Kolegium Księży Jezuitów, 31-501 Kraków, ul. Kopernika 26
Nasze konto: 37 1240 4650 1111 0010 4312 3240

Informacje dla ofiarodawców •  

Dziękujemy za złożone ofiary!

Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Każdy kto wierzy w Syna Bożego, nie zginie, będzie miał życie wieczne.

J 3, 16-18 

Każdy kto wierzy w Syna Bożego, nie zginie, będzie miał życie wieczne.

A przecież takie skomplikowane wybory dokonujemy w życiu.

Choć na początku mogło być prosto, bezpiecznie. Były dramaty czy okropne wybory jak na dziecko, ale zawsze otoczone bezpieczeństwem najbliższych.

Jest wielu innych, którzy tak nie mieli. Takich życie okupione jest niepewnością od urodzenia. Czy to integralności fizycznej przez jakieś choroby, czy ingerencję innych, którzy zadali cierpienie, przez destrukcje psychiki czy ducha. I nigdy już nie mogą zaufać nikomu, tylko marzą o spokoju w samotności bez bólu. Kiedyś znali, ale już tylko mogą tęsknić za takim życiem.

A inni nawet nie znają życia beztroskiego. Stąd nawet nie potrafią pragnąć takiego życia.

Oni wszyscy nie mogą uwierzyć Synowi, dlatego że nigdy nie słyszeli o Nim. Lub słyszeli, ale w wersji skarlałej, antyewangelii. Pozostaje im tylko uciec od takiego wariantu dobrej nowiny, za którą kryje się obojętność, wykorzystanie, cynizm jej "zwiastunów".

Bóg mówi, Syn przyszedł nie potępiać a zbawić.

Czy faktycznie mamy w sobie światło tych słów. Aby oświetlić innym życie, musimy umieć żyć zbawieniem.

A to oznacza, że nic nie ma znaczenia, bo Bóg jest inny niż wszystko. A na czym nam dziś zależy? Na ilu sprawach? Ludziach? Ich ocenach? Ich spojrzeniach?

Gdzie to światło zbawienia zawędrowało w naszych duszach?

Ile innym oświetlamy ich drogi.

Światło jest najważniejsze.

 

amen

czytaj więcej

7. Niedziela Wielkanocna

Mt 28, 16-20

 

Wszystko jest jasne.

Pan jest z nami aż do skończenia świata. Musimy chrzcić w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego oraz nauczać ewangelii wszystkie narody. Czyli wszystkich których spotykamy.

Tak możemy się zapamiętać w tym nauczaniu, że zignorujemy
obecność Pana pośród nas. Z jednej strony tak bardzo Go pragniemy, On pozwala nam pokonać wszystkie trudności. Nawet te największe, najbardziej okropne. Tak wierzymy, dlatego pragniemy. W każdym razie póki na nas nie przyjdą.

Jest z nami w tym głoszeniu, a zapominamy o Nim.

Bo jak inaczej nazwać sytuację gdy ludzie odchodzą od Kościoła, od nas, od tego co nauczamy. Albo w imię Kościoła są niszczeni inni. Tak się dzieje, niestety.

A Często jedyne słowa jakimi ich żegnamy, to pretensje, może nie wyrażone, albo smutek. A przeiceż Pan za nich oddał życie, to ich nie porzuci. Tylko czy mają szanse wrócić, skoro ostatnie co pamiętają to nasze roszczarowanie nimi. Tymi którzy odeszli z Kościoła.

Gdybyśmy potrafili tak jak Pan, być z nimi niezależnie od tego jacy są to może łatwiej by wierzyli Panu, a jeszcze gdybyśmy sami niezależnie od tego co się z nami dzieje, żyli dobrze nie oglądając się na pomoc, tym bardziej Pan byłby widoczny.

Tylko o to chodzi.

Pan jest z nami. Jest z wszystkimi innymi. A my potrafimy to popsuć. Albo skupić się na trzeciorzędowych kwestich. I wmawiać, że to są właśnie Boże sprawy.

Skąd w nas takie umiłowanie pozoru?

 

Amen

czytaj więcej

Poznali Go przy łamaniu chleba

Łk 24, 13-35

Pragniemy spotkać Boga. Nasza wiara ona cała jest z tego pragnienia.

Czasami jesteśmy zmęczeni wiarą, popadamy w smutek. Który często przechodzi w zniechęcenie. Nie odróżniamy przy tym życia, na które nie mamy wpływu, jak choćby teraz na tego wirusa albo na inne wydarzenia. Na jakieś mamy, na inne w większości niestety nie. Ale często mylimy wiarę z tym biegiem życia. Choć z drugiej strony właśnie pragniemy żeby Bóg był wszędzie z nami. Ratując nas z kolejnych opresji. Więcej, jest z nami a nie możemy Go zobaczyć.

Dlatego wiarą możemy być zdezorientowani. Nie przynosi nam spodziewanych owoców a często rząda od nas więcej ofiary. Lub staje się niezrozumiała. Ile to słyszymy ostatnio, że Papież powiedział coś a przecież tradycja inaczej uczy. I cierpimy, nie wiemy co sądzić. Ostatecznie jesteśmy zmęczeni. Czy nie potrafią ustalić jednego ci biskupi? Tak słyszymy.

A jednak wciąż pragniemy Pana spotkać.

I to pragnienie potrafi całe zamienić się albo zlać z tym smutkiem, ukryć się w złości. Albo rozpaczy. Są pośród nas tacy, którzy pozostają całe życie w rozpaczy, mają ją odciśniętą na twarzy. Może zamaskowaną. Nie datykamy ich, bo przygniotła by nas, ich opowieść. A przecież spotykamy ich na wspólnej eucharystii albo modlitwa łączy nasze słowa z ich słowami. A może to my jesteśmy, tylko wciąż udajemy.

Apostołowie róweniż mają wspólne słowa. Rozmawiają, dyskutują, nie widząc, że serca ich pałają. Gdy rozpoznają, Pan znika.

Ile razy już mieliśmy pewność, a nagle przychodziło strapienie. Musieliśmy porzucić tą obecność Boga z nami i wyruszać w noc jak apostołowie z Emaus do Jerozolimy, w kolejne poszukiwanie Pana.

Tak będzie zawsze, nasza wiara żywi się tym pragnieniem Boga, który wciąż jest nieosiąglany. Dopiero gdy zechce nas przyjąć. Wtedy poznamy.

Czy będzie to za sprawą wirusa? Czy ze starości a może naszej nieroztropności czy smutku, tego nie wiemy.

amen

czytaj więcej

„ Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie ” (Dz. 47)

J 20, 19-31

Nie dajamy się zwieść fałszywym prorokom Miłosierdziu Bożego. Uczą nas, Bóg wychowuje z pomocą cierpienia, prowadzącego do śmierci z uduszenia. Bo takie są konsekwencje tego wirusa która szerzy sie po świecie. Zapalenie płuc.

Otóż wobec występków złych ludzi, ich grzechów, odstępstwa od świętych sakramentów, nauki Kościoła, rodziny, wiary, Bóg zesłał wirusa, dopuścił aby nas odmienić, abyśmy powrócili do Chrystusa.

Łatwo się ogłasza, Bóg nas karze, my musimy się zmienić bo jesteśmy źli.

Jeśli tak uważamy, to Bóg jawi się jako chory z nienawiści do nas, z zazdrości, że ludzie budują świat po swojemu. Albo zapomniał o nas.
Teraz musimy krzyczeć w niebo do Niego oraz rozpaczliwie machać z Ziemi.

Tylko dodatkowo trzeba być ślepym na cierpienie niewinnych oraz winnych czyli w ogółe na cierpienie ludzi. Oni muszą być poświęceni dla większego dobra. To krawawy Bóg, taki co pożąda ludzkiej krwi.

A to już jest chichot demona.

Dlatego nic bardziej mylnego.

Nie wiemy dlaczego tak się stało, jak dziś żyjemy. Możemy tylko wycinkowo oceniać, analizować co się dzieje na świecie. Poznawać jakieś mechanizmy namnażania, skład, budowę, rodzaje wirusa. Co mu sprzyja a co utrudnia rozprzestrzenianiu.

Najwięcej jednak, to patrzeć na Chrystusa umierającego na krzyżu.

Tylko jest różnica, między każdym cierpiacym z powodu wirusa a Synem Bożym. On chciał tak cierpieć. A jak jest między Nim a Ojcem, tego dowiemy się w pełni dopiero na końcu świata.

Miłosierdzie Boże to Krzyż i Zmartwychwstanie.

Możemy tylko wołać Jezu ufam Tobie!

Tak jak ojcowie pustyni, rozpatrywać co to znaczy? Nosić w sercu to wezwanie Jezu ufam Tobie! A po 50-ciu, po 60-ściu latach może coś się nam rozjaśni.

W przeciwnym wypadku poprzestańmy na milczeniu.

Jednocześnie powtórzmy za Panem, może ze wstydem, wierzę jeszcze w te trzy słowa?

amen

czytaj więcej

„ Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? ”

J 11, 1-45

Jezus miał czas. Nie śpieszył sie. Pozostał jeszcze dwa dni, zanim wybrał się do Łazarza. Pomimo alarmistycznych informacji o chorobie swojego przyjaciela. Miał swoją pewność, choroba Łazarza zmierzała do chwały Bożej.

To jest najtrudniejsze zdanie ewangelii.

Bo choroby zawsze na nas przyjdą lub już są w nas. Toczą nas, wyniszczają ciało, rozbijają psychikę oraz gaszą ducha. Bo choroba atakuje wszystko co jest dla nas drogie. A jaki widzimy za oknem dziś, niszczy całe życie społeczne. Choroba naszych bliskich jeszcze bardziej potrafi nas wypalić. To wiemy.

Choroba Łazarza okazała się być na chwałę Bożą, został wskrzeszony. Taka to była chwała.

Każdy chciałby w życiu mieć taką pewność, że jego choroba zmierza ku takiej chwale Bożej. Ale w sensie, jak zachorujemy to żebyśmy po śmierci zaraz ożyli. Tak chorować moglibyśmy zawsze. Czyli żeby nigdy nie umrzeć. A to jest nie możliwe, bo nie możemy żyć non stop. Musimy umrzeć.

Tu znajdujemy się w pewnej kropce. Chcemy wyjść z choroby, ale przecież to jest możliwe tylko do czasu. Jezus wiedział, że śmierć jest nieunikniona, na równi że prowadzi do tryumfu Ojca. Dlatego się nie śpieszył.

Śmierć jest pewna. A my chcemy żyć, i dlatego wciąż jesteśmy w cieniu smutku. Albo go ignorujemy, ale on jest w nas ciągle. Chyba, że potrafimy pogodzić się ze śmiercią.

Czy to faktycznie jest możliwe?

To dobra myśl na ten czas oraz na wielki post. Na ten czas zatrzymania naszego życia w kwarantannie.

Pogodzić się ze śmiercią. Nie godzić się ze śmiercią.

Jak akceptować śmierć? Co to jest ta śmierć? Czy w ogóle myślimy o śmierci. I jak z tą naszą kondycją Bóg jest powiązany. Ale Bóg naszej wiary. Czy ma być jakimś automatem do uzdrawiania czy wskrzeszania? Może już zużytą albo pospustą maszyną? Lub niesprawiedliwą maszyną?

Wirus wyzwala w nas więcej energii w tych myślach. A skoro Jezus miał czas, to my nie mamy co panikować, skoro się z Nim przyjaźnimy.

Tylko w tym, sprawa.

amen

czytaj więcej

Wstańcie, nie lękajcie się!

Mt 17, 1-9

Dzisiaj w ewangelii widzimy czy przysłuchujemy się opisowi sceny do której zawsze dążymy, albo mażymy. Czyli żeby Bóg objawił się na przykład przy śniadaniu, albo w drodze z pracy, albo gdzie indziej. Ile to byśmy dali żeby spotkać Boga.

Natomiast gdy to się spełnia, to uczniowie albo się boją, albo nie wiedzą co zrobić, jednak chcą pomóc. Tyle, że nie wiadomo na co ta pomoc ma się przydać. Bo co by z postawienia tych namiotów miało wyniknąć. Jak one mają się do Mojżesza oraz Eliasza przebywających w chwale. Czy oni mieliby spać czy są zmęczeni przebywając w tej chwale?

Jesteśmy spragnieni spotkania żywego Boga jak to nazywamy, ale równie nie przygotowani na takie spotkanie.

Tak bardzo chcemy zatopić się w Bogu a jesteśmy bezradni. Lub brakuje cierpliwości. Bo zasypiamy ze znużenia lub obojętnieje nam spotkanie Boga. Wciąż daleko do tej cierpliowści którą miał Pan na modlitwiego. Budujemy namioty z naszej modlitwy, żeby w nich zatrzymać Boga, a sami zasypiamy w nich. Lub nie śpimy twardo, bo bronimy naszego namiotu, nie zaważając na innych. Ale po co Bogu nasz namiot czy Bóg jest zmęczony? A po drugie On cały czas jest z nami.

W tym poście dziś zastanwmy się nad jedną sprawą czy jesteśmy zmęczeni modlitwą czy zmęczeni obroną siebie?

A może potrzeba by jakiś dobry uczunek zrobić komuś kogo nie tolerujemy? Taka inna forma modlitwy. Jeśli chodzi o naszych wrogów, to jest właśnie najlepsz zemsta.

amen

czytaj więcej

„ Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz ”

Mt 4, 1-11

Duch wyprowadził Pana na pustynię aby byli jedno, z Ojcem oraz Duchem, być może i taki jest sens tego pierwszego zdania.

Otóż jak słyszymy po okresie postu kusiciel przystąpił do swojego dzieła. A więc w czasie z jednej strony osłabienia z powodu głodu, tak możemy myśleć, a z drugiej w okresie aktywności wewnętrznej bo post przecież służył skupieniu, kontaktowi z Bogiem. Po to Pan poszedł na pustynię modlić się szukać tej jedności z Ojcem. Jedności w swoim ziemskim życiu.

I właśnie gdy są Jedno Ojciec Syn Duch, kusiciel przystępuje do walki.

To jak my nie mamy pokus, to musi być tak naprawdę źle z naszym życiem duchowym. Nie jesteśmy z jedności z Bogiem. A te pokusy to łatwe życie, bez problemów, bez konfrontacji z innymi, a nade wszystko bez pokusy o sens życia. Jaktak się dzieje z anmi to nie mamy prawdziwego życia.

Źle się dzieje naprawdę gdy nie widzimy już pokus, w naszym życiu. Gdy nie ma walki, to jest jakaś katastrofa na horyzoncie której nie zuważamy, ale ona przybliża się nieodwołalnie.

Dlatego Pan mówi abyśmy wciąż żyli słowem Bożym. Słuchać słowa Bożego ale też słuchać słowa drugiego. Dziś tak łatwo zlekceważyć słowo innego, pominąć, bo tych słów jest ogromna ilość wokół nas. W sms, internecie, reklamach, i tak dalej.

W wielkim poście możemy wziać sobie jedną małą praktykę, małe postanowienie. Słuchać bliźniego. Zamiast od razu zarzucać go naszymi słowami. Albo nudą. Albo obojętnością.

Słuchać. Dać mu swój czas oraz uwagę.

W ten sposób taką pustynię usypiemy ze słów bliźniego.

To pustynia była początkiem drogi Pana.

Pustynia, była miejscem jedności Syna z Ojcem oraz Duchem.

Pustynia była miejscem zwycięskiej walki z kuścielem.

Pamiętajmy tylko na pustyni możemy odkryć oazę. Oaza miejsce ratujące życie.

Chyba chcemy żyć oraz pokonać kusiciela?

amen

czytaj więcej

To my mamy wskazać ludziom, jak mają żyć - jesteśmy „światłem świata”

Mt 5, 13-16

Jesteśmy światłem świata. To my mamy wskazać ludziom, jak mają żyć. W którą stronę mają iść, gdy napotkają rozdroże. I potrafić wskazać drogę powrotną gdy pobładzą.

Choć ludzie zasadniczo wiedzą gdzie iść w życiu.

Z nimi również jest Dobry Bóg, który prowadzi do Siebie samego przez całe życie. Ale chętnie chcieli by się dowiedzieć co zrobić gdy znajdują się w sytuacji bez wyjścia. Gdy zawodzą wszystkie mądrości.
A niebo wydaje się zamknięte albo głuche na bezradne krzyki z ziemi. Czyli gdy pojawiają się pytania na które nie ma odpowiedzi. Bo takie są, prędzej czy później na naszej drodze życia i innych zjawią się niezawodnie.

Te pytania bez odpowiedzi pozostają niezależnie od wieków, a my mamy być światłem. Potrafić oświetlić drogę w tych pytaniach. Czyli znać odpowiedź.

Jak ją znać skoro nie ma odpowiedzi na te niektóre pytania? Bo one takie są właśnie. Może nie spotkaliśmy się jeszcze z takim momentami w życiu. Dziękujmy Bogu! Ale to nie znaczy, że jesteśmy gdzieś ukryci przed nimi. W takich sytuacjach tylko ofiara może być odpowiedzią. Tak jak Pan. Ofiara z samego siebie. Tak chrześcijanie żyli. Po tym ich poznawano. Oni sobie służyli w miłości.

Ale to już jest niemodne, wyśmiewane, odrzucone.

Czy bezpowrotnie? Tego nie wiemy. Co jednak nie zwolni nas ze służby oraz ofiary. Jaka jest zależność między ofiarą z siebie samego a tymi pytaniami bez odpowiedzi?

Tylko wtedy ludzie uwierzą, że Bóg jest miłością. To jest wymagające światło. Ale gdy nie będziemy tak świecić, na nic cała reszta naszego życia. Szkoda zatem czasu na coś innego.

amen

czytaj więcej

Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu

Łk 2, 22-32

I my kiedyś będziemy musieli powtórzyć za starcem Symeonem pozwól odejść Twojemu słudze w pokoju. W tym najbardziej jesteśmy zainteresowani. Aby pokój nam towarzyszył w życiu oraz w śmierci.

Tymczasem w żaden sposób nie zagwarantujemy sobie pokoju w każdym dniu. Bo życie nie jest zależne tylko od nas. Jednak możemy wciąż pracować nad tym aby pokój był w naszych sercach.

Życie w pokoju stanowi pewien błogostan w którym możemy być szczęśliwi. Zatem czy faktycznie jest nam do czegoś potrzebny ten pokój, jak tylko do życia w tym błogostanie? Takie życie jest wygodne ale bardzo wsobne. Zamknięte oraz bardzo strzeżone przed innymi.

A może należymy do takiej grupy ludzi co zawsze są bardzo energiczni w swoim myśleniu a potem działaniu. Nie mają na to wpływu.

A może pokój jest tylko charakterstyczny jak w tej ewnagelii dla ludzi w słusznym wieku, starców, którzy mają za sobą prawie całe życie?

Bo życie stawia rożne pytania pokojowi. A inne pytania pokój stawia nam, np. jak zachować spokój gdy krzywda dzieje się i woła do nieba z bezsiły. Czy mamy w sobie tyle wytrwałości aby na wszystkie te pytania szukać odpowiedzi.

Niby proste, pokój daje radość, spełnienie, ale jak go sobie zapewnić?

Można się w tym wszystkim pogubić.

Może najbardziej zabierzmy sobie ten obraz w którym Symeon rozpoznaje Boga w 40-dniowym niemowlaku, bierze Go w objęcia.

Bierzmy jak potrafimy w objęcia Pana a cała reszta i tak jest Jego darem.

amen

czytaj więcej

Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie

Mt 4, 12-17

Po pierwszym zburzeniu świątyni w Jerozolimie, gdy arka została zrabowana, pozostało jedynie miejsce Święte Świętych, za załoną. I nikt nie miał prawa wchodzić, tylko raz w roku arcykapłan aby skropić to miejsce krwią z ofiary. Mieszkał tam Bóg.

Dziś słyszymy jak Pan usunął się w cień.

Zamieszkał w krainie która była pogardzana oraz wyśmiewana przez mieszkańców Jerozolimy.

Tamten teren był żyzny, oraz krzyżowały się różne szlaki handlowe czyli różni ludzie prowadzili wspólne interesy ekonomiczne. Zatem bogacili się pośrednicy. Jednak pomimo tego bogactwa, przez mieszkańców centrum byli pogardzani.

I to właśnie stamąd rozpoczął swoją wędrówkę do Jerozolimy, na Golgotę. Zaczął głosić ewangelię.

My również mamy różne drugorzędne miejsca w swoim sercu oraz centralne. Różne historie które uważamy za nieważne. I różnych ludzi. Niektórych stawiamy w centrum innych na poboczu. Tak jak myśli które sytuujemy w centrum serca. Innymi pogardzamy, naszymi myślami niektórymi.

W Jerozolimie Bóg mieszkał, a pomimo tego jak przyszedł z prowincji, to nie został przyjęty. Ludzie mieszkali tam gdzie przebywał Bóg, a nie rozpoznali gdy przyszedł do nich. Zabili Go.

Ile to potrzebujemy przekonywać siebie, że nie jesteśmy lepsi gdy Bóg jest z nami. Albo gdy jesteśmy bliżej Boga. bo On pomimo tego może przyjść do nas z zupełnie niespodziewanej strony. Zawsze nas zaskoczy.

Ale bardziej chcemy Go mieć jakoś przykrojonego do naszych wyobrażeń. Wtedy łatwiej żyć w spokoju.

Czy to jest jednak ten święty spokój, do którego nas wzywa jako Książe Pokoju?

amen

czytaj więcej
czwartek, 09 lipca 2020