Kolegium Księży Jezuitów, 31-501 Kraków, ul. Kopernika 26
Nasze konto: 37 1240 4650 1111 0010 4312 3240

Informacje dla ofiarodawców •  

Dziękujemy za złożone ofiary!

Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu

Łk 2, 22-32

I my kiedyś będziemy musieli powtórzyć za starcem Symeonem pozwól odejść Twojemu słudze w pokoju. W tym najbardziej jesteśmy zainteresowani. Aby pokój nam towarzyszył w życiu oraz w śmierci.

Tymczasem w żaden sposób nie zagwarantujemy sobie pokoju w każdym dniu. Bo życie nie jest zależne tylko od nas. Jednak możemy wciąż pracować nad tym aby pokój był w naszych sercach.

Życie w pokoju stanowi pewien błogostan w którym możemy być szczęśliwi. Zatem czy faktycznie jest nam do czegoś potrzebny ten pokój, jak tylko do życia w tym błogostanie? Takie życie jest wygodne ale bardzo wsobne. Zamknięte oraz bardzo strzeżone przed innymi.

A może należymy do takiej grupy ludzi co zawsze są bardzo energiczni w swoim myśleniu a potem działaniu. Nie mają na to wpływu.

A może pokój jest tylko charakterstyczny jak w tej ewnagelii dla ludzi w słusznym wieku, starców, którzy mają za sobą prawie całe życie?

Bo życie stawia rożne pytania pokojowi. A inne pytania pokój stawia nam, np. jak zachować spokój gdy krzywda dzieje się i woła do nieba z bezsiły. Czy mamy w sobie tyle wytrwałości aby na wszystkie te pytania szukać odpowiedzi.

Niby proste, pokój daje radość, spełnienie, ale jak go sobie zapewnić?

Można się w tym wszystkim pogubić.

Może najbardziej zabierzmy sobie ten obraz w którym Symeon rozpoznaje Boga w 40-dniowym niemowlaku, bierze Go w objęcia.

Bierzmy jak potrafimy w objęcia Pana a cała reszta i tak jest Jego darem.

amen

czytaj więcej

Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie

Mt 4, 12-17

Po pierwszym zburzeniu świątyni w Jerozolimie, gdy arka została zrabowana, pozostało jedynie miejsce Święte Świętych, za załoną. I nikt nie miał prawa wchodzić, tylko raz w roku arcykapłan aby skropić to miejsce krwią z ofiary. Mieszkał tam Bóg.

Dziś słyszymy jak Pan usunął się w cień.

Zamieszkał w krainie która była pogardzana oraz wyśmiewana przez mieszkańców Jerozolimy.

Tamten teren był żyzny, oraz krzyżowały się różne szlaki handlowe czyli różni ludzie prowadzili wspólne interesy ekonomiczne. Zatem bogacili się pośrednicy. Jednak pomimo tego bogactwa, przez mieszkańców centrum byli pogardzani.

I to właśnie stamąd rozpoczął swoją wędrówkę do Jerozolimy, na Golgotę. Zaczął głosić ewangelię.

My również mamy różne drugorzędne miejsca w swoim sercu oraz centralne. Różne historie które uważamy za nieważne. I różnych ludzi. Niektórych stawiamy w centrum innych na poboczu. Tak jak myśli które sytuujemy w centrum serca. Innymi pogardzamy, naszymi myślami niektórymi.

W Jerozolimie Bóg mieszkał, a pomimo tego jak przyszedł z prowincji, to nie został przyjęty. Ludzie mieszkali tam gdzie przebywał Bóg, a nie rozpoznali gdy przyszedł do nich. Zabili Go.

Ile to potrzebujemy przekonywać siebie, że nie jesteśmy lepsi gdy Bóg jest z nami. Albo gdy jesteśmy bliżej Boga. bo On pomimo tego może przyjść do nas z zupełnie niespodziewanej strony. Zawsze nas zaskoczy.

Ale bardziej chcemy Go mieć jakoś przykrojonego do naszych wyobrażeń. Wtedy łatwiej żyć w spokoju.

Czy to jest jednak ten święty spokój, do którego nas wzywa jako Książe Pokoju?

amen

czytaj więcej

Chrystus jest Synem Bożym

J 1, 29-34

Daje o nim świadectwo Jan Chrzciciel. Że Chrystus jest Synem Bożym. I to jest tyle co możemy innym dać. O tym świadczyć.

Jest Synem Bożym, a czy ktoś nam uwierzy, na to nie mamy wpływu.

Możemy się zastanawiać dlaczego niektórzy nam wierzą a inni nie. Ale musimy zacząć od tego czy są tacy co nam wierzą, możemy się rozglądać wokół jak jest.

Możemy wiele mówić, o wielu sprawach albo pod różnymi kątami tłumaczyć, komentować świat, życie, ludzkie wybory. Czy opowiadać historię łaski na ziemi. Historię Kościoła.

Możemy szukać różnych sposobów głoszenia czyli za pomocą głosu akustycznego, pisania, nagrywania, skracania do małych informacji.

Ale to wszystko jest drugorzędne wobec dawania świadectwa, że Chrystus jest Synem Bożym.

Bo to świadectwo nie polega na tym, że wypowiemy te kilka słów. To mają być te dwa słowa Syn Boży, a z tymi słowami powiązne jest niekwestionowane przekonanie o tym, które spływa na słuchacza. Moc słowa, o tym mówimy. A ta moc czerpie tylko z jedności życia oraz słów.

I tyle. to jest cała ewangelizacja. Nic nie potrzeba wiedzieć tak naprawdę, ani mieć jakieś zdolności szczególne, techniczne czy jakąś wiedzę nadzwyczjną.

Jak pamiętamy Jan Chrzciciel pomimo tego, że głosił Syna Bożego stracił życie. On taki był, jak to co głosił.

Głoszenie nie zapewni spokoju, nie uchroni nas przed śmiercią, przed cierpieniem. Przed brakiem wygody w życiu, czy spokoju, komfortu.

Teraz my? gdzie nasze życie a gdzie nasze słowa? Czy potrafimy zmierzyć się z tą odległością nasze słowa a życie?

amen

czytaj więcej

Jezus mu odpowiedział: «Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe»

Mt 3, 13-17

Chrzest Pański, dokonany przez Jana Chrzciciela w rzece Jordan, później głos Ojca z nieba.

A po chrzcie Pan natychmiast wyszedł z wody.

Autor to zazncza, choć dla głosu z nieba, to nie ma jakiegoś większego znaczenia. A jednak autor to podkreśla.

Może to jest wskazówka dla nas żebyśmy natychmiast wychodzili z jakichś wód w których tkwimy w naszym życiu. Albo wychodzili z tych wód, gdy spłynie na nas łaska. Woda w ewangelii a szerzej Biblii to symbol odrodzenia oraz zniszczenia, łaski oraz grzechu.

Pewnie autor ewangelii ma na myśli aby wychodzić z tej wody co jest złem. A już napewno gdy łaska na nas spłynie.

Pan wymusza od Jana chrzest, i wchodzi do wody. Nie wiemy czy wchodzi do zła czy do łaski. W każdym razie po łaskę. Aby spełniły się słowa proroka.

Stąd nauka, ustępować aby łaska nas oblewała oraz wychodzić natychmiast by niepotrzebnie nie siedzieć w grzechu.

Bo możemy powstrzymywać Boga, tak jak Jan Chrzciciel próbował. Tylko, że łaska zwyciężyła. A on krótko sprzeciwiał się. Zaledwie jednym zdaniem. Bo był święty, to krótko.

A możemy siedzieć w wodzie czasami bardzo długo.

Jest nawet gorzej, bo czy chcemy czy nie, to i tak ciągle ocieramy się o grzech lub w nim uczestniczymy.

Musimy się brudzić bo chcemy być blisko ludzi. Daleko od ludzi oznacza nieznośną samotność kończącą się izolacją, która również zaprowadzi do grzechu na przykład przekleństwa czy rozpaczy czy poszukiwania jakiegoś wyjścia na skróty z tej opresji. Potem nawracamy się, spowiadamy, bo pragniemy łaski, a oprócz tego wszystkiego możemy jednocześnie dużo czynić dla łaski.

Zresztą różni ludzie różnie czynią, ale wszyscy zasadniczo błogosławią czas gdy łaska ich nawiedza. Nawet ci z zatwardziałym sercem.

Ale ostatecznie póki żyjemy, wciąż potrzebujemy nawrócenia. Uczmy się wytrwale jak najkrócej sprzeciwiać się łasce. Trzeba zacząć od stwierdzenia tego faktu. Że tak czynimy.

amen

czytaj więcej

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas

J 1, 1-5. 9-14

Staliśmy się dziećmi Bożymi. Dziecko Boże, tak zadecydował Bóg.

Ale po za liturgią to określenie ma raczej znaczenie negatywne. Takie lekko ironiczne.

Gdyby ktoś chodził po ulicy, i mówił głośno do ludzi, że są dziećmi Bożymi to spotkałby się z odrzuceniem. Albo kpiną.

Dziecko Boże, tak trudno przychodzi nam cieszyć się tym rozwiązaniem które Bóg dla nas sprawił, stwarzając wszystko, a na końcu nas żebyśmy byli Jego dziećmi.

Pewnie, że musimy zasłużyć sobie na to. A ta zasługa polega na przyjęciu Słowa posłanego przez Boga.

Dziecko Boże przyjmuje Słowo.

To jest trudne zadanie.

Zazwyczaj stajemy bezradni bo odkrywamy jak bardzo nam daleko by przyjąć Słowo w całości. Ile oczekujemy ochrony od tego Słowa. Ile ma nam pomóc, za nas coś rozwiązać, pocieszyć, pokonać naszych wrogów, ostatecznie sprawić by życie było w komforcie bez smutku, bez cierpienia. Choć to już jest wielki postęp gdy zauważymy tę naszą bezradność w przyjęciu Słowa.

Ale nie potrzebnie się trapimy z drugiej strony, bo przez Słowo wszystko sie stało.

W przeszkodach również jest Słowo. Bo przez Nie wszystko się stało. I w smutku. I w cierpieniu. Oraz naszej bezradności.

Musimy postępować oraz żyć jak dzieci.

Dzieci wszystkiemu ufają co mówią rodzice. I my ufajmy Bogu, ufajmy Słowu. A wszelkie odkrycia własnej ostrożności w przyjmowaniu Słowa, niech będą drogą do Słowa jaką idziemy wytrwale.

Tylko grzechy nie są z Boga. mamy je wyrzucać, nie przyjmować. Tak jak dzieci. wyrzucać i nie dyskutować.

Musimy sobie zasłużyć aby byc Dziećmi Bożymi, jednak to polega tylko na przyjęciu czyli zaufaniu.

amen

czytaj więcej

Święta Rodzina z Nazaretu

Mt 2, 13-15. 19-23

Rodzina Święta uciekała, mieszkała w obcym kraju, oczekiwała, powracała. Tak im się przydażyło co było zapisane w planach Bożych. Tak mają inne rodziny na świecie.

Rodzinę Świętą chronił anioł z nieba czyli Bóg, przez sen ostrzegał Józefa. A śmierć okazała się wybawcą. Gdy umarł Herod.

Tak często jest w rodzinach. Może nieczęsto, ale się zdarza.

Że tylko śmierć może uwolnić od cierpienia, czy spod jakiegoś tyrana w rodzinie, od jakiejś niesprawiedliwości krzyczącej w niebo. Takie są oblicza rodzinnych tragedii.

Czy Bóg chroni wtedy te rodziny? Czy jest z nimi.

Czy zapominiał ?

Bo rodziny często nie widzą tej ochrony. I ludzie na wiele lat tracą wiarę w Boga. Zamykają się na Jego obecność. Żyją w rodzinie bez Boga. bo cierpienie szczególnie najmłodszych jest chyba największą przyczyną zwątpienia.

Tak daleko może być Rodzina Święta od naszych rodzin, od wspólnot w jakich żyjemy.

A ci co wierzą, mogą przekonywać, świadczyć ale przecież nikt nie ma wpływu na ludzkie serca. Często możemy tylko odejść bezradni, zanosząc nasze modlitwy przed Boży tron. A potem zapominamy.

Możemy tylko wspólnie podążać przez życie, my ciesząc się bliskością Boga oraz te rodziny ze swoimi tragediami bez możliwości uzyskania pomocy. Ze zgaszoną nadzieją.

Czy potrafimy z nimi żyć, myśleć, nie popadać w rozpacz albo obojętność aby ostatecznie odwrócić głowę od cierpienia? Ze znudzenia.

Nigdy mało troski o innych, o rodziny a także o własną rodzinę.

Niewiadomo kiedy jakieś ludzkie serce zapragnie zaczerpnąć z naszej nadzieji. Więc musimy ją pielęgnować w sobie dla innych, dla rodzin. Aby móc zawsze się podzielić z potrzebującymi. To jest nasza służba ewangelii z której nikt nas nie zwolni.

amen

czytaj więcej

Błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie

Mt 11, 2-11

To jest ciekawe, że Jan Chrzciciel pyta się Pana czy jest Mesjaszem, skoro wcześniej słyszał głos z nieba, że jest Synem Bożym.

Może ten głos był tylko do Jezusa skierowany. Teraz możemy takie pytania stawiać. To naturalna droga jaką podążamy do domu Ojca. Znać słowa jakie On do nas kieruje. Badać je. Smakować.

Ale to pytanie Jana odsłania naszą wiarę, albo kim jeteśmy.

Otóż chyba często lubimy pytać o coś co już wiemy. Niby to jest śmieszne co mówię teraz. Bo jak wiemy to nie pytamy.

Bo wiemy że jesteśmy zbawieni, albo że Bóg czuwa nad nami a przecież chętnie chcemy dowiedzieć czy tak jest z pewnością. Szczególnie gdy mamy zły dzień, sytuację na granicy bólu powiedzmy. Wtedy lubimy weryfikować wszystko w co wierzymy.

Nie potrafimy przyjść i tak po prostu być z Bogiem tylko wciąż od nowa pytamy się czy napewno nas kocha.

A jak coś nam nie wyjdzie to z pewnością pytamy czy kocha nas takimi jakimi jesteśmy.

Pytamy a odpowiedź znamy. Bóg nie może zaprzeczyć sobie. Nie porzuci nas, nigdy nas nie porzucił, bo przestalibyśmy istnieć w tym momencie.

Jednak to pytania ukrywają jedno najważniejsze jak to będzie w czasie śmierci albo po śmierci. Czy okaże się dla nas Ojcem.

Może dlatego Jan wysyła swoich ucnziów gdy jest uwięziony bo przeczuwa, że zbliża się śmierć. Z pewnością liczył się ze śmiercią.

Tak więc pytamy o coś na co znamy odpowiedź, bo szukamy odpowiedzi na pytanie na które nie ma odpowiedzi, ukojenia śmierci.
A możemy tylko ufać. Tak jak Pan powiedział. Mamy do dyspozycji tylko znaki Bożego Miłosierdzia. Możemy tylko być twardzi jak Jan. nic więcej nie potrzeba. Albo pytać się tak jak On.

amen

czytaj więcej

Ktoś będzie wzięty, ktoś będzie zostawiony

Mt 24, 37-44

Bo do czego mamy być gotowi? Na co mamy czekać?
O czym przestrzega nas Pan? Skoro właśnie rozpoczynamy czekanie. Skoro przygotowujemy się na przyjście, to znaczy, że pamiętamy, dlatego właśnie czekamy.

Chociaż może budzić się jakiś smutek, że rok temu, mniej więcej o tej porze też rozpoczynaliśmy przygotownia do czekania.

Czy zatem w ciągu roku porzuciliśmy czekanie?

Może czekamy całe życie, a z czasem tego nie zauważamy. raczej napewno tak jest.

Obecnie więcej o tym myślimy bo więcej słyszymy. Ktoś będzie wzięty, ktoś będzie zostawiony, to słyszymy.

O tym chyba nie chcemy myśleć, tak wyraźniej.

Bo może nie wezmą nas.

A może jak nie wezmą naszego dobrego znajomego, to również nie będzie nam dobrze.

W ogóle to jest niesprawiedliwe. Dlaczego kogoś mają pominąć.

Może dla nas jest obojętny, dla innych jest ważny, tak jak nasz przyjaciel, który może być niezabrany.

To pewnie tu tkwi przyczyna, że zapominamy w ciągu roku o czekaniu. Pan przypomina, a nam obojętnieje.

Nie chcemy poważnie brać pod uwagę możliwości, że nas może zostawić albo kogoś nam bliskiego.

Co byśmy zrobili, gdyby nas Pan zostawił i nie zabrał ze sobą tam gdzie do dobrego łotra powiedział, że będzie z nim jeszcze w dniu ukrzyżowania. Po prostu nie zastanawiamy się nad tym. Nie bieżemy tego na poważnie. Stąd być może nie myślimy o czekaniu tylko wtedy gdy nam przypomną. Słowa Pisma, słowa ludzi, wydarzenia smutne czy tragiczne.

Zatem zaczynamy pokładać ufność w Miłosierdziu, jak nam zaczyna być źle.

Może jednak to nie jest takie beznadziejne. W ten spsoób dajemy dowód że jesteśmy ludźmi a przecież ludzi Bóg ukochał dlatego stworzył oraz postanowił zbawić. A my możemy być tylko ludźmi, więc taka nasza dola. Wyglądać Miłosierdzia. Nieustannie.

amen

czytaj więcej

Zaprawdę, powiadam ci: dziś będziesz ze Mną w raju

Łk 23, 35-43

Było dwóch złoczyńców ukrzyżownych z Panem.

Możemy sądzić, że robili jakieś potworne rzeczy innym. Choć z drugiej strony może niespodobali się okupantom. Ci postanowili ich zgłodzić. Nic nie wiemy jak było dokładanie.

Jeden jest cyniczny do końca.

A może tylko przerażony śmiercią i pogardza. A może był faktycznie złym człowiekiem, niszczył innych bo był silny, ale przyszedł silniejszy i teraz wszystko mu się zawaliło i pozostało szyderstwo.

Drugi patrzy realistycznie.

Jednak złe czyny popełniał a teraz ponosi karę.

Przy okazji dowiadujemy się, że i pierwszy złe czyny wykonywał.

A to co wygaduje to bezsilność, rezygnacja w postaci drwiny czyli forma złości. Albo też myślał, że faktycznie Jezus może wybawić siebie ze śmierci to i jego też, bo są podobni, bo ukrzyżowani. Bał się śmierci okrutnie. W tym jesteśmy podobni z tym łotrem.

Dwóch złoczyńców, z których jednego tradycja nazwała dobrym złoczyńcą. To sprzeczność na narginesie, ale to co najważniejsze, to obraz nas samych jednocześnie w tych dwóch postaciach.

Potrafimy uciekać przed prawdą o sobie samym oraz przyznawać się do niej. Oczekiwać pomocy. Czasami łkać szukając wsparcia.

I tak nam schodzi całe życie. Albo tak nam może minąć całe życie.

Czy kiedyś opowiemy się po jednej stronie, tak na całego?

Może taka już nasza dola.

Albo może na tym polega nasza droga.

Wciąż poznawać jak wiele w nas do naprawienia, do nawrócenia, do zmiany.

Może prawdziwy smutek powinien na nas przyjść, w momencie gdy przestaniemy widzieć w sobie dobrego oraz złego łotra jednocześnie.

Napewno wtedy będzie bardzo źle z nami.

Czy jednak będziemy w stanie to stwierdzić? Czy będzie ktoś przy nas kto nam o tym powie, jak z nami się będzie tak działo?

amen

czytaj więcej

Dam wam mądrość

Łk 21, 5-19

Piękno, jak często nas zwodzi.

Piękne coś, automatycznie przyjmujemy, że musi być z Boga. Czy wręcz, że musi być w tym Bóg. Jest dowodem dla nas, że Bóg działa.

Piękno poszukujemy a jak znajdziemy, to czujemy się bardzo dobrze. Niczym po przybyciu do domu po długiej tułaczce.

A przecież nasze życie pełne jest brzydoty.

Tej wokół nas, tej w nas, tej którą tworzymy. Chcielibyśmy wytwarzać piękne życie, żyć w pięknie, otaczać się pięknem.

Tymczasem Bóg jest wszędzie. Ale o wiele łatwiej jest przeżywać Boga w pięknie niż w brzydocie.

Jednak czy tym samym aby nie opanowała nas łatwizna. Szukać Boga w pięknie to nic innego jak zaprzestanie wysiłku. Bo jeśli nie znajdziemy Boga i porzucimy wysiłek to i tak będziemy napawać się pięknem. Będziemy odpoczywać. może o Bogu zapomnimy wtedy.

Piękno nas może usypiać a Pan wzywa do świadectwa zawsze, wszędzie, we wszystkim. Bo nawet w prześladowaniach, mówi dziś. Albo najpierw w prześladowaniach.

Brzydota nas prześladuje to pewne.

Jak zatem szukać w niej Boga?

Po pierwsze piękno jest piękne ale w każdej chwili może ulec zbrzydzeniu.

Po drugie, tak jak Bóg nie ulepsza najpierw świata ani ciała ludzkiego ani społeczeństwa, nic nie zmienia, rodzi się na ziemi, na takiej jaka jest. To dopiero my możemy z brzydoty uczynić miejsce dla Boga. nie że uczynimy je piękne. Bo to może się okazać nie możliwe. Ale przez naszą obecność. Że nie uciekniemy od niej, ogłosimy Boga obecnego.

Pan dziś mówi dam wam mądrość, to dopiero my możemy uczynić, że coś jest naprawdę brzydkie z Bogiem lub naprawdę piękne bez Boga. nie ważne czy jest piękne czy brzydkie. Zupełnie.

A skąd w nas tyle sentymentu do piękna.

Czy nas może całkowicie opanował duch wygodnictwa?

amen

czytaj więcej
środa, 23 września 2020