic nie złowili, to nic nie wiedzieli, nie zobaczyli Pana gdy spojżeli na brzeg.

Ciągle odrywajmy wzrok od siebie samych.

amen

czytaj więcej

Droga spotkania Boga Zmartwychwstałego

J 20, 19-31

Tu się zaczął Kościół. Coniedzienne spotkania z Panem.

Co niedziela chodzimy do Kościoła po to.

Tak było w dzieciństwie. Obecnie już o to musimy walczyć bo praktyka zanika powoli.

Chodzimy, bo wierzymy choć nie widzieliliśmy. To jest dziewiąte błogosławieństwo obok ośmiu z Góry Błogosławieństw koło Kafaranaum.

Ale jakie ono jest proste.

Chodzić do Kościoła co niedziela.

Z tego chodzenia wyniknie później cała nasza przygoda z Chrystusem.

To jest jednocześnie jedyna recepta gdy pogubimy się w życiu, zgubimy drogę.

Rozpocząć chodzić do Kościoła. Tak po prostu. Choć nie widzimy a wierzymy. Albo nawet jak nie widzimy, i nie wierzymy. Bo wtedy chodzenie też pomoże. To jest ta jedyna droga spotkania Boga Zmartwychwstałego. Spotykać się przy łamaniu chleba. Choć tak jak apostołwie nie poznawali, nie wierzyli.

A jak ktoś chodzi codziennie? A Błogosławieństwo nie spływa! Nie ogarnia nas a tylko coś przeciwnego. Co wtedy?

Pewnie trzeba zmienić metodę chodzenia.

Nie w tym sensie, że tyłem wchodzić na Eucharystię albo coś innego podobnie nierozsądnego wykonywać.

Trzeba przychodzić ale bez jakiegokolwiek oczekiwania. Bez zniecierpliwienia. Po prostu przysłuchiwać się z daleka. Przyglądać. Niczym celnik z przypowieści. A Pan da pustemu sercu obfitość łask.

Tylko trzeba czekać.

Nie narzucać swojego rozwiązania.

Może taka pustka, taka nie wiara oraz nie widzenie, jest konieczną Golgotą aby Zmartwychwstać.

Z pewnością nie mamy innej drogi do życia, jak przez śmierć.

Również nasza wiara oraz spotkanie Pana nie ma innej drogi.

amen

czytaj więcej
piątek, 20 września 2019

modlitwa