Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Czy potrafimy stanąć twarzą w twarz wobec bezmiaru krzywdy

J 13, 31-33a. 34-35

I życie dogoniło Kościół. Myślę teraz o tym filmie Tylko nie mówi nikomu który nie dawno ukazał się w internecie. Był oglądany ponad 20 mln razy, to więcej niż ludzi co niedzielę przychodzących do Kościoła. To obraz dokumentalny o przestępcach pedofili w sutannach.

Niestety dopiero potrzeba pokazania tej zbrodni publicznie aby głos ofiar został usłyszany. To po emisji dowiedzieliśmy się, że ksiądz który miał wyrok oraz zakaz kontaktu z dziećmi prowadzi rekolekcje dla dzieci. Ale przecież ktoś go zaprosił, ktoś znał jego historię. Pewnie takich sytuacji będzie więcej. Pomimo od 20 lat toczącej się walki z pedofilią w Kościele.

Jak to się stało, że ofiara jest na końcu torski Kościoła?

A walka z tym złem natrafia na taki opór?

Potrzeba było publicznego pokazania zła aby nastąpił wstrząs. Bo tak trzeba nazwać ilość oglądających ten film, reakcje biskupów – niestety tylko niektórych, której pewnie by nie było. Tamten ksiądz poprosił o sekularyzację. Ale ile osób pokrzywdzonych jeszcze czeka na sprawiedliwość.

Gdzie zatem jest to prawo miłości o którym dziś mówi ewangelia. Czy aby nie polega tylko na mówieniu, że jest takie przykazanie, a ono jest najważniejsze. I na tym kończy się miłość. Mówienie o szacunku dla każdego, o trosce o ofiary, zero tolerancji to jedno, a liczenie, że sam jakoś zniknie problem, zło lub ci ludzie sprawcy. Albo nagle zbudzimy się w innym świecie.

A może śpimy cały czas, zgadzając się na to, że zawodzą ci którzy powinni troszczyć się. I najtrudniejsze pytanie co zrobić gdy zawodzą ci którzy mają powierzoną troskę. Nie mówię teraz o prezbiterach, tylko biskupach. Dla nas ważniejszy jest biskup czy ofiara? Czy potrafimy stanąć nie w myślach, ale twarzą w twarz wobec bezmiaru krzywdy, tej zbrodni na niewinnym dziecku.

Obrazem naszej, całej tej sytuacji, takiej bezradności oraz czekania, że nic nie potrafimy zrobić, jest ten pomnik w Licheniu. Został już zasłonięty, ale latami stał przedstawiając budowniczego tego sanktuarium który okazał się sprawcą. A miliony ludzi odwiedzało Licheń, patrzyło i miało podziwiać agresora. Nikomu to nie przeszkadzało. To symbol miejsca w jakim się znajdujemy obecnie.

Co z tego wyniknie? Zależy też od nas.

amen

czytaj więcej

Nie widzimy Pana i nie rozpoznajemy

J 21, 1-14

Ukazuje się Pan na brzegu jeziora, ale jest nie do poznania, jak słyszymy.

Za pierwszym razem mogli się nie spodziewać uczniowie. Ale za drugim już Go znali a za trzecim tym bardziej.

A tymczasem za trzecim razem nie mogą poznać.

Rozpoznaje tylko umiłowany uczeń. I Piotr natychmiast wierzy temu uczniowi.

Stało się coś więcej niż nagłe przekonanie.

Bo tylko powiedział, a Piotr od razu zobaczył Pana. Choć przecież patrzył a nawet mówił z Nim, tuż przed tym zdaniem umiłowanego ucznia.

Potrzebne było stwierdzenie umiłowanego ucznia. Pomimo tego, że Piotr pierwszy wszedł do grobu, pierwszy uwierzył, to umiłowany uczeń rozpoznaje Pana. Choć ten uczeń początkowo też nie rozpoznał.

Jest jakaś inna prawidłowość w tych spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz Jego rozpoznawaniem.

Może tak jest z nami.

Patrzymy, słyszymy pytania, rozmawiamy, odpowiadamy Mu! A nie widzimy Pana i nie rozpoznajemy.

Nawet na pewno tak jest.

Bo nie rozpoznajemy swojego czasu nawiedzenia. Chcielibyśmy aby było inaczej. By przychodził do nas Pan, ale w taki sposób jak nam odpowiada. I wtedy Go nie widzimy. Dopiero ktoś musi za nas rozpoznać w naszym życiu Pana.

Pocieszające jest, że może i my innym pomagamy rozpoznawać Pana w ich życiu.

A może działa Kościoł – jeśli tak można powiedzieć. Pomagamy rozpoznać innym, a nawet o tym nie wiemy. Tym samym uczymy się pokory oraz wielkiej niespodzianki na końcu świata.

Chyba, że wciąż myślimy o sobie.

Tak jak uczniowie na łodzi byli źli, że nic nie złowili, to nic nie wiedzieli, nie zobaczyli Pana gdy spojżeli na brzeg.

Ciągle odrywajmy wzrok od siebie samych.

amen

czytaj więcej

Droga spotkania Boga Zmartwychwstałego

J 20, 19-31

Tu się zaczął Kościół. Coniedzienne spotkania z Panem.

Co niedziela chodzimy do Kościoła po to.

Tak było w dzieciństwie. Obecnie już o to musimy walczyć bo praktyka zanika powoli.

Chodzimy, bo wierzymy choć nie widzieliliśmy. To jest dziewiąte błogosławieństwo obok ośmiu z Góry Błogosławieństw koło Kafaranaum.

Ale jakie ono jest proste.

Chodzić do Kościoła co niedziela.

Z tego chodzenia wyniknie później cała nasza przygoda z Chrystusem.

To jest jednocześnie jedyna recepta gdy pogubimy się w życiu, zgubimy drogę.

Rozpocząć chodzić do Kościoła. Tak po prostu. Choć nie widzimy a wierzymy. Albo nawet jak nie widzimy, i nie wierzymy. Bo wtedy chodzenie też pomoże. To jest ta jedyna droga spotkania Boga Zmartwychwstałego. Spotykać się przy łamaniu chleba. Choć tak jak apostołwie nie poznawali, nie wierzyli.

A jak ktoś chodzi codziennie? A Błogosławieństwo nie spływa! Nie ogarnia nas a tylko coś przeciwnego. Co wtedy?

Pewnie trzeba zmienić metodę chodzenia.

Nie w tym sensie, że tyłem wchodzić na Eucharystię albo coś innego podobnie nierozsądnego wykonywać.

Trzeba przychodzić ale bez jakiegokolwiek oczekiwania. Bez zniecierpliwienia. Po prostu przysłuchiwać się z daleka. Przyglądać. Niczym celnik z przypowieści. A Pan da pustemu sercu obfitość łask.

Tylko trzeba czekać.

Nie narzucać swojego rozwiązania.

Może taka pustka, taka nie wiara oraz nie widzenie, jest konieczną Golgotą aby Zmartwychwstać.

Z pewnością nie mamy innej drogi do życia, jak przez śmierć.

Również nasza wiara oraz spotkanie Pana nie ma innej drogi.

amen

czytaj więcej

Tajemnica Zmartwychwstania

Mt 28, 8-15

Zamieszanie powstało po Zmartwychwstaniu. Tak obserwujemy w dzisiejszej ewangelii.

Niewiasty biegną, cieszą się, boją się.

Spotykają Pana, dalej się boją.

Arcykapłani ustalają przebieg wypadków żeby w jakiś sposób ocalić siebie. Poprzez kłamstwo.

Czyli radość, ekscytacja, strach, kłamstwo. Takie przewijają się stany wewnętrzne, wśród tych ludzi wtedy, tam przy grobie czy związane z grobem.

Dziś pewnie identyczne nam towarzyszą.

Mamy ten lęk z którym żyjemy jak ze starym znajomym, ekscytacja, kłamstwo być może ulegamy a później odchodzimy ze wstydem.

Oni przy grobie nie wiedzili co powiedzieć bo to pierwszy raz coś takiego się wydarzyło, że martwy człowiek podniósł się.

A my możemy nie wiedzieć jak zareagować czy co powiedzieć gdy przychodzi sytuacja, że wszystko jest jasne jak wybrać czy jak postąpić a nie postępujemy bo nie mamy tej potrzebnej wytrwałości. Ani determinacji. Ani odwagi. Albo ulegamy złudzeniu, że ktoś inny przyjdzie i załatwi daną sprawę.

Otóż mieć w sobie tyle wytrwałość, nagle odnajdywać ją gdy wydaje się, że już nie mamy sił, może być podobne gdy kobiet spotykają żywego który był martwy jeszcze nie dawno.

Tu dotykamy tajemnicy Zmartwychwstania. Zawsze odnajdziemy siłę, gdy będziemy kontemplować Zmartwychwstanie. To jest rezerwuar nie kończący się.

Siłę musimy sami wyprosić. Ono może nam jej dodawać, ale praca wytrwałości oraz odwagi jest naszym zadaniem. A nawet nie zadaniem co koniecznością.

Bo w przeciwnym razie gdy nie będziemy dążyć do wielkości świadectwa, życie naprawdę zamieni się w strach oraz kłamstwo, albo tak jak arcykapłani całą wiedzę wykorzystali aby zgrabnie wytłumaczyć siebie oraz Zmartwychwstanie by nic nie uległo zmianie. Oraz nikt nie miał dostępu do radości. Tak chcieli aby było.

Być z Panem przy grobie. To jedyny obraz który daje nam siły nie wyczerpane nigdy.

I teraz zapytajmy siebie nawzajem, gdzie jest grób któremu poświęcamy nasz czas?

amen

czytaj więcej

Bóg zdoła przeprowadzić swój zamysł

J 20, 1-9

Ta Ewangelia oddaje porządek w Kościele.

Piotr jest pierwszy w świadectwie oraz we władzy. Choć inny go wyprzedził.

W życiu też tak możemy mieć.

Inni nas wyprzedzą ale my swoje i tak musimy zaświadczyć bo inaczej zaprzepaścimy Boży plan.

Bóg zdoła przeprowadzić swój zamysł.

Ale my możemy mu przeszkodzić w realizacji tego planu który nam wyznaczył czy zaprosił. A jeszcze innym również.

Zazwyczaj tak sobie myślimy, patrząc na tą scenę opisaną przez autora ewangelii św. Jana.

Oni śpieszą się, młodszy jest silniejszy no to wyprzedził, ale Piotr wchodzi pierwszy. Ewangelista nic nie pisze o Piotrze, tylko o tym drugim że uwierzył. A my wierzymy jako kolejne pokolenia.

Piotr uwierzył jako pierwszy wśród apostołów, tak przyjmujemy. Bo niewiasty chyba pierwsze widziały pusty grób oraz spotkały Zmartwychwstałego. Ale jest jakaś realcja między spotkaniem a uwierzeniem. Albo uwierzeniem a spotkaniem.

Może faktycznie trzeba najpierw uwierzyć żeby potem spotkać.

Często myślimy, że wierzylibyśmy bezapelacyjnie gdybyśmy spotkali Pana żywego. Wtedy nasza wiara byłaby jak diament nie do skruszenia. A skoro nie spotykamy to wiara się chwieje.

Trzeba uwierzyć żeby spotkać.

Tylko kogo jeszcze potrzebujemy żeby uwierzyć?

Bo świadectwo Piotra przecież doskonale znamy. A to nam nie wystarcza. My, nieszczęśliwi w naszej wierze. Wciąż nie dowierzamy, bo czekamy aż spotkamy Pana.

A On jest obok tylko Go nie widzimy? Albo nie wierzymy?

Każdy sam rozstrzyga.

amen

czytaj więcej

Eucharystia

J 13, 1-15

Eucharystia. Dla niej żyjemy. Z nią umierać chcemy. Chcielibyśmy móc przyjąć Komunię świętą i zasnąć w pokoju. Ale nie wiemy jakie będą nasze dzieje. Co Bóg nam przeznaczył. Jaką drogę? Ile cierpienia? Ile łagodności a może tylko smutek lub odwrotnie pokój który chętnie będziemy potrafili dawać innym. Że tak postąpimy duchowo że będziemy obdarowywać ludzi ewangelią a jeśli nie wprost to dobrem.

Po to Pan przyszedł do nas. I dlatego dziś gromadzi nas na wieczerzy swojej. To tu możemy czerpać siłę do życia, do niesienia pokoju innym. Najpierw tym co są wokół nas. Choć to może być trudne. Lub już zamknęło nas na niekończącą się łaskę bijącą od Pana ukrytego w konsekrowanym chlebie. Wobec najbliższych najtrudniej świadczyć.

A może celowo nas Pan powołał do życia, abyśmy wzajemnie siebie nawracali. A jeszcze bardziej, żebyśmy przybliżali się do Niego wlaśnie przez to niezrozumienie najabliższych, jeśli tak się wydarzy.

Chcielibyśmy kochać najbliższych a to okazuje się bardzo trudne lub najtrudniejsze. My wiemy o sobie bardzo wiele gdy jesteśmy blisko siebie. I wtedy to co mówimy odarte jest od razu z fałszu i pozostaje sama prawda, tyle ile jej jest.

Dlatego być może Pan pozostawił się w chlebie dla nas, że tu już nic nie da się zedrzeć. Jest sama miłość.

Chyba, że wciąż poszukujemy czegoś innego. Że będzie inaczej, że będzie lepiej, że będą inni lepsi a ci wokół ostatecznie mogą być ale przecież nie tacy powinni być. Albo juz jest nam szystko jedno.

Bo gdy będą wreszcie wszyscy inni to będzie wtedy dobrze, nie tylko im ale i mnie. Albo napierw mnie.

A tymczasem eucharystia jest dla nas spełnieniem, źródłem które napełnia nas całe życie. a innym możemy dać tylko tyle ile sami się napełnimy. A kierunek oraz metoda napełniania jest zawsze ta sama. Tak jak eucharystia. Prostota. W przecinym wyapdku będziemy tylko przeszkadzać innym oraz sobie aby dojrzeli piękno miłości. I dobra.

amen

czytaj więcej

Ja Ciebie nie potępiam, idź odtąd już nie grzesz

J 8, 1-11

Najbardziej krzepiące w tym zdarzeniu ewangelicznym jest fakt odchodzenia najstarszych najszybciej. Może dlatego że mieli najwięcej grzechów a może że byli najmądrzejsi więc najszybciej zrozumieli swoje zacietrzewienie. Choć takie było prawo żeby takie osoby kamienować.

Oni spełniali tylko prawo. Choć przyszli do Jezusa zapytać co o tym sądzi. I albo by go oskarżyli o łamanie prawa albo lud przekonałby się że nie różni się niczym od nich, naucza tego samego tylko jest dziwny, bo łamie prawo w innych sprawach.

Jest taka powszechnie znana prawidłowość że najbardziej piętnujemy co samych nas męczy. Jednak zatem musieli mieć pełno grzechów jakimi oskrżali tę kobietę. Nie jest to pocieszające, że elita tak się prezentowała.

Z drugiej strony byli zatem bardzo ludzcy ale ukrywali te swoje słabe strony. I to może być najbardziej trudne dla innych oraz bolesne.

A czy my ukrywamy swoje ciemne strony? Gdzieś warto gdzieś nie warto ukrywać.

Dlatego Pan mówi ja Ciebie nie potępiam, idź odtąd już nie grzesz. Nie żąda sprawozdania z jej zła. Ani szczegółowego ani najbardziej ogólnego.

Czy faktycznie jest możliwe aby nie grzeszyć?

Czy Dobry Bóg żąda czegoś nie możliwego?

Każde zdarzenie w ewangelii jest napierw banalnie proste a później okazuje się wyzwaniem przekraczającym nasze przyzywczajenia, nasze wyobrażenie, to jak żyjemy. Zatem życie bez grzechu jest takim wyzwaniem. A jeszcze bardziej myślenie że tak możemy żyć.

amen

czytaj więcej

W pewnym momencie powstaje konieczność powrotu do domu

Łk 15, 1-3.11-32

Ta przypowieść jest chyba najbardziej znaną z całej ewangelii. Jest czytelna dla każdego. Dla niewierzących również. Oto ktoś chciał uciec z domu, zabrał co mu się należy, otrzymał to, potem wszystko stracił, odmieniony postanowił wrócić. A w domu został przyjęty pomimo swoich głupot które narobił w życiu.

To jest uniwersalna historia.

Jest naturalną czy wręcz konieczną sprawą wyjechać z domu. Po swojemu żyć. Szukać w ten sposób mądrości albo w ogóle równowagi. Czasami się to udaje czasami kończy tragicznie. A w pewnym momencie powstaje konieczność powrotu do domu. Może zawsze zresztą gdzieś się tli aczkolwiek może być zwalczana usilnie. Powrocić do domu aby skonfronotwać swoją mądrość, zyskać akceptację czy zrozumieć siebie samego.

Dobry Bóg tak uczynił, że bez zrozumienia przeszłości jesteśmy nie pełni. Choć ostatecznie napełnieni będziemy gdy całość stworzenia zyska pełnię. Czego symbolem jest starszy brat w tej przypowieści. On również musi zrozumieć kim jest. Pomimo że jest caly czas w domu, nie wiele zrozumiał ze swojego życia. Okazał się niewolnikiem. A przecież jest synem.

Jak wielu jest na świecie którzy wciąż szukają siebie, niszczą siebie innych albo uciekają od domu rodzinnego widząc w nim tylko przemoc, albo pozostają w domu zamykając sobie drogę do rozwoju czyli tych różnych darów które przygotował im Dobry Bóg w ich życiu.

Ale to wszystko pewnie znamy z życia. Im dłużej żyjemy tym bardziej odkrywamy te prawidłowości. Tym co najmocniej porusza to postawa ojca z tej przypowieści. Wciąż godzi się na kolejne rozczarowania, straty a póżniej potrafi się radować bez niepotrzebnych niedomówień. I co najważniejsze wciąż bierze siły aby być oparciem.

Pewnie taki jest ojciec, tak go sobie wyobrażamy. Dużo dalibyśmy aby takieg mieć.

A może takimi mamy być dla innych.

amen

czytaj więcej

Bóg czeka aż się nawrócimy

Łk 13, 1-9

Kto jest tym ogrodnikiem a kto jest właścicielem ogrodu? Czy aby to nie jest Dobry Bóg który mówi o nas ludziach którzy nie przynoszą owocu.

Dobry Bóg chce ich wyciąć i pewnie wyrzucić poza ogród gdzieś gdzie gromadziło się odpady wszelkie z ogrodu. I one tam gniły, powoli rozpadając się. Ale jest ogrodnik który broni. Kto jest tym ogrodnikiem? Wkłada swoją pracę, wierzy w to że krzak wyda owoc.

Czy aby tym ogrodnikiem nie jest nasz Pan. On nam daje siły, wierzy w nas, troszczy się o nas. Może przedłuża nam życie? nawet o tym nie wiemy.

Ogrodnik to ogrodnik. Ale też to on będzie nas wycinał gdy nie przyniesiemy owocu. Dlatego możemy wyobrazić sobię taką rozmowę ogrodnika z właścicielem ogrodu co roku.

I czy gdy umieramy to jest wtedy to wycinanie? Czy umieramy bo przynieśliśmy ten owoc czy dlatego że nie przynieśliśmy owocu? Dla samego faktu nieodwołalności śmierci to może nie mieć znaczenia.

Ale dla czekania na śmierć może mieć.

Bo gdy umieramy to oznacza że przynieśliśmy już owoc zamierzony albo wystarczający. Tak się łatwiej żyje. O tym zresztą przekonuje nas pierwsza część dzisiejszej ewangelii z której dowiadujemy się że śmieć nie jest z zemsty Boga za zło ludzi.

A jedynie wymaga od nas albo raczej czeka aż się nawrócimy. Jest pocieszające że właściciel ogrodu przychodzi przez kolejne lata I nie znajduje owocu, możemy powiedzieć nie widzi nawrócenia. Wtedy daje czas na zmianę.

Możemy to my jesteśmy ogrodnikami dla innych. Mamy dać im czas w postaci naszego przekonania, że oni będą owocować.

Czy mamy w sobie tyle wiary w innych? To może być takie ćwiczenie wielkopostne. Ile w nas wiary w innych?

amen

czytaj więcej

Gdbyśmy zobaczyli Boskość nie wiedzielibśmy co powiedzieć

Łk 9, 28b-36

Przemienienie w ewangelii jest właściwie odsłonięciem chwały Pana. Wierzymy że ukazała się Jego Boskość.

Przemienienie o nim myślimy w ciągu życia. Pewnie bardziej intensywnie lub mniej w różnych okresach życia. Bądź odraczamy na kiedyś w przyszłości, tej dalekiej albo jakoś bliższej. Bądź porzucamy w ogóle, uznając że życie ma swój ciężar i brak sił aby zajmować się jeszcze czymś więcej niż jego niesieniem.

Jednak podlegamy całe życie przemianom. Nie jest to taka wielka zmiana jak w ewangelii dzisiaj widzimy. Ale nieustannie coś się w nas zmienia. Choć pozostajemy ciągle sobą. Może nam się wydaje że jesteśmy inni niż kiedyś a może słyszymy takie głosy że zmieniliśmy się jakoś albo bardzo. To ciągle pozostajemy sobą.

Przemienienie które pewnie jest celem naszego życia albo bardziej stworzenia któremu przeznaczył Dobry Bóg, jest w całości dla nas niedostępne. Gdbyśmy zobaczyli Boskość nie wiedzielibśmy co powiedzieć. Pewnie milczelibyśmy właśnie jak w czasie snu.

Skąd zatem mamy wiedzieć, że warto dążyć do tego przemienienia o którym dziś słyszymy w ewangelii. Chyba właśnie z powodu tego nieustannego zmieniania jakiemu podlegamy. Bo jak się tak zmieniamy to mogą być tylko dwie możliwości że albo prowadzi to do lepszego albo do gorszego końca.

Łącznie z tym przekonaniem, że nic się już nie zmieni w życiu. Jeśli żyjemy w takim stanie to potrzebujemy ogromnej siły aby ciągle utrzymywać to przekonanie.

I to właśnie jest najciekawsze w Przemienieniu Pańskim.

Ta siła kiedyś spowoduje, że powstanie w nas żal utraty tej zmiany. Oto nie zauważyliśmy własnej zmiany. To wtedy właśnie serce otwiera się na łaskę. Im większy żal tym więcej miejsca na łaskę. Czy to wykorzystamy albo jak zmieniliśmy się, przemieniliśmy się ewangelicznie o tym możemy rozmyślać w czasie wielkiego postu oczekując ostateczej przemiany śmierci w życie.

amen

czytaj więcej
czwartek, 23 maja 2019

modlitwa