Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Trzeba zacząć od miłosiernego spojrzenia

Łk 4, 1-13

Pan pełen Ducha, pełen modlitwy, ascezy a był kuszony.

Kusiciel wykorzystał zmysły, przymioty duchowe oraz więź z Bogiem. To były te trzy pokusy. Świat głodu ale także przyjemności bo jedzenie to również przyjemność.

Świat ducha, dziś mówimy wartości duchowe stały się możliwością pokusy, bo ta druga mówi o władzy. Władza, pokora, oraz wolność od pieniędzy. Królestwa opierają się na pieniądzu.

I ta najtrudniejsza.

Bo zły duch powołuje się na Słowo Boże. Wynika, że jest obeznany z Pismem.

Z tym wszystkim zmga się Syna Bożego, to co dopiero my, ludzie słabi wciąż poszukujący odpowiedzi na nasz niepokój serca. Taka dola życia.

Pokusy które nachodzą na nas nieustannie, a my zwalczamy je nieustannie. A ratunek tylko w tych słowach odstąpił od Niego do czasu. właście to tylko pocieszenie. Bo nigdy, widać z tego, nie zakończy się pokusa w życiu.

A może tak jest, że na innych przychodzą pokusy z którymi walczą są słabi, ale walczą. Nie ocenimy tego nigdy.

W wielkim poście pragniemy postąpić duchowo.

Może trzeba zacząć od miłosiernego spojrzenia na braci oraz siostry wokół nas. Jak wielki wysiłek podejmują codziennie aby walczyć. I chociaż być może ulegają pokusie, to pragną walczyć. Ale nie znamy ani wielkości pokusy ani siły ich walki. Oraz wstydu przegranej.

Łatwo jest ocenić oraz wyrzucić z serca innych bą są słabi.

Może bylibyśmy lepszymi ludźmi gdybyśmy uszanowli ich wysiłek. A zrobilibyśmy jeszcze większy postęp, gdybyśmy potrafili dzielić się własnym wysiłkiem walki z pokusami.

W modlitwie pańskiej prosimy o ochronę przed pokusą. Gdzieś zagubiła się wymiana tej naszej walki z pokusami. Czy jeszcze ufamy sobie na tyle aby nawzajem się uczyć.

amen

czytaj więcej

Bóg jest inny. Jego Miłosierdzie jest niepojęte.

Łk 6, 39-45

Dopiero jak w pełni się wykształcimy to możemy zostać nauczycielami. Głoszącymi Ewangelię a więc uczący Królestwa niebieskiego. Dopóki tak nie jest, jesteśmy ciągle uczniami. Więc tymi którzy coś wiedzą ale częciej nie wiedzą, a dużo muszą się uczyć.

Kiedy to można być w pełni wykształconym w Ewangelii? Bo każdy ma swoje pole działania. Jest nim życie. u każdego inne.

Dopiero gdy oddamy życie za Ewangelię to będziemy wiedzieli, że jesteśmy jej nauczycielami.

Tak było w starożytnym chrześcijaństwie. Ci którzy przeżyli męczeństwo na arenach z dzikimi zwierzętami, na krzyżach ukrzyżowani, stawali się świadkami na równi z aposotołami. Tak byli traktowni przez wspólnotę kościoła.

Bo w ewnagelii liczy się tylko jedno. Dobry owoc, ale do końca. I można mieć dużo dobrych owoców a przecież wiemy, że nagle wszystko możemy zepsuć. Bo nikt nie może sobie ani innym zagwarantować wolności od pokus ani, że nie ulegnie pokusie, ani że dawniej nie ulegał a teraz nagle pojawił się zły owoc.

Musimy być bardzo delikatni w ocenie naszych bliźnich, a jeszcze bardziej w ocenie samych siebie.

Jednak nie tyle delikatności nam potrzeba co prostej prawdy, że w tej sprawie zawsze jesteśmy ślepcami. Dlatego, że Bóg jest inny. Jego Miłosierdzie jest niepojęte.

Nie możemy łudzić się, że gdy dysponujemy wieloma słowami, różnymi mądrymi, świętymi, wzniosłymi, przejętymi od poprzednich pokoleń, to potrafimy oddać życie za Ewangelię. To się jedynie ostatecznie liczy. Wtedy dopiero będziemy jak nauczyciele. Wtedy On przyjmie nas do swego raju. A gdybyśmy przeżyli własne męczęństwo to się dowiemy co to jest nauczać Ewangelię ze spokojem w sercu. A tak nasze obfite serce będzie również miało niepokój w swoich głębiach.

amen

czytaj więcej

Miłujcie waszych nieprzyjaciół!

Łk 6, 27-38

Wszystko jest proste w tej ewangelii.

Jak będziemy miłować nieprzyjaciół, błogosławić tym co nienawidzą nas albo pożyczać bez oczekiwania na zwrot to będziemy faktycznie wolni oraz otrzymamy szczęście wieczne.

Skąd brać siły do ciągłego przegrywania. Bo jeśli będziemy postępować w ten sposób równa się nadużycie. Pozostaniemy bez środków do życia. Wielu chętnie żyje na cudzy koszt.

Tak żyć to jest nierealne.

A jednak ewangelię Pan nam dał abyśmy nią żyli.

Więc albo boimy się nią żyć i dlatego wciąż nam ciężko w życiu albo jakoś przeinaczamy te słowa.

Może musimy znaleźć się po drugiej stronie życia.

Jedna to drżenie żeby nic nie wydarzyło się smutnego, bolesnego, nic nie zmąciło spokoju.

Druga strona to śmierć, którą Pan przezwyciężył. Nikt tego nie widział a jedynie byli tacy którzy spotkali Go żywego oraz o tym świadczyli. W tym świadczeniu pewnie jest siła która pozwala żyć jak uczy dziś Pan.

Ta klejność zatem jest odwrotna.

To nie jest tak, że będziemy oddawać wszystko a później staniemy się wolni oraz szczęśliwi.

Tylko najpierw musimy być szczęśliwi oraz wolni bo świadczymy o zmartwychwstaniu Pana, z tego płynie siła by błogosławić przeklinających nas.

Może dlatego, że tak mało jest tych któtrzy potrafią ze spotkania z Panem uczynić jedyny cel życia, to te słowa wydają się nie możliwe bądź zaczynamy od razu zmieniać ich sens.

A może jednak jest dużo takich osób, tylko ich nie widzimy bo sami nie żyjemy zmartwychwstaniem.

Dlatego te słowa dzisiejsze stały się naszymi nieprzyjaciółmi? To pokochajmy je.

amen

czytaj więcej

Chcemy być bogaci, syci, radośni, chwaleni

Łk 6, 17.20-26

To jest takie odwrócenie tego co przyjmujemy za szczęście.

Bo raczej rzadko jest nam dobrze, jak nam jest źle. Albo źle, jak nam się powodzi.

Gdy nam się nie powodzi, dążymy do zmiany za wszelką cenę. Bo ubóstwo, smutek, płacz, nienawiść to dowody naszej klęski oraz wstyd przed innymi.

Natomiast jak nam się powodzi to gdy przychodzi pogorszenie, jest nam źle z dwóch pwodów. Pierwszy bo właśnie coś niedobrego się dzieje a po drugie, że tracimy ten stan satysfakcji życiowej, dobrego kierunku.

Błogosławieństwa są takie proste oraz czytelne a tak trudne w realizacji. One są nie z tej ziemi krótko mówiąc. Dopiero gdy chcemy nimi żyć, okazuje się jak nieważne jest wszystko do czego jesteśmy przyzwyczajeni czym żyjemy. Bo świat usiłuje żyć jak tego zapragnie.

Ale czy faktycznie potrafimy uznać smutek, nieszczęście, chorobę, brak zabezpieczenia w życiu, niepewność i żyć tak mając w sobie pewność, że Bóg jest z nami wtedy najbardziej. I żyć pełnią życia. Bez zawiści dla innych że im się powodzi. Albo jak żyć będąc bogatym i nie bojąc się wszystkiego stracić a później dalej pozostać szczęśliwym gdy tak się stanie.

Może dążymy do połączenia błogosławieństw z przekleństwami. Chcemy być bogaci, syci, radośni, chwaleni przez wszystkich. I by trwało tak cały czas oraz po śmierci. Wydaje się to niedorzeczne.

A jednak bardzo trudno uznać Dobroć Boga w cierpieniu. Może to jest jedyny sens i droga naszej modlitwy. Odkrywać Dobroć Boga, Jego błogosławieństwo w niepowodzeniu.

Każdy sam sobie odpowiada.

amen

czytaj więcej

Jak słuchać słowa Bożego

Łk 5, 1-11

Kolejność była taka, że Pan nauczał z łodzi a później wypłynęli i złowili mnóstwo ryb które nie mieściły się w jednej łodzi.

Nauczał Pan ale nie wiemy o czym. Bo ewangelista nie streszcza tamtej nauki. Przeważnie tak jest, że trzeba najpierw nauczać się żeby potem były owoce. Żadko coś jest wartościowego bez jakiejkolwiek szkoły czy to życia czy bardziej sformalizowanej szkoły. Choć czasami ludzie tworzą jakieś arcydzieła bez szkoły. Bo uczenie ich niszczy.

Z ewangelii wynika, że jak będziemy nauczać to będą ludzie przychodzić. Będą się wielkie sprawy działy.

Jednak żeby nauczać, trzeba najpierw słuchać słowa Bożego. Może właśnie naszym życiem nauczamy bez słuchania. Bo nauczamy, nauczamy a grono słuchaczy wokół jak by się kurczyło a nadzwyczajne wydarzenia to nie wiem czy kiedykolwiek były naszym udziałem.

Jak słuchać słowa Bożego, daje nam przepis dzisiejsza ewangelia.

Trzeba się cisnąć a jednocześnie mieć dystans, być z oddali do tego słowa.

Tylko słowo Boże może nam rozświetlić sytuacje bez wyjścia, ale jednocześnie jest tylu głosicieli a mówią sprzeczne interpretacje, że musimy zachować dystans. Samemu ostatecznie ryzykować na głębinach naszego życia. Czyli w tych sytuacjach całkiem ciemnych. Nie tylko głębia morza jest całkiem ciemna.

Czy to jest jakieś przekleństwo czy szansa jedyna zresztą, owa samotność wobec słowa Bożego. Wobec jego głębi.

Może tylko takie, jak dzisiejsza ewangelia zapisała ludzi będziesz łowił mówi Pan do Piotra.

Nikt za nas, nie wypowie słów które możemy kierować do bliźniego. Nikt nie przeżyje, za nas życia. Nikt, nie odcierpi naszego bólu.

Możemy oczekiwać zdumienia jak święty Piotr, ale dopiero jak będziemy nieustannie słuchać słowa Bożego a mieć dystans to będziemy łowić a nie dziwić się efektom naszego połowu.

amen

czytaj więcej

Dzień Życia Konsekrowanego

Łk 2, 22-32

Od 1997 roku obchodzimy Dzień Życia Konsekrowanego.

Z jednej strony całe życie konsekrowane to wielkie święto. Naprawdę nic więcej nie potrzeba do życia. Skoro Pan nas wybrał a my odpowiedzieliśmy całym naszym życiem. A są zazwyczaj dwa wezwania. Drugie to profesjonlany zawód, co pewnie wielu dziwi. Szczególnie konsekrowane sióstry było zakryte dla wielu. Mało kto wiedział, że prowadzą różego rodzaju instytucje, prace naukowe, budowy, leczą ciało i psychikę, dają rekolekcje, komponują, piszą literaturę religijną, poezję, sprzedają karpie. I tak możemy wyliczać.

Z drugiej, co to jest 22 lata w historii Kościoła. Nigdy wcześniej tego nie było, bo musi być pokora w życiu konsekrowanym a całe jest nastawione na innych. Najpierw na Boga a potem na wszystkich ludzi. Na końcu dopiero na samego konsekrowanego oraz jego wspólnotę. To po co świętować! Czyżby więc pokora od 22 lat nie miała znaczenia?

Dlaczego tak trudno uczynić z życia konsekrowanego świadectwo zapierające dech w piersi innym. Że od razu chcą, muszą, nie widzą innej drogi jak tylko podobnie żyć.

Może tak jak w tej ewangelii dzisiejszej.

Trzeba być cały czas przed śmiercią. A przed śmiercią jest każdy wtedy gdy wie, że już nie ma odwrotu. Już nic nie uratuje, nikt nie podaruje życia, ono się kończy za chwilę, za jakiś czas ale już nie długi, znany nam.

Czy myślimy teraz o strachu czy o szczęściu? Strach nie uczyni nas świętymi co najwyżej niewolnikami. który też potrafi wykonywać piękne rzeczy, wielkie. Ale jak mu każą.

Stąd nie możemy pociągnąć za sobą nikogo, bo jesteśmy jak niewolnicy? Czy pokorę osiągnęliśmy a tej ludzie boją się. Zatem unikają za wszelką cenę.

amen

czytaj więcej

Nie przekupimy Boga naszą pobożnością

Łk 4, 21-30

I okazało się, że słuchacze podziwiali piękną mowę Pana, zapewne ogranął ich Jego osobisty urok, jakiś niepowtarzalny.

Ale, do czasu.

Wszystko prysnęło gdy przyszła prawda.

Nic nie stanie się bez wysiłku. W tym wypadku bez pracy wysiłku wiary.

Oraz, Bóg działa po Bożemu czyli On wie jak, oraz ma moc, a my jesteśmy tylko ludźmi. Swoje cierpimy, żyjemy a Bóg działa, nawet dla nas ale po ludzku w niezrozumiały sposób.

A ponad to wszystko, możemy być nawet pewni naszej wiary, naszego przymierza z Bogiem ale nie przekupimy Boga. Nawet największą naszą pobożnością.

Gdy zostajemy przez kogoś lub jego cierpinienie zagadnięci to wiemy, że tak jest, niespodziewamy się, że możemy mieć jakiś bezpośredni wpływ na Boga. Ale gdy dzieje się źle nam, narasta w nas jakiś osad niewdzięczności Bogu czy oskarżania.

Jeszcze raz jak spojrzymy na słowa przekazane przez ewangelistę, ludzie tamtejsi podziwiali pełne łaski słowa. Tak bardzo pragniemy żyć w świecie zachwytu. A przecież życie jest zawsze całe. To znaczy ma blaski oraz cienie, miłość oraz nienawiść.

Być może ta Ewnagelia uczy nas, jak bardzo chcemy uciec od brzydoty życia. A przecież w niej Bóg również nas zbawia.

Jakie to jest odległe od naszego przekonania co do Bożego działania.

amen

czytaj więcej

A oczy wszystkich (...) były w Niego utkwione

Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Nauczał Pan, chodząc po miastach, miasteczkach, wioskach. Przybył do Nazaretu. Tam również Go słuchali. Dziś mamy taki fragment.

W innym dowiemy się że nie będzie prorokiem we własnym kraju. Czyli nie będą słuchać.

Teraz jednak słuchają.

Może słuchają bo taki był zwyczaj, że się słuchało jak ktoś powstał do czytania oraz objaśniania. A może byli grzeczni.

A może chcieli skonfrontować te głosy które nadchodziły o Jego nauczaniu.

Z tej ewangelii nie dowiemy się co siedziało w głowach tych słuchaczy. Oprócz tego, że nie wyrzucili Go od razu oraz dopuścili do czytania.

Może to jest najważniejsze w życiu.

Dopuścić do głosu, przybysza. Słuchać. Jednak jak ktoś to samo cały czas mówi co wtedy?

Wierzyć, że słowa się spełniły.

Ale co to się dzieje z naszą wiarą później jak już uwierzymy? Zanim jednak będziemy się biczować za upadek naszej wiary, jej brak gorliwości, wpatrujmy się w te słowa dzisiejsze.

Mamy powstawać żeby czytać, aby objaśniać innym. Nie będziemy inaczej mieli uczestnictwa w ewangelii.

Jakie by to było piękne gdybyśmy mogli sobie nawzajem bez obaw z utkwionymi oczami móc objaśniać Pismo. Czyli mówić jak się żyje tym Pismem.

Chyba jeszcze daleko do tego w naszym życiu.

Nie wiem.

amen

czytaj więcej

Cud w Kanie Galilejskiej

J 2, 1-11

Pierwszy cud okazał się zupełnie nie związany z wielką misją Mesjasza czyli zbawienia wszystkich ludzi. Sprawa dotyczyła smutku weselników, oraz być może dla uczniów żeby uwierzyli choć oni nie za bardzo to rozumieli wszystko. Ewangelista zapisał, że co prawda uwierzyli choć potem uciekali w momencie próby.

Może my też nie rozumiemy albo uciekniemy lub uciekamy?

Prawdopodobnie postąpimy tak jak całe życie postępujemy.

A życie rzeźbi nas do tego stopnia, że twarz w jakimś momencie odzwierciedla to życie. Stąd są twarze pogodne, straszne, wesołe oraz smutne. I choćbyśmy się śmiali, radowali czy płakali to twarz nie ukryje tego swojego wyrzeźbienia.

Matka Boża z pewnością miała taką twarz która miała w sobie zapisaną oczywistość bez wątpliwości. Bo pomimo tego dialogu z Synem, nie rokującego rozwiązanie, która to rozmowa nie wyrażała wcale zgody na cud, wie co będzie, skończy się dobrze dla weselników.

A jak rzeźbi nas życie? możemy dziś zapytać czy pyta nas dzisiejsza ewangelia opisująca cud na weselu.

Mamy sprawy wielkie w życiu, inne, trudne, nie do rozwiązania czy banalne, jakieś drobne na które nie zwracamy nawet uwagi. Jaka jest nasza koleina, i co ona mówi wszystkim wokół.

Bardzo często nic więcej nie potrzeba. Moglibyśmy zasypać ludzi ogromną ilością słów a one i tak nie odmienią ich przekonania co do sensu życia jaki im prezentujemy tą naszą twarzą. Czyli jaką ewangelię im przekazujemy. Naszą koleiną.

Cud w Kanie Galilejskiej jest bezlitosny. Pozornie przyjemny ale bezwzględny. W każdej chwili całe życie świadczy o nas. Nic nie ukryjemy, choć może nam się tak złudnie wydawać.

amen

czytaj więcej

Sens modlitwy

Łk 3, 15-16. 21-22

…lud oczekiwał w napięciu informuje dziś ewangelista.

I to jest sens modlitwy.

Najpierw czekać. Do tego całe życie.

Czyli  nie możemy łudzić się, że spotkaliśmy Boga i wszystko wiemy. I  nie ma co porzucać oczekiwania ani zniechęcać się gdy Bóg nie nadchodzi.

Po drugie czekać z niewiadomą oraz niepokojem jak to będzie?

Bo po pierwszych sukcesach, przychodzi rozczarowanie. Albo po kolejnym nawróceniu oraz gorliwości z niego wynikającej. A lubimy kolekcjonować nawrócenia. Każde kolejne wydaje się tym naprawdę ostatnim nawróceniem.

Tak jak w ewangelii dziś, przyszedł  Mesjasz i przyjął chrzest, tak jak wszycy wokół niego. Co prawda oni usłyszeli głos! z nieba. Ale nic innego nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Dalej musieli czekać tamci ludzie z ewangelii dzisiejszej. A i tak ostatecznie porzucili to swoje oczekiwanie albo zamienili na obojętność.

Czy to aby nie jest opis naszej modlitwy.

Modlitwa przeradza się często w znaną rutynę. Z której czynimy nudę, której się obawiamy a potem mamy z niej winę. Choć nuda jest także częścią modlitwy. Daje możliwość pokonania własnej pychy.

Jednak żeby tak się stało musimy zgodzić się na bezradność
w naszej modlitwie.

Ostatecznie jest rozczarowanie modlitwą, a dopiero taki stan otwiera nam serce na Boga. Bo wtedy nie ograniczamy Go naszym wyobrażeniem czy pragnieniami.

A wszystko to, nic innego jak droga chrztu.

Nie ma innej drogi rozwoju chrztu jak modlitwa. wytrwała codzienna praca ducha. wierna praca.

Jednak każdy ma swoją modlitwę.

Te urzędowe modlitwy spełniamy a przecież mamy swoje jedyne, które potrafimy bardziej lub mniej przybliżyć innym. One dają możliwość pokonania własnej pychy. czyli uwierzenia, że Bóg wszystko może ale mamy czas na to.

amen

czytaj więcej
niedziela, 26 maja 2019

modlitwa