Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Dam wam mądrość

Łk 21, 5-19

Piękno, jak często nas zwodzi.

Piękne coś, automatycznie przyjmujemy, że musi być z Boga. Czy wręcz, że musi być w tym Bóg. Jest dowodem dla nas, że Bóg działa.

Piękno poszukujemy a jak znajdziemy, to czujemy się bardzo dobrze. Niczym po przybyciu do domu po długiej tułaczce.

A przecież nasze życie pełne jest brzydoty.

Tej wokół nas, tej w nas, tej którą tworzymy. Chcielibyśmy wytwarzać piękne życie, żyć w pięknie, otaczać się pięknem.

Tymczasem Bóg jest wszędzie. Ale o wiele łatwiej jest przeżywać Boga w pięknie niż w brzydocie.

Jednak czy tym samym aby nie opanowała nas łatwizna. Szukać Boga w pięknie to nic innego jak zaprzestanie wysiłku. Bo jeśli nie znajdziemy Boga i porzucimy wysiłek to i tak będziemy napawać się pięknem. Będziemy odpoczywać. może o Bogu zapomnimy wtedy.

Piękno nas może usypiać a Pan wzywa do świadectwa zawsze, wszędzie, we wszystkim. Bo nawet w prześladowaniach, mówi dziś. Albo najpierw w prześladowaniach.

Brzydota nas prześladuje to pewne.

Jak zatem szukać w niej Boga?

Po pierwsze piękno jest piękne ale w każdej chwili może ulec zbrzydzeniu.

Po drugie, tak jak Bóg nie ulepsza najpierw świata ani ciała ludzkiego ani społeczeństwa, nic nie zmienia, rodzi się na ziemi, na takiej jaka jest. To dopiero my możemy z brzydoty uczynić miejsce dla Boga. nie że uczynimy je piękne. Bo to może się okazać nie możliwe. Ale przez naszą obecność. Że nie uciekniemy od niej, ogłosimy Boga obecnego.

Pan dziś mówi dam wam mądrość, to dopiero my możemy uczynić, że coś jest naprawdę brzydkie z Bogiem lub naprawdę piękne bez Boga. nie ważne czy jest piękne czy brzydkie. Zupełnie.

A skąd w nas tyle sentymentu do piękna.

Czy nas może całkowicie opanował duch wygodnictwa?

amen

czytaj więcej

Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych

Łk 20, 27. 34-38

Saduceusze to była grupa, która nie uznawała zmartwychwstania.

Tak jak dziś, ci którzy nie wierzą w zmartwychwstanie, w życie po śmierci.

Jednak, nie ma co używać słowa życie na to co po śmierci. Dlatego bo ono będzie inne niż te które znamy. Będzie się różnić. Teraz obowiązuje rozpad wszystkiego z upływem czasu. Czyli śmierć. A potem śmierci nie będzie.

W każdym razie to co mówi dziś Pan, polega na zaufaniu.

A z ufnością różnie bywa. Zmienia się zależnie od okoliczności naszego życia. Są czasami sprzyjające a innym razem mogą nas przerazić, po czym zniszczyć nadzieję. Na jakiś czas, na całe życie.

Ale Pan najpierw przypomina historię Mojżesza z płonącym krzakiem. Nie łączy się z niebiem w jakiś tajemniczy sposób, aby pokazać słuchaczom wieczność. Lub jakieś inne argumenty nie wymyśla.

Tyle tylko możemy zrobić i my, dla siebie oraz dla innych.

Nie przedstawimy sobie oraz innym żadnych dowodów, bo nimi nie dysponujemy. Oprócz ufności, że tak jest, mimo wszystko.

Wszyscy żyją dla Boga, tymczasem taki wniosek wyprowadza z historii płonącego krzaka. Ludzie żyją dla Boga. Nie ma w tych słowach nic z oceny ludzi, ani ich życia. Napewno chcielibyśmy tak rozumieć własne życie. Zawsze, wszędzie w każdej okoliczności, aby nasza nadzieja nie gasła. Żyjemy dla Boga oraz jesteśmy wolni od oceny siebie oraz innych.

To może się stać pod jednym warunkiem.

Przypominanie.

Krzak palił się a nie spalił się. Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą ale to nie jest najważniejsze, choć wydaje się, że nie ma nic ważniejszego na świecie.

Bo Bóg jest inny. Jesteśmy dziećmi Boga. Jesteśmy inni niż myślimy. Jesteśmy inni niż sobie wyobrażamy. Zarówno gdy myślilmy dobrze jak i źle o sobie.

amen

czytaj więcej

Pan Jezus wchodzi do domu Zacheusza bez warunków wstępnych

Łk 19, 1-10

Przyszedł żeby odszukać mówi dziś do nas Pan w ewangelii.

Jeśli się gdzieś schowamy przed Nim, to nas też znajdzie. Bo nas też pragnie odszukać. Bo to jest cały zamysł Boga. Odszukać to co zginęło.

Czy potrafimy opowiedzieć ludziom, że Bóg ich pragnie odnaleźć. Oraz że odnajdzie. Po to właśnie Bóg przyszedł. A Stwórca wszystkiego jest skuteczny w swoim działaniu. Na tym polega Boskość.

Czy raczej myślimy sobie najpier, w czym ludzie nie domagają oraz muszą to zmienić, a dopiero potem podzielimy się z nimi naszym Bogiem?

A tymczasem Pan wchodzi do domu Zacheusza bez warunków wstępnych.

Nie niesie przed sobą żadnych zasieków. Nie przedstawia ich ludziom których spotyka po drodze idąc przez Jerycho.

A my, jakie mamy płoty przed ludźmi, przed przyjaciółmi?

amen

czytaj więcej

Nie ilość słów, ale prostota.

Łk 18, 9-14

Ta dzisiejsza historia z Ewangelii to opowieść o prostocie.

Życie zmierza do uproszczenia. Więcej, wszystko co zachwyca ludzi, jest w sobie proste. Nawet jeśli jest wewnętrznie skomplikowane to dla odbiorcy jawi sie jako proste. Tego też żądamy aby ktoś prosto nam objaśniał.

Podobnie z modlitwą.

Nie ilość słów, ale prostota.

Zatem co dokładnie ten człowiek w świątyni mówi do Boga? Żeby się Bóg zlitował nad nim, bo on jest grzesznikiem.

Powstała na wschodzie chrześcijaństwa na kanwie tej przypowieści ale nie tylko, Modlitwa Jezusowa, tak się nazywa. Polega na nieustannym powtarzaniu słów Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem. Ciągle wypowiadana w ciągu dnia, każdej godziny, minuty ile się zmieści wezwań. I tak w ciągu pracy, odpoczynku, aż umysł sam zaczyna powtarzać. Nie jako po za świadomością, bo nawet we śnie. I nic więcej.

A teraz nasze modlitwy.

Ile w nich mody, z niej wypływających zmian, różnych analiz. Najpierw samej modlitwy, jej słów, sensu tych fraz. Potem naszego ducha, sumienia, życia.

Coś nas nieustannie trawi, że nie potrafimy bez tego analizowania modlić się. Jak nie sami roztrząsamy to opieramy się na innych. Chętnie czytamy, słuchamy cudzych opinii, zachwycamy się ich ujęciami.

Z naszej modlitwy ma wynikać prostota, dziecięca ufność. Tymczasem nasza praktyka coraz bardziej się komplikuje czy wręcz narasta nieufność.

Panie ulituj się nade mną grzesznikiem. Może przestajemy uznawać własny grzech? Albo przyjmujemy, tyle tylko, że zaraz popadamy w zastanowienie. W efekcie grzeszność tonie w powodzi naszych słów. Lub w porównywaniu.

Kto ma odwagę przyznać, że jest grzesznikiem. Tak po prostu.

amen

czytaj więcej

Ale po co się modlić kiedy niebo nas nie słyszy?

Łk 18, 1-8

Cóż, sprawa jest bardzo prosta. Trzeba się cały czas modlić.

Nie tylko, jak nam jest źle. Dobrze, że wtedy nie tracimy nadziei. I dobrze dla nas, że mamy w sobie to przekonanie, że niebo nas słyszy. Nikt nas nie słyszy, ale niebo tak.

Ale trzeba się również modlić kiedy niebo nas nie słyszy.

Nie musimy się modlić. Możemy się modlić, kiedy niebo milczy. To zależy tylko od nas.

Ale po co się modlić kiedy niebo nas nie słyszy?

Wielu powie, że to jest nieludzkie. Mieć nadzieję, mówić gdy nikt nie słyszy. Albo podsumuje ktoś, że to jest głupie.

Oni tak mówią bo uważają, że często niebo nas przedrzeźnia, zsyłając coraz więcej trudności. A są często okoliczności życia, tak tragiczne, że przerastające ludzkie możliwości. I wtedy mamy podstawy do poczucia, że niebo nie słyszy nas. Właśnie przedrzeźnia!

Dla modlitwy to nie ma znaczenia. Podobnie jak to czy jest wysłuchana, czy nie wysłuchana. Ona ma trwać, i wtedy dopiero jest modlitwą. Gdy się odbywa, gdy trwa. I ma trwać. A kończy się dopiero gdy dostaniemy się do nieba.

Natomiast gdy wcześniej ją zakończymy, to tylko ją przerwiemy.

A jak bardzo po ludzku patrzymy na modlitwę. Że musi mieć jakiś sens. Czyl,i że da się ją do czegoś użyć.

A modlitwa ma trwać i tyle. dopiero na końu przekonamy się jaki był jej sens dla nas, dla innych. Modlitwa tak jak Dobry Bóg jest po za naszym ludzkim wyobrażeniem.

Zatem kogo stać na taką modlitwę. Modlitwę nieprzerwaną. Modlitwę nieustanną.

amen

czytaj więcej

Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu?

Łk 17, 11-19

Dziękczynienie. Słyszymy, na dziesięciu jeden tylko wrócił.

Coś bardzo trudnego.

Wydaje się na odwrót. Nie ma nic prostszego niż dziękować.

/Bardzo trudno sprawa./

Co to takiego, to dziękowanie, że jest takie skomplikowane?

Może warto spojrzeć na własne życie, żeby to zrozumieć.

Jak często dziękujemy?

Może dziękujemy w ten sposób, że potrafimy używać tego słowa. Albo używamy frazy, bo można dołączyć bardzo dziękuję.

A dziękowanie to coś więcej niż znajomość słowa dziękuję.

Więcej jak słyszymy, bo wymaga powrotu, aby jeszcze raz zderzyć się ze swoją biedą.

Uzdrowiony, nie musiał zachorować powtórnie, ale kiedy przyszedł dziękować, i stanął naprzeciwko tego kto jest tak potężny, to cała bieda powróciła w przeżyciu. A skoro ma taką moc, to może cofnąć zmiany, mógł tak pomyśleć. Może dlatego dziewięciu nie wróciło?

A okazało się tylko tyle, dowiedział się, że wiara(!) uzdrawia.

Czyli to dziękowanie prowadzi do pełnego poznania. I tego się obawiamy. Całej prawdy. Ona zawsze jest trudna. Bo wyzwala. A mamy coś do wyzwolenia. W przeciwnym wypadku już bylibyśmy w niebie.

Czyli dziękowanie jest jak śmierć. Po nim już tylko niebo.

A kto jest gotowy zaraz, w tej chwili co wypowiada dziękuję iść do nieba? Chyba jednak ziemia bardziej się nam podoba, póki co.

Tak więc to nic dziwnego, że na dziesięciu tylko jeden dziękował.

To nasze serce.

Dziękujemy sążniście, ale tylko jedną dziesiątą jego pojemności. Stąd pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć jak pisze apostoł Jakub.

A wystarczy przyjść i dziękować. W zamian otrzymujemy niebo. Ale pod warunkiem, że ktoś jest gotowy zaraz stanąć twarzą w twarz z Ojcem Stwórcą?

Kto?

amen

czytaj więcej

Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać

Łk 17, 5-10

Jeszcze nie spotkałem nikogo kto potrafił by w ten sposób przesadzać krzaki czy drzewa, i nie słyszałem. Gdyby taki ktoś był to by o nim przecież wszyscy mówili a później by powtarzano.

Czyli nikt nie miał takiej wiary o jakiej mówi Pan.

Nikogo takiego nie było.

Ale może dlatego, że nie wiemy co to jest wiara tak naprawdę?

Bo zauważmy, że apostołowie proszą o przymnożenie wiary.

A ona okazuje się czymś nie możliwym do udźwignięcia! gdyby Pan ją przymnożył, tą swoją Boską miarą.

Apostołowie posiadają wiarę z tego tekstu tak wynika, tylko pragną jej powiększenia. Zatem nasza wiara która nie przenosi krzaków jest wystarczająca.

Przymnożona okazała by się nie do udźwignięcia!

Czy możemy sobie wyobrazić zamiesznie jakie by było gdybyśmy tak przesadzali krzaki, posiadali taką wiarę, o tej mocy! Kto jest gotów na tą siłę?

Dlatego może we wniosku, Pan mówi o sługach nieużytecznych.

Jesteśmy nieużyteczni z naszą wiarą, która jest mniejsza niż ziarnko gorczycy. Sprawdziłem wynosi 1,5 milimetra, czyli jest małe. A my mamy wiarę mniejszą niż te 1,5 milimetra. Bo nie potrafimy przesadzać krzaków do wody. Ale to wystarczy do życia, do zbawienia.

Taka jest przepiękna strona tej Ewangelii, wydawało by się smutnej i pesymistycznej.

Słudzy nieużyteczni, bez wielkiej wiary jesteśmy, pozornie.

A tymczasem tyle nam wystarczy. Gdyby było inaczej Pan by to sprawił. Bo przecież nie potępią apostołów za ich wiarę mniejszą niż ziarnko gorczycy. Tylko pokazuje im konsekwencje większej wiary. Są nie do udźwignięcia.

Tak więc czy w heroizmie czy w małości Pan nas wspiera. A jak Bóg z nami to któż przeciw nam?

amen

czytaj więcej

Nie możecie służyć Bogu i mamonie!

Łk 16, 10-13

I możemy zapytać gdzie jest nasze serce? Komu służy?

Albo jak to się dzieje, że służymy Bogu ale niesiemy w sobie wciąż pretensję, jedną albo więcej, jakiś ukryty smutek.

Wiemy, świat jest kompletny, niczego w nim nie brakuje, tak go stworzył Dobry Bóg. Stąd radość przeplata się ze smutkiem. Ale może być w nas, ta charakterystyczna rezygnacja, że jest dobrze ale gdzieś indziej.

A to co nas otacza, co sami tworzymy, kim jesteśmy, jest drugiej kategorii. Gorsze. A przecież we wszystkim mieszka Bóg.

Gdzieś zagubiła się radość wyzwolenia.

Pewność, nie tylko, że wszystko dobrze się zakończy ale zaufanie do codzienności. Tymczasem ona staje się ciężarem zupełnie przesłaniającym niebo. Nie żyjemy w ósmym dniu tygodnia. Tak nazwano w starożytności czas po końcu świata, odpoczynek duszy w niebie. A on zaczął się już od Zmartwychwstnia. Wtedy śmierć odsłoniła swój ostateczny sens. A więc bramę do nieba.

Czy czasami naszą mamoną, naszym panem któremu służymy, albo od którego nie potrafimy się uwolnić, nie jest nim, ten brak przekonania, że jesteśmy uwolnieni. Nie ciąży na nas, nie mamy żadnego zapisu dłużnego.

Czekamy na wieczność do której mamy już dostęp w łasce chrztu czy eucharystii, a jesteśmy znużeni czy myślimy wciąż o biedzie dnia wczorajszego. Czekamy, by za chwilę zapominieć i już nie wiemy na co czekamy. Nasza pamięć tak łatwo daje się wypłukać? A gromadzi chętnie wszystkie dowody na naszą melancholię.

Można by zapytać siebie, Panie dlaczego nie potrafię ufać Ci tak samo równo w zdrowiu jak w chorobie, w pocieszeniu jak w strapieniu? Gdy spływa łaska oraz gdy ją zabierasz?

amen

czytaj więcej

Radość nastaje wśród aniołów Bożych czyli w niebie, po nawróceniu jednego grzesznika

Łk 15, 1-10

Wszyscy grzesznicy oraz celnicy przybliżali się do Pana, żeby Go słuchać. Z takiego słuchania płynęło do nich jakieś dobro. W przeciwnym wypadku by się nie przybliżali. A to byli ci których nie lubili w spoleczności oraz ci którzy męczyli sumieniem własnym.

A takim jak Pan można być. Żeby ludzie przychodzili do nas. Szczególni ludzie. Bo ci którym jest bardo źle.

Można sobie wyobrazić, że szukali czy otrzymywali nadzieję oraz ulgę w swoim bólu. Od razu możemy pytać o nasz ból?

Jaki jest? Ktoś go zna? Bo to jest jedyna droga aby nieś ulgę, poznać swój ból, przegryźć się przez niego aby potrafić opowiedzieć czy wypowiedzieć go innym.

Czy raczej jesteśmy samotni oraz udajemy jakąś inną historię, przybieramy twarz wesołą lub obojętną. Zastygłą. Niby przeżywamy jakieś inne życie.

A co zrobić gdy przychodzimy do Pana tak jak ci dzisiejsi ludzie z ewangelii, a ulga upragniona nie przychodzi? Pewnie tym jesteśmy najbardziej zainteresowani, jeśli potrzebujemy tej ulgi bo nam źle. Opowiadamy a tu nic.

Może sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i Bóg liczy na nasze czekanie. Nie rozumiemy dlaczego, skoro wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Ojca, to wyobrażamy sobie że wszyscy mamy mieć identycznie. Ale może to ma jakiś zamysł, czy konieczność.

Dla tego który cierpi, zupełnie niezrozumiałą.

Bo ile można przychodzić?

Raz, dwa razy, tydzień, 10 – sięć lat, 50 – siąt lat?

A zmiany nie ma, co wtedy?

O jednym zapominamy.

Pan mowi radość nastaje wśród aniołów Bożych czyli w niebie, po nawróceniu jednego grzesznika.

Uczmy się radować gdy inni się radują. Czy tylko wciąż chcmy myśleć o sobie?

amen

czytaj więcej

Jeśli nie porzucimy wszystkiego, nie będziemy uczniami

Łk 14, 25-33

Jeśli nie porzucimy wszystkiego, nie będziemy uczniami.

Powstaje jednak taki problem czy najpierw musimy się wszystkiego wyrzec a wtedy będziemy uczniami czy jak będziemy uczniami to wtedy wszystko będzie nam obojętne. Na przykład zdrowie jak zarówno i choroba będzie dla nas taką samą obecnością Boga. bez paniki.

Ta niejsność wynika stąd, że przecież gdzie znajdziemy tego co wyrzekł się wszystkiego?

Może jakiś święty z przeszłości możemy o nim przeczytać, że nic nie posiadał tylko laskę w drodze oraz kubek na wodę, a potem go oddał bo zauważył że można pić wodę czerpiąc czerpiąc bezpośrednio dłońmi.

Nawet skrajnie ubogie wspólnoty dysponują pieniędźmi, majątkami, domami, kościołami /a do tego jak mało się ma to szybko przyrasta majątek/. To byłby jakiś chaos społeczny gdybyśmy tak żyli.

Jest raczej taka równoległa prawidłowość, im bardziej ufamy tym mniej potrzebujemy a jednocześnie im się wyzybywamy tym bardziej zauważamy, że niewiele potrzeba do życia, oprócz łaski Boga.

To jest najpiękniejsze w ewangelii a raczej w zamyśle Boga że nikt nam nie zagwarantuje ani nie przeprowadzi w nas, za nas tego uwolnienia. Tylko my sami wobec Dobrego Boga możemy albo być wolnymi od wszystkiego i potem wprost szczęśliwymi albo ciągle coś chować po kątach z tym złudzeniem, że przyda się do szczęścia.

amen

czytaj więcej
wtorek, 19 listopada 2019

modlitwa