Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Obrała najlepszą cząstkę

Łk 10, 38-42

Dziś w ewangelii Marta oraz Maria. Czyli: praca i modlitwa.

Najlepiej jak praca staje się modlitwą a modlitwa pracą. Czyli codzienną, wytrwałą, konieczną, przynoszącą rozwój, korzyści, umożliwającą żyć.

Potrzebujemy tych dwóch płuc aby żyć w równowadze.

Dlatego nie jest dziwne, że Pan uznał chwilę zatrzymania, kontemplacji, słuchania Jego słów, wpatrywania się w Niego. Ostatecznie pochwalił nic nie robienie możemy powiedzieć.

A tyle było do wykonania koniecznych prac żeby przygotować tę ucztę czy spotkanie, bo przecież Pan nauczał z grupą uczniów oraz pewnie ciekawskich.

Z tych słów wynika, że można było zacząć od słuchania a resztę potem według tego jak będzie konieczne, albo jak się da lub uda wykonać.

Czy aby nie musimy wszystkiego dokładnie opanować, przygotować, a dopiero na końcu dostrzegamy siebie samych a co ważniejsze innych.

Może trzeba zacząć od słuchania innych?

Cóż z tego, skoro zasadniczo wiemy co kto powie i jaki jest.

Bo czasami słuchanie innych jest bardzo trudnym wyzwaniem. A może być aktem miłosierdzia. Czyli modlitwy.

Te zdarzenie z życia Pana uczy nas abyśmy mieli czas dla siebie.

Gdzie zatem jest ta proporcja pomiędzy słuchaniem a pracowaniem. Pewnie musimy ją odnaleźć sami, a może za każdym razem trzeba ją szukać. Obrała najlepszą cząstkę słyszymy dziś pod koniec ewangelii. Ale nie mówi Pan co to za cząstka. Musimy sami ją odnaleźć.

Dla każdego Dobry Bóg przygotował inną. Przecież Ojciec wie co potrzebują Jego dzieci. My wszyscy nimi jesteśmy.

amen

czytaj więcej

Mamy głosić, że przybliżyło się Królestwo i trwać w tym głoszeniu

Łk 10, 1-9

Dziś Pan uczy nas powołania.

Najpierw, że mało jest robotników a żniwo wielkie. Czyli tak jak teraz. Stąd mamy wniosek, że ilość powołań nie jest taka ważna. Skoro było wtedy za czasów Pana, tak jak dziś.

Powołani w swoim głoszeniu będą między nieprzychylnymi a właściwie w zagrożeniu życia. Bo owce nie mają szans z wilkami. Chyba, że uciekną. Ale w głoszeniu przecież nie chodzi aby uciekać. Tak się może wydarzyć, ale istotą jest głoszenie. A właściwie trwanie przeciwko światu.

I nie ma co się bogacić z powodu głoszenia ewangelii. Wręcz odwrotnie. Nic nie należy mieć. Tylko niezbędne rzeczy oraz potrzeby tylko konieczne. Te ostatnie raczej minimum.

I pokój mamy roznosić po świecie. Pokój oraz uzdrowienie. Nieść ulgę jednym słowem. Ukojenie.

I teraz jak spojrzymy na życie swoje, to jeśli tak nie żyjemy to trudno się dziwić, że to żniwo jest ciągle takie obfite. Bo możemy głosić ale nikt nie będzie słuchać jeśli nie głosimy tak jak Pan wymaga.

To jest zresztą chyba tjemnica głoszenia. Ona nie leży w słowach ani skupieniu słuchaczy czy ich otwartości, tylko w głoszących. Jeśli nie jesteśmy jak Pan wymaga, to głoszenie nie będzie owocne.

Choć może być i nowoczesne super, i barwne niebywale i zajmujące nawet ekscytujące dla słuchaczy albo i zarówno dla głoszącego.

Co nam pozostaje gdy szczerze spojrzymhy na swój stan posiadania i wynikający z niego styl głoszenia?

Pozostaje nam jedno. Zgoda na bezradność. Bo mamy głosić, że przybliżyło się Królestwo i trwać w tym głoszeniu. Czy ktoś posłucha czy nie? Mamy trwać. To trudne gdy nie ma owoców. Może być trudniej gdy są owoce. One mogą rodzić pychę. Zarozumiałość. Wyższość. Aby ostatecznie wpychać Boga w nasze wyobrażenie.

Może dlatego tak radykalny jest Pan, bo jak nic nie będziemy mieli to jedyne co nam pozostanie to ufność do Niego.

A ludzie nie chcą niczego więcej od nas. Tylko nauczyć się ufności, bo wszystko inne mają albo mogą sobie kupić. Albo mogą ostatecznie zrezygnować z tych mażeń.

Ufności jedynie nie mogą sobie wyprodukować.

amen

czytaj więcej

Łatwo jest wyznawać Mesjasza Bożego gdy polega to na mówieniu

Łk 9, 18-24

Różni ludzie dają inne odpowiedzi. Apostołowie mają tylko jedną. A reprezentuje ich Piotr. Odpowiada w ich imieniu.

W sumie to historia naszego życia.

Bo w różnych dniach czy nawet okolicznościach w ciągu jednego dnia, możemy mieć różne odpowiedzi na pytanie kim jest Pan.

Możemy sobie wyobrazić, rano jesteśmy na Mszy świętej gdzie wyznajemy jak Piotr, że Pan jest Synem Bożym a po chwili na ulicy żądają świadectwa. A nawet jak nie żądają wprost świadectwa, to unikamy go. Po cichutku oddalamy się.

Jak łatwo jest wyznawać Mesjasza Bożego gdy polega to na mówieniu. Trudno gdy musimy coś zrobić, co kosztuje.

Najtrudniej gdy musimy wśród bliskich zaświadczyć a mają inne zdanie.

Tymczasem Pan przyniósł nam wolność. W to wierzymy.

Wyznawanie Mesjasza wszędzie, czy wśród bliskich czy nieznajomych, obcych czy wrogów, jest możliwe tylko, gdy będziemy wolni od wszystkiego. Krzyż jest trudny oraz śmiertelny ale jedyny daje taką pełną wolność. Bo ona obejmuje także śmierć. Stąd męczennicy nie obawiali się cierpienia ani śmierci.

Ale skąd brali swą moc wolności?

Tylko z tych słów Piotra! Ty jesteś Mesjaszem Bożym. Co oznacza, że ufali Piotrowi, całkowicie na życie oraz śmierć.

I taka jest droga naszej wolności oraz siły.

Bierze się z ufności. I nie ma żadnego innego uzasadnienia ani źródła. Niejako w ciemno musimy zaufać słowom Piotra. I czekać na owoc. Na wieczność.

Ślepo ufać oraz czekać.

Kto zwątpi, ten na początku pozornie nawet nic nie straci, może nawet zyska bo nie będzie czekał, ale z czasem będzie musiał ukrywać swoje niespełnienie. Inaczej musiał by przyznać że źle wybrał. Że musi czekać.

A co najważniejsze, zagubi gdzieś radość życia.

Czystą samoistną, wypływającą z serca radość. Będzie jej poszukiwać a nie znajdzie. Dlatego tylko udaje. Ale jak długo można? Gdzie jesteśmy w tym udawaniu?

Czy raczej, cierpliwie czekamy?

amen

czytaj więcej

Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy

J 14, 23-29

Oczekujemy Ducha Świętego, który nas wszystkiego nauczy, poprzez to, że wszystko przypomni co Pan mówił.

Mamy oczekiwać, taka jest prośba Pana.

Przyjdzie do tych, którzy nic nie potrafią, nic nie pamiętają. Albo my nie wszystko umiemy, nie wszystko pamiętamy.

To już tak jest, że zapominamy ewangelię, historię Pana a właściwie jego słowa. Zapominamy kiedy przychodzi z nich skorzystać czy nimi żyć. A najbardziej ogólnie to zpominamy o Bogu.

Stąd Jego prośba.

Bo On nam przekazał to co usłyszał od Ojca a my o tym zapominamy przekazał nam, czyli o Ojcu. Żyjemy w zapomnieniu o Bogu.

A równolegle z takim pietyzmem pielęgnujemy w sobie pamięć, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Chcemy nimi być. Oraz z troską pamiętamy, że jesteśmy chrześcijanami.

O tym pamiętamy a słowa zapominamy.

Tak bardzo pragniemy korzystać z tych przywilejów, że mamy Ojca. Bardzo chętnie rozpływamy się w rozważanich jak to będziemy w domu Ojca na wieczność. A z drugiej często zapominamy o słowach Jego Syna. I żyjemy jak by w dwóch równoległych światach. Zapominamy dlatego potrzebujemy przypomnienia.

Może mamy zatem dwie twarze. Czy Duch zdoła wyłonić jedną z nich? Bo mamy być zimni albo gorący! jak to pismo mówi.

Czy tak musi być. Mianowicie żyć czekając na niebo a zapominając o wszystkich słowach Pana. Tylko jest jedna metoda aby pamiętać wszystkie słowa Pana. Nieustannie do nich trzeba wracać. Same słowa w sobie są jak pustynia. Dopiero gdy do nich wracamy to ożywają. Nasze przypomianie ich jest jak woda która zamienia pustynię w oazę roślin. Przy czym ta oaza to nasze życie. A bez przypominania słów Pana, nasze życie jest jak śmietelna pułapka pustyni, w której tylko są iluzje, do złudzenia udające prawdziwe ogrody. Musimy nieustawać w przypomianiu sobie słów Pana, tego potrzebują inni.

amen

czytaj więcej

Czy potrafimy stanąć twarzą w twarz wobec bezmiaru krzywdy

J 13, 31-33a. 34-35

I życie dogoniło Kościół. Myślę teraz o tym filmie Tylko nie mówi nikomu który nie dawno ukazał się w internecie. Był oglądany ponad 20 mln razy, to więcej niż ludzi co niedzielę przychodzących do Kościoła. To obraz dokumentalny o przestępcach pedofili w sutannach.

Niestety dopiero potrzeba pokazania tej zbrodni publicznie aby głos ofiar został usłyszany. To po emisji dowiedzieliśmy się, że ksiądz który miał wyrok oraz zakaz kontaktu z dziećmi prowadzi rekolekcje dla dzieci. Ale przecież ktoś go zaprosił, ktoś znał jego historię. Pewnie takich sytuacji będzie więcej. Pomimo od 20 lat toczącej się walki z pedofilią w Kościele.

Jak to się stało, że ofiara jest na końcu torski Kościoła?

A walka z tym złem natrafia na taki opór?

Potrzeba było publicznego pokazania zła aby nastąpił wstrząs. Bo tak trzeba nazwać ilość oglądających ten film, reakcje biskupów – niestety tylko niektórych, której pewnie by nie było. Tamten ksiądz poprosił o sekularyzację. Ale ile osób pokrzywdzonych jeszcze czeka na sprawiedliwość.

Gdzie zatem jest to prawo miłości o którym dziś mówi ewangelia. Czy aby nie polega tylko na mówieniu, że jest takie przykazanie, a ono jest najważniejsze. I na tym kończy się miłość. Mówienie o szacunku dla każdego, o trosce o ofiary, zero tolerancji to jedno, a liczenie, że sam jakoś zniknie problem, zło lub ci ludzie sprawcy. Albo nagle zbudzimy się w innym świecie.

A może śpimy cały czas, zgadzając się na to, że zawodzą ci którzy powinni troszczyć się. I najtrudniejsze pytanie co zrobić gdy zawodzą ci którzy mają powierzoną troskę. Nie mówię teraz o prezbiterach, tylko biskupach. Dla nas ważniejszy jest biskup czy ofiara? Czy potrafimy stanąć nie w myślach, ale twarzą w twarz wobec bezmiaru krzywdy, tej zbrodni na niewinnym dziecku.

Obrazem naszej, całej tej sytuacji, takiej bezradności oraz czekania, że nic nie potrafimy zrobić, jest ten pomnik w Licheniu. Został już zasłonięty, ale latami stał przedstawiając budowniczego tego sanktuarium który okazał się sprawcą. A miliony ludzi odwiedzało Licheń, patrzyło i miało podziwiać agresora. Nikomu to nie przeszkadzało. To symbol miejsca w jakim się znajdujemy obecnie.

Co z tego wyniknie? Zależy też od nas.

amen

czytaj więcej

Nie widzimy Pana i nie rozpoznajemy

J 21, 1-14

Ukazuje się Pan na brzegu jeziora, ale jest nie do poznania, jak słyszymy.

Za pierwszym razem mogli się nie spodziewać uczniowie. Ale za drugim już Go znali a za trzecim tym bardziej.

A tymczasem za trzecim razem nie mogą poznać.

Rozpoznaje tylko umiłowany uczeń. I Piotr natychmiast wierzy temu uczniowi.

Stało się coś więcej niż nagłe przekonanie.

Bo tylko powiedział, a Piotr od razu zobaczył Pana. Choć przecież patrzył a nawet mówił z Nim, tuż przed tym zdaniem umiłowanego ucznia.

Potrzebne było stwierdzenie umiłowanego ucznia. Pomimo tego, że Piotr pierwszy wszedł do grobu, pierwszy uwierzył, to umiłowany uczeń rozpoznaje Pana. Choć ten uczeń początkowo też nie rozpoznał.

Jest jakaś inna prawidłowość w tych spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz Jego rozpoznawaniem.

Może tak jest z nami.

Patrzymy, słyszymy pytania, rozmawiamy, odpowiadamy Mu! A nie widzimy Pana i nie rozpoznajemy.

Nawet na pewno tak jest.

Bo nie rozpoznajemy swojego czasu nawiedzenia. Chcielibyśmy aby było inaczej. By przychodził do nas Pan, ale w taki sposób jak nam odpowiada. I wtedy Go nie widzimy. Dopiero ktoś musi za nas rozpoznać w naszym życiu Pana.

Pocieszające jest, że może i my innym pomagamy rozpoznawać Pana w ich życiu.

A może działa Kościoł – jeśli tak można powiedzieć. Pomagamy rozpoznać innym, a nawet o tym nie wiemy. Tym samym uczymy się pokory oraz wielkiej niespodzianki na końcu świata.

Chyba, że wciąż myślimy o sobie.

Tak jak uczniowie na łodzi byli źli, że nic nie złowili, to nic nie wiedzieli, nie zobaczyli Pana gdy spojżeli na brzeg.

Ciągle odrywajmy wzrok od siebie samych.

amen

czytaj więcej

Droga spotkania Boga Zmartwychwstałego

J 20, 19-31

Tu się zaczął Kościół. Coniedzienne spotkania z Panem.

Co niedziela chodzimy do Kościoła po to.

Tak było w dzieciństwie. Obecnie już o to musimy walczyć bo praktyka zanika powoli.

Chodzimy, bo wierzymy choć nie widzieliliśmy. To jest dziewiąte błogosławieństwo obok ośmiu z Góry Błogosławieństw koło Kafaranaum.

Ale jakie ono jest proste.

Chodzić do Kościoła co niedziela.

Z tego chodzenia wyniknie później cała nasza przygoda z Chrystusem.

To jest jednocześnie jedyna recepta gdy pogubimy się w życiu, zgubimy drogę.

Rozpocząć chodzić do Kościoła. Tak po prostu. Choć nie widzimy a wierzymy. Albo nawet jak nie widzimy, i nie wierzymy. Bo wtedy chodzenie też pomoże. To jest ta jedyna droga spotkania Boga Zmartwychwstałego. Spotykać się przy łamaniu chleba. Choć tak jak apostołwie nie poznawali, nie wierzyli.

A jak ktoś chodzi codziennie? A Błogosławieństwo nie spływa! Nie ogarnia nas a tylko coś przeciwnego. Co wtedy?

Pewnie trzeba zmienić metodę chodzenia.

Nie w tym sensie, że tyłem wchodzić na Eucharystię albo coś innego podobnie nierozsądnego wykonywać.

Trzeba przychodzić ale bez jakiegokolwiek oczekiwania. Bez zniecierpliwienia. Po prostu przysłuchiwać się z daleka. Przyglądać. Niczym celnik z przypowieści. A Pan da pustemu sercu obfitość łask.

Tylko trzeba czekać.

Nie narzucać swojego rozwiązania.

Może taka pustka, taka nie wiara oraz nie widzenie, jest konieczną Golgotą aby Zmartwychwstać.

Z pewnością nie mamy innej drogi do życia, jak przez śmierć.

Również nasza wiara oraz spotkanie Pana nie ma innej drogi.

amen

czytaj więcej

Tajemnica Zmartwychwstania

Mt 28, 8-15

Zamieszanie powstało po Zmartwychwstaniu. Tak obserwujemy w dzisiejszej ewangelii.

Niewiasty biegną, cieszą się, boją się.

Spotykają Pana, dalej się boją.

Arcykapłani ustalają przebieg wypadków żeby w jakiś sposób ocalić siebie. Poprzez kłamstwo.

Czyli radość, ekscytacja, strach, kłamstwo. Takie przewijają się stany wewnętrzne, wśród tych ludzi wtedy, tam przy grobie czy związane z grobem.

Dziś pewnie identyczne nam towarzyszą.

Mamy ten lęk z którym żyjemy jak ze starym znajomym, ekscytacja, kłamstwo być może ulegamy a później odchodzimy ze wstydem.

Oni przy grobie nie wiedzili co powiedzieć bo to pierwszy raz coś takiego się wydarzyło, że martwy człowiek podniósł się.

A my możemy nie wiedzieć jak zareagować czy co powiedzieć gdy przychodzi sytuacja, że wszystko jest jasne jak wybrać czy jak postąpić a nie postępujemy bo nie mamy tej potrzebnej wytrwałości. Ani determinacji. Ani odwagi. Albo ulegamy złudzeniu, że ktoś inny przyjdzie i załatwi daną sprawę.

Otóż mieć w sobie tyle wytrwałość, nagle odnajdywać ją gdy wydaje się, że już nie mamy sił, może być podobne gdy kobiet spotykają żywego który był martwy jeszcze nie dawno.

Tu dotykamy tajemnicy Zmartwychwstania. Zawsze odnajdziemy siłę, gdy będziemy kontemplować Zmartwychwstanie. To jest rezerwuar nie kończący się.

Siłę musimy sami wyprosić. Ono może nam jej dodawać, ale praca wytrwałości oraz odwagi jest naszym zadaniem. A nawet nie zadaniem co koniecznością.

Bo w przeciwnym razie gdy nie będziemy dążyć do wielkości świadectwa, życie naprawdę zamieni się w strach oraz kłamstwo, albo tak jak arcykapłani całą wiedzę wykorzystali aby zgrabnie wytłumaczyć siebie oraz Zmartwychwstanie by nic nie uległo zmianie. Oraz nikt nie miał dostępu do radości. Tak chcieli aby było.

Być z Panem przy grobie. To jedyny obraz który daje nam siły nie wyczerpane nigdy.

I teraz zapytajmy siebie nawzajem, gdzie jest grób któremu poświęcamy nasz czas?

amen

czytaj więcej

Bóg zdoła przeprowadzić swój zamysł

J 20, 1-9

Ta Ewangelia oddaje porządek w Kościele.

Piotr jest pierwszy w świadectwie oraz we władzy. Choć inny go wyprzedził.

W życiu też tak możemy mieć.

Inni nas wyprzedzą ale my swoje i tak musimy zaświadczyć bo inaczej zaprzepaścimy Boży plan.

Bóg zdoła przeprowadzić swój zamysł.

Ale my możemy mu przeszkodzić w realizacji tego planu który nam wyznaczył czy zaprosił. A jeszcze innym również.

Zazwyczaj tak sobie myślimy, patrząc na tą scenę opisaną przez autora ewangelii św. Jana.

Oni śpieszą się, młodszy jest silniejszy no to wyprzedził, ale Piotr wchodzi pierwszy. Ewangelista nic nie pisze o Piotrze, tylko o tym drugim że uwierzył. A my wierzymy jako kolejne pokolenia.

Piotr uwierzył jako pierwszy wśród apostołów, tak przyjmujemy. Bo niewiasty chyba pierwsze widziały pusty grób oraz spotkały Zmartwychwstałego. Ale jest jakaś realcja między spotkaniem a uwierzeniem. Albo uwierzeniem a spotkaniem.

Może faktycznie trzeba najpierw uwierzyć żeby potem spotkać.

Często myślimy, że wierzylibyśmy bezapelacyjnie gdybyśmy spotkali Pana żywego. Wtedy nasza wiara byłaby jak diament nie do skruszenia. A skoro nie spotykamy to wiara się chwieje.

Trzeba uwierzyć żeby spotkać.

Tylko kogo jeszcze potrzebujemy żeby uwierzyć?

Bo świadectwo Piotra przecież doskonale znamy. A to nam nie wystarcza. My, nieszczęśliwi w naszej wierze. Wciąż nie dowierzamy, bo czekamy aż spotkamy Pana.

A On jest obok tylko Go nie widzimy? Albo nie wierzymy?

Każdy sam rozstrzyga.

amen

czytaj więcej

Eucharystia

J 13, 1-15

Eucharystia. Dla niej żyjemy. Z nią umierać chcemy. Chcielibyśmy móc przyjąć Komunię świętą i zasnąć w pokoju. Ale nie wiemy jakie będą nasze dzieje. Co Bóg nam przeznaczył. Jaką drogę? Ile cierpienia? Ile łagodności a może tylko smutek lub odwrotnie pokój który chętnie będziemy potrafili dawać innym. Że tak postąpimy duchowo że będziemy obdarowywać ludzi ewangelią a jeśli nie wprost to dobrem.

Po to Pan przyszedł do nas. I dlatego dziś gromadzi nas na wieczerzy swojej. To tu możemy czerpać siłę do życia, do niesienia pokoju innym. Najpierw tym co są wokół nas. Choć to może być trudne. Lub już zamknęło nas na niekończącą się łaskę bijącą od Pana ukrytego w konsekrowanym chlebie. Wobec najbliższych najtrudniej świadczyć.

A może celowo nas Pan powołał do życia, abyśmy wzajemnie siebie nawracali. A jeszcze bardziej, żebyśmy przybliżali się do Niego wlaśnie przez to niezrozumienie najabliższych, jeśli tak się wydarzy.

Chcielibyśmy kochać najbliższych a to okazuje się bardzo trudne lub najtrudniejsze. My wiemy o sobie bardzo wiele gdy jesteśmy blisko siebie. I wtedy to co mówimy odarte jest od razu z fałszu i pozostaje sama prawda, tyle ile jej jest.

Dlatego być może Pan pozostawił się w chlebie dla nas, że tu już nic nie da się zedrzeć. Jest sama miłość.

Chyba, że wciąż poszukujemy czegoś innego. Że będzie inaczej, że będzie lepiej, że będą inni lepsi a ci wokół ostatecznie mogą być ale przecież nie tacy powinni być. Albo juz jest nam szystko jedno.

Bo gdy będą wreszcie wszyscy inni to będzie wtedy dobrze, nie tylko im ale i mnie. Albo napierw mnie.

A tymczasem eucharystia jest dla nas spełnieniem, źródłem które napełnia nas całe życie. a innym możemy dać tylko tyle ile sami się napełnimy. A kierunek oraz metoda napełniania jest zawsze ta sama. Tak jak eucharystia. Prostota. W przecinym wyapdku będziemy tylko przeszkadzać innym oraz sobie aby dojrzeli piękno miłości. I dobra.

amen

czytaj więcej
środa, 24 lipca 2019

modlitwa