Kolegium Księży Jezuitów, 31-501 Kraków, ul. Kopernika 26
Nasze konto: 37 1240 4650 1111 0010 4312 3240

Informacje dla ofiarodawców •  

Dziękujemy za złożone ofiary!

Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Pogotowie duchowe, tel. 515-371-763,  czytaj więcej ...

Homilie

„ Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? ”

J 11, 1-45

Jezus miał czas. Nie śpieszył sie. Pozostał jeszcze dwa dni, zanim wybrał się do Łazarza. Pomimo alarmistycznych informacji o chorobie swojego przyjaciela. Miał swoją pewność, choroba Łazarza zmierzała do chwały Bożej.

To jest najtrudniejsze zdanie ewangelii.

Bo choroby zawsze na nas przyjdą lub już są w nas. Toczą nas, wyniszczają ciało, rozbijają psychikę oraz gaszą ducha. Bo choroba atakuje wszystko co jest dla nas drogie. A jaki widzimy za oknem dziś, niszczy całe życie społeczne. Choroba naszych bliskich jeszcze bardziej potrafi nas wypalić. To wiemy.

Choroba Łazarza okazała się być na chwałę Bożą, został wskrzeszony. Taka to była chwała.

Każdy chciałby w życiu mieć taką pewność, że jego choroba zmierza ku takiej chwale Bożej. Ale w sensie, jak zachorujemy to żebyśmy po śmierci zaraz ożyli. Tak chorować moglibyśmy zawsze. Czyli żeby nigdy nie umrzeć. A to jest nie możliwe, bo nie możemy żyć non stop. Musimy umrzeć.

Tu znajdujemy się w pewnej kropce. Chcemy wyjść z choroby, ale przecież to jest możliwe tylko do czasu. Jezus wiedział, że śmierć jest nieunikniona, na równi że prowadzi do tryumfu Ojca. Dlatego się nie śpieszył.

Śmierć jest pewna. A my chcemy żyć, i dlatego wciąż jesteśmy w cieniu smutku. Albo go ignorujemy, ale on jest w nas ciągle. Chyba, że potrafimy pogodzić się ze śmiercią.

Czy to faktycznie jest możliwe?

To dobra myśl na ten czas oraz na wielki post. Na ten czas zatrzymania naszego życia w kwarantannie.

Pogodzić się ze śmiercią. Nie godzić się ze śmiercią.

Jak akceptować śmierć? Co to jest ta śmierć? Czy w ogóle myślimy o śmierci. I jak z tą naszą kondycją Bóg jest powiązany. Ale Bóg naszej wiary. Czy ma być jakimś automatem do uzdrawiania czy wskrzeszania? Może już zużytą albo pospustą maszyną? Lub niesprawiedliwą maszyną?

Wirus wyzwala w nas więcej energii w tych myślach. A skoro Jezus miał czas, to my nie mamy co panikować, skoro się z Nim przyjaźnimy.

Tylko w tym, sprawa.

amen

czytaj więcej

Wstańcie, nie lękajcie się!

Mt 17, 1-9

Dzisiaj w ewangelii widzimy czy przysłuchujemy się opisowi sceny do której zawsze dążymy, albo mażymy. Czyli żeby Bóg objawił się na przykład przy śniadaniu, albo w drodze z pracy, albo gdzie indziej. Ile to byśmy dali żeby spotkać Boga.

Natomiast gdy to się spełnia, to uczniowie albo się boją, albo nie wiedzą co zrobić, jednak chcą pomóc. Tyle, że nie wiadomo na co ta pomoc ma się przydać. Bo co by z postawienia tych namiotów miało wyniknąć. Jak one mają się do Mojżesza oraz Eliasza przebywających w chwale. Czy oni mieliby spać czy są zmęczeni przebywając w tej chwale?

Jesteśmy spragnieni spotkania żywego Boga jak to nazywamy, ale równie nie przygotowani na takie spotkanie.

Tak bardzo chcemy zatopić się w Bogu a jesteśmy bezradni. Lub brakuje cierpliwości. Bo zasypiamy ze znużenia lub obojętnieje nam spotkanie Boga. Wciąż daleko do tej cierpliowści którą miał Pan na modlitwiego. Budujemy namioty z naszej modlitwy, żeby w nich zatrzymać Boga, a sami zasypiamy w nich. Lub nie śpimy twardo, bo bronimy naszego namiotu, nie zaważając na innych. Ale po co Bogu nasz namiot czy Bóg jest zmęczony? A po drugie On cały czas jest z nami.

W tym poście dziś zastanwmy się nad jedną sprawą czy jesteśmy zmęczeni modlitwą czy zmęczeni obroną siebie?

A może potrzeba by jakiś dobry uczunek zrobić komuś kogo nie tolerujemy? Taka inna forma modlitwy. Jeśli chodzi o naszych wrogów, to jest właśnie najlepsz zemsta.

amen

czytaj więcej

„ Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz ”

Mt 4, 1-11

Duch wyprowadził Pana na pustynię aby byli jedno, z Ojcem oraz Duchem, być może i taki jest sens tego pierwszego zdania.

Otóż jak słyszymy po okresie postu kusiciel przystąpił do swojego dzieła. A więc w czasie z jednej strony osłabienia z powodu głodu, tak możemy myśleć, a z drugiej w okresie aktywności wewnętrznej bo post przecież służył skupieniu, kontaktowi z Bogiem. Po to Pan poszedł na pustynię modlić się szukać tej jedności z Ojcem. Jedności w swoim ziemskim życiu.

I właśnie gdy są Jedno Ojciec Syn Duch, kusiciel przystępuje do walki.

To jak my nie mamy pokus, to musi być tak naprawdę źle z naszym życiem duchowym. Nie jesteśmy z jedności z Bogiem. A te pokusy to łatwe życie, bez problemów, bez konfrontacji z innymi, a nade wszystko bez pokusy o sens życia. Jaktak się dzieje z anmi to nie mamy prawdziwego życia.

Źle się dzieje naprawdę gdy nie widzimy już pokus, w naszym życiu. Gdy nie ma walki, to jest jakaś katastrofa na horyzoncie której nie zuważamy, ale ona przybliża się nieodwołalnie.

Dlatego Pan mówi abyśmy wciąż żyli słowem Bożym. Słuchać słowa Bożego ale też słuchać słowa drugiego. Dziś tak łatwo zlekceważyć słowo innego, pominąć, bo tych słów jest ogromna ilość wokół nas. W sms, internecie, reklamach, i tak dalej.

W wielkim poście możemy wziać sobie jedną małą praktykę, małe postanowienie. Słuchać bliźniego. Zamiast od razu zarzucać go naszymi słowami. Albo nudą. Albo obojętnością.

Słuchać. Dać mu swój czas oraz uwagę.

W ten sposób taką pustynię usypiemy ze słów bliźniego.

To pustynia była początkiem drogi Pana.

Pustynia, była miejscem jedności Syna z Ojcem oraz Duchem.

Pustynia była miejscem zwycięskiej walki z kuścielem.

Pamiętajmy tylko na pustyni możemy odkryć oazę. Oaza miejsce ratujące życie.

Chyba chcemy żyć oraz pokonać kusiciela?

amen

czytaj więcej

To my mamy wskazać ludziom, jak mają żyć - jesteśmy „światłem świata”

Mt 5, 13-16

Jesteśmy światłem świata. To my mamy wskazać ludziom, jak mają żyć. W którą stronę mają iść, gdy napotkają rozdroże. I potrafić wskazać drogę powrotną gdy pobładzą.

Choć ludzie zasadniczo wiedzą gdzie iść w życiu.

Z nimi również jest Dobry Bóg, który prowadzi do Siebie samego przez całe życie. Ale chętnie chcieli by się dowiedzieć co zrobić gdy znajdują się w sytuacji bez wyjścia. Gdy zawodzą wszystkie mądrości.
A niebo wydaje się zamknięte albo głuche na bezradne krzyki z ziemi. Czyli gdy pojawiają się pytania na które nie ma odpowiedzi. Bo takie są, prędzej czy później na naszej drodze życia i innych zjawią się niezawodnie.

Te pytania bez odpowiedzi pozostają niezależnie od wieków, a my mamy być światłem. Potrafić oświetlić drogę w tych pytaniach. Czyli znać odpowiedź.

Jak ją znać skoro nie ma odpowiedzi na te niektóre pytania? Bo one takie są właśnie. Może nie spotkaliśmy się jeszcze z takim momentami w życiu. Dziękujmy Bogu! Ale to nie znaczy, że jesteśmy gdzieś ukryci przed nimi. W takich sytuacjach tylko ofiara może być odpowiedzią. Tak jak Pan. Ofiara z samego siebie. Tak chrześcijanie żyli. Po tym ich poznawano. Oni sobie służyli w miłości.

Ale to już jest niemodne, wyśmiewane, odrzucone.

Czy bezpowrotnie? Tego nie wiemy. Co jednak nie zwolni nas ze służby oraz ofiary. Jaka jest zależność między ofiarą z siebie samego a tymi pytaniami bez odpowiedzi?

Tylko wtedy ludzie uwierzą, że Bóg jest miłością. To jest wymagające światło. Ale gdy nie będziemy tak świecić, na nic cała reszta naszego życia. Szkoda zatem czasu na coś innego.

amen

czytaj więcej

Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu

Łk 2, 22-32

I my kiedyś będziemy musieli powtórzyć za starcem Symeonem pozwól odejść Twojemu słudze w pokoju. W tym najbardziej jesteśmy zainteresowani. Aby pokój nam towarzyszył w życiu oraz w śmierci.

Tymczasem w żaden sposób nie zagwarantujemy sobie pokoju w każdym dniu. Bo życie nie jest zależne tylko od nas. Jednak możemy wciąż pracować nad tym aby pokój był w naszych sercach.

Życie w pokoju stanowi pewien błogostan w którym możemy być szczęśliwi. Zatem czy faktycznie jest nam do czegoś potrzebny ten pokój, jak tylko do życia w tym błogostanie? Takie życie jest wygodne ale bardzo wsobne. Zamknięte oraz bardzo strzeżone przed innymi.

A może należymy do takiej grupy ludzi co zawsze są bardzo energiczni w swoim myśleniu a potem działaniu. Nie mają na to wpływu.

A może pokój jest tylko charakterstyczny jak w tej ewnagelii dla ludzi w słusznym wieku, starców, którzy mają za sobą prawie całe życie?

Bo życie stawia rożne pytania pokojowi. A inne pytania pokój stawia nam, np. jak zachować spokój gdy krzywda dzieje się i woła do nieba z bezsiły. Czy mamy w sobie tyle wytrwałości aby na wszystkie te pytania szukać odpowiedzi.

Niby proste, pokój daje radość, spełnienie, ale jak go sobie zapewnić?

Można się w tym wszystkim pogubić.

Może najbardziej zabierzmy sobie ten obraz w którym Symeon rozpoznaje Boga w 40-dniowym niemowlaku, bierze Go w objęcia.

Bierzmy jak potrafimy w objęcia Pana a cała reszta i tak jest Jego darem.

amen

czytaj więcej

Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie

Mt 4, 12-17

Po pierwszym zburzeniu świątyni w Jerozolimie, gdy arka została zrabowana, pozostało jedynie miejsce Święte Świętych, za załoną. I nikt nie miał prawa wchodzić, tylko raz w roku arcykapłan aby skropić to miejsce krwią z ofiary. Mieszkał tam Bóg.

Dziś słyszymy jak Pan usunął się w cień.

Zamieszkał w krainie która była pogardzana oraz wyśmiewana przez mieszkańców Jerozolimy.

Tamten teren był żyzny, oraz krzyżowały się różne szlaki handlowe czyli różni ludzie prowadzili wspólne interesy ekonomiczne. Zatem bogacili się pośrednicy. Jednak pomimo tego bogactwa, przez mieszkańców centrum byli pogardzani.

I to właśnie stamąd rozpoczął swoją wędrówkę do Jerozolimy, na Golgotę. Zaczął głosić ewangelię.

My również mamy różne drugorzędne miejsca w swoim sercu oraz centralne. Różne historie które uważamy za nieważne. I różnych ludzi. Niektórych stawiamy w centrum innych na poboczu. Tak jak myśli które sytuujemy w centrum serca. Innymi pogardzamy, naszymi myślami niektórymi.

W Jerozolimie Bóg mieszkał, a pomimo tego jak przyszedł z prowincji, to nie został przyjęty. Ludzie mieszkali tam gdzie przebywał Bóg, a nie rozpoznali gdy przyszedł do nich. Zabili Go.

Ile to potrzebujemy przekonywać siebie, że nie jesteśmy lepsi gdy Bóg jest z nami. Albo gdy jesteśmy bliżej Boga. bo On pomimo tego może przyjść do nas z zupełnie niespodziewanej strony. Zawsze nas zaskoczy.

Ale bardziej chcemy Go mieć jakoś przykrojonego do naszych wyobrażeń. Wtedy łatwiej żyć w spokoju.

Czy to jest jednak ten święty spokój, do którego nas wzywa jako Książe Pokoju?

amen

czytaj więcej

Chrystus jest Synem Bożym

J 1, 29-34

Daje o nim świadectwo Jan Chrzciciel. Że Chrystus jest Synem Bożym. I to jest tyle co możemy innym dać. O tym świadczyć.

Jest Synem Bożym, a czy ktoś nam uwierzy, na to nie mamy wpływu.

Możemy się zastanawiać dlaczego niektórzy nam wierzą a inni nie. Ale musimy zacząć od tego czy są tacy co nam wierzą, możemy się rozglądać wokół jak jest.

Możemy wiele mówić, o wielu sprawach albo pod różnymi kątami tłumaczyć, komentować świat, życie, ludzkie wybory. Czy opowiadać historię łaski na ziemi. Historię Kościoła.

Możemy szukać różnych sposobów głoszenia czyli za pomocą głosu akustycznego, pisania, nagrywania, skracania do małych informacji.

Ale to wszystko jest drugorzędne wobec dawania świadectwa, że Chrystus jest Synem Bożym.

Bo to świadectwo nie polega na tym, że wypowiemy te kilka słów. To mają być te dwa słowa Syn Boży, a z tymi słowami powiązne jest niekwestionowane przekonanie o tym, które spływa na słuchacza. Moc słowa, o tym mówimy. A ta moc czerpie tylko z jedności życia oraz słów.

I tyle. to jest cała ewangelizacja. Nic nie potrzeba wiedzieć tak naprawdę, ani mieć jakieś zdolności szczególne, techniczne czy jakąś wiedzę nadzwyczjną.

Jak pamiętamy Jan Chrzciciel pomimo tego, że głosił Syna Bożego stracił życie. On taki był, jak to co głosił.

Głoszenie nie zapewni spokoju, nie uchroni nas przed śmiercią, przed cierpieniem. Przed brakiem wygody w życiu, czy spokoju, komfortu.

Teraz my? gdzie nasze życie a gdzie nasze słowa? Czy potrafimy zmierzyć się z tą odległością nasze słowa a życie?

amen

czytaj więcej

Jezus mu odpowiedział: «Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe»

Mt 3, 13-17

Chrzest Pański, dokonany przez Jana Chrzciciela w rzece Jordan, później głos Ojca z nieba.

A po chrzcie Pan natychmiast wyszedł z wody.

Autor to zazncza, choć dla głosu z nieba, to nie ma jakiegoś większego znaczenia. A jednak autor to podkreśla.

Może to jest wskazówka dla nas żebyśmy natychmiast wychodzili z jakichś wód w których tkwimy w naszym życiu. Albo wychodzili z tych wód, gdy spłynie na nas łaska. Woda w ewangelii a szerzej Biblii to symbol odrodzenia oraz zniszczenia, łaski oraz grzechu.

Pewnie autor ewangelii ma na myśli aby wychodzić z tej wody co jest złem. A już napewno gdy łaska na nas spłynie.

Pan wymusza od Jana chrzest, i wchodzi do wody. Nie wiemy czy wchodzi do zła czy do łaski. W każdym razie po łaskę. Aby spełniły się słowa proroka.

Stąd nauka, ustępować aby łaska nas oblewała oraz wychodzić natychmiast by niepotrzebnie nie siedzieć w grzechu.

Bo możemy powstrzymywać Boga, tak jak Jan Chrzciciel próbował. Tylko, że łaska zwyciężyła. A on krótko sprzeciwiał się. Zaledwie jednym zdaniem. Bo był święty, to krótko.

A możemy siedzieć w wodzie czasami bardzo długo.

Jest nawet gorzej, bo czy chcemy czy nie, to i tak ciągle ocieramy się o grzech lub w nim uczestniczymy.

Musimy się brudzić bo chcemy być blisko ludzi. Daleko od ludzi oznacza nieznośną samotność kończącą się izolacją, która również zaprowadzi do grzechu na przykład przekleństwa czy rozpaczy czy poszukiwania jakiegoś wyjścia na skróty z tej opresji. Potem nawracamy się, spowiadamy, bo pragniemy łaski, a oprócz tego wszystkiego możemy jednocześnie dużo czynić dla łaski.

Zresztą różni ludzie różnie czynią, ale wszyscy zasadniczo błogosławią czas gdy łaska ich nawiedza. Nawet ci z zatwardziałym sercem.

Ale ostatecznie póki żyjemy, wciąż potrzebujemy nawrócenia. Uczmy się wytrwale jak najkrócej sprzeciwiać się łasce. Trzeba zacząć od stwierdzenia tego faktu. Że tak czynimy.

amen

czytaj więcej

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas

J 1, 1-5. 9-14

Staliśmy się dziećmi Bożymi. Dziecko Boże, tak zadecydował Bóg.

Ale po za liturgią to określenie ma raczej znaczenie negatywne. Takie lekko ironiczne.

Gdyby ktoś chodził po ulicy, i mówił głośno do ludzi, że są dziećmi Bożymi to spotkałby się z odrzuceniem. Albo kpiną.

Dziecko Boże, tak trudno przychodzi nam cieszyć się tym rozwiązaniem które Bóg dla nas sprawił, stwarzając wszystko, a na końcu nas żebyśmy byli Jego dziećmi.

Pewnie, że musimy zasłużyć sobie na to. A ta zasługa polega na przyjęciu Słowa posłanego przez Boga.

Dziecko Boże przyjmuje Słowo.

To jest trudne zadanie.

Zazwyczaj stajemy bezradni bo odkrywamy jak bardzo nam daleko by przyjąć Słowo w całości. Ile oczekujemy ochrony od tego Słowa. Ile ma nam pomóc, za nas coś rozwiązać, pocieszyć, pokonać naszych wrogów, ostatecznie sprawić by życie było w komforcie bez smutku, bez cierpienia. Choć to już jest wielki postęp gdy zauważymy tę naszą bezradność w przyjęciu Słowa.

Ale nie potrzebnie się trapimy z drugiej strony, bo przez Słowo wszystko sie stało.

W przeszkodach również jest Słowo. Bo przez Nie wszystko się stało. I w smutku. I w cierpieniu. Oraz naszej bezradności.

Musimy postępować oraz żyć jak dzieci.

Dzieci wszystkiemu ufają co mówią rodzice. I my ufajmy Bogu, ufajmy Słowu. A wszelkie odkrycia własnej ostrożności w przyjmowaniu Słowa, niech będą drogą do Słowa jaką idziemy wytrwale.

Tylko grzechy nie są z Boga. mamy je wyrzucać, nie przyjmować. Tak jak dzieci. wyrzucać i nie dyskutować.

Musimy sobie zasłużyć aby byc Dziećmi Bożymi, jednak to polega tylko na przyjęciu czyli zaufaniu.

amen

czytaj więcej

Święta Rodzina z Nazaretu

Mt 2, 13-15. 19-23

Rodzina Święta uciekała, mieszkała w obcym kraju, oczekiwała, powracała. Tak im się przydażyło co było zapisane w planach Bożych. Tak mają inne rodziny na świecie.

Rodzinę Świętą chronił anioł z nieba czyli Bóg, przez sen ostrzegał Józefa. A śmierć okazała się wybawcą. Gdy umarł Herod.

Tak często jest w rodzinach. Może nieczęsto, ale się zdarza.

Że tylko śmierć może uwolnić od cierpienia, czy spod jakiegoś tyrana w rodzinie, od jakiejś niesprawiedliwości krzyczącej w niebo. Takie są oblicza rodzinnych tragedii.

Czy Bóg chroni wtedy te rodziny? Czy jest z nimi.

Czy zapominiał ?

Bo rodziny często nie widzą tej ochrony. I ludzie na wiele lat tracą wiarę w Boga. Zamykają się na Jego obecność. Żyją w rodzinie bez Boga. bo cierpienie szczególnie najmłodszych jest chyba największą przyczyną zwątpienia.

Tak daleko może być Rodzina Święta od naszych rodzin, od wspólnot w jakich żyjemy.

A ci co wierzą, mogą przekonywać, świadczyć ale przecież nikt nie ma wpływu na ludzkie serca. Często możemy tylko odejść bezradni, zanosząc nasze modlitwy przed Boży tron. A potem zapominamy.

Możemy tylko wspólnie podążać przez życie, my ciesząc się bliskością Boga oraz te rodziny ze swoimi tragediami bez możliwości uzyskania pomocy. Ze zgaszoną nadzieją.

Czy potrafimy z nimi żyć, myśleć, nie popadać w rozpacz albo obojętność aby ostatecznie odwrócić głowę od cierpienia? Ze znudzenia.

Nigdy mało troski o innych, o rodziny a także o własną rodzinę.

Niewiadomo kiedy jakieś ludzkie serce zapragnie zaczerpnąć z naszej nadzieji. Więc musimy ją pielęgnować w sobie dla innych, dla rodzin. Aby móc zawsze się podzielić z potrzebującymi. To jest nasza służba ewangelii z której nikt nas nie zwolni.

amen

czytaj więcej
środa, 08 kwietnia 2020

modlitwa