Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Eucharystia

J 13, 1-15

Eucharystia. Dla niej żyjemy. Z nią umierać chcemy. Chcielibyśmy móc przyjąć Komunię świętą i zasnąć w pokoju. Ale nie wiemy jakie będą nasze dzieje. Co Bóg nam przeznaczył. Jaką drogę? Ile cierpienia? Ile łagodności a może tylko smutek lub odwrotnie pokój który chętnie będziemy potrafili dawać innym. Że tak postąpimy duchowo że będziemy obdarowywać ludzi ewangelią a jeśli nie wprost to dobrem.

Po to Pan przyszedł do nas. I dlatego dziś gromadzi nas na wieczerzy swojej. To tu możemy czerpać siłę do życia, do niesienia pokoju innym. Najpierw tym co są wokół nas. Choć to może być trudne. Lub już zamknęło nas na niekończącą się łaskę bijącą od Pana ukrytego w konsekrowanym chlebie. Wobec najbliższych najtrudniej świadczyć.

A może celowo nas Pan powołał do życia, abyśmy wzajemnie siebie nawracali. A jeszcze bardziej, żebyśmy przybliżali się do Niego wlaśnie przez to niezrozumienie najabliższych, jeśli tak się wydarzy.

Chcielibyśmy kochać najbliższych a to okazuje się bardzo trudne lub najtrudniejsze. My wiemy o sobie bardzo wiele gdy jesteśmy blisko siebie. I wtedy to co mówimy odarte jest od razu z fałszu i pozostaje sama prawda, tyle ile jej jest.

Dlatego być może Pan pozostawił się w chlebie dla nas, że tu już nic nie da się zedrzeć. Jest sama miłość.

Chyba, że wciąż poszukujemy czegoś innego. Że będzie inaczej, że będzie lepiej, że będą inni lepsi a ci wokół ostatecznie mogą być ale przecież nie tacy powinni być. Albo juz jest nam szystko jedno.

Bo gdy będą wreszcie wszyscy inni to będzie wtedy dobrze, nie tylko im ale i mnie. Albo napierw mnie.

A tymczasem eucharystia jest dla nas spełnieniem, źródłem które napełnia nas całe życie. a innym możemy dać tylko tyle ile sami się napełnimy. A kierunek oraz metoda napełniania jest zawsze ta sama. Tak jak eucharystia. Prostota. W przecinym wyapdku będziemy tylko przeszkadzać innym oraz sobie aby dojrzeli piękno miłości. I dobra.

amen

czytaj więcej

Ja Ciebie nie potępiam, idź odtąd już nie grzesz

J 8, 1-11

Najbardziej krzepiące w tym zdarzeniu ewangelicznym jest fakt odchodzenia najstarszych najszybciej. Może dlatego że mieli najwięcej grzechów a może że byli najmądrzejsi więc najszybciej zrozumieli swoje zacietrzewienie. Choć takie było prawo żeby takie osoby kamienować.

Oni spełniali tylko prawo. Choć przyszli do Jezusa zapytać co o tym sądzi. I albo by go oskarżyli o łamanie prawa albo lud przekonałby się że nie różni się niczym od nich, naucza tego samego tylko jest dziwny, bo łamie prawo w innych sprawach.

Jest taka powszechnie znana prawidłowość że najbardziej piętnujemy co samych nas męczy. Jednak zatem musieli mieć pełno grzechów jakimi oskrżali tę kobietę. Nie jest to pocieszające, że elita tak się prezentowała.

Z drugiej strony byli zatem bardzo ludzcy ale ukrywali te swoje słabe strony. I to może być najbardziej trudne dla innych oraz bolesne.

A czy my ukrywamy swoje ciemne strony? Gdzieś warto gdzieś nie warto ukrywać.

Dlatego Pan mówi ja Ciebie nie potępiam, idź odtąd już nie grzesz. Nie żąda sprawozdania z jej zła. Ani szczegółowego ani najbardziej ogólnego.

Czy faktycznie jest możliwe aby nie grzeszyć?

Czy Dobry Bóg żąda czegoś nie możliwego?

Każde zdarzenie w ewangelii jest napierw banalnie proste a później okazuje się wyzwaniem przekraczającym nasze przyzywczajenia, nasze wyobrażenie, to jak żyjemy. Zatem życie bez grzechu jest takim wyzwaniem. A jeszcze bardziej myślenie że tak możemy żyć.

amen

czytaj więcej

W pewnym momencie powstaje konieczność powrotu do domu

Łk 15, 1-3.11-32

Ta przypowieść jest chyba najbardziej znaną z całej ewangelii. Jest czytelna dla każdego. Dla niewierzących również. Oto ktoś chciał uciec z domu, zabrał co mu się należy, otrzymał to, potem wszystko stracił, odmieniony postanowił wrócić. A w domu został przyjęty pomimo swoich głupot które narobił w życiu.

To jest uniwersalna historia.

Jest naturalną czy wręcz konieczną sprawą wyjechać z domu. Po swojemu żyć. Szukać w ten sposób mądrości albo w ogóle równowagi. Czasami się to udaje czasami kończy tragicznie. A w pewnym momencie powstaje konieczność powrotu do domu. Może zawsze zresztą gdzieś się tli aczkolwiek może być zwalczana usilnie. Powrocić do domu aby skonfronotwać swoją mądrość, zyskać akceptację czy zrozumieć siebie samego.

Dobry Bóg tak uczynił, że bez zrozumienia przeszłości jesteśmy nie pełni. Choć ostatecznie napełnieni będziemy gdy całość stworzenia zyska pełnię. Czego symbolem jest starszy brat w tej przypowieści. On również musi zrozumieć kim jest. Pomimo że jest caly czas w domu, nie wiele zrozumiał ze swojego życia. Okazał się niewolnikiem. A przecież jest synem.

Jak wielu jest na świecie którzy wciąż szukają siebie, niszczą siebie innych albo uciekają od domu rodzinnego widząc w nim tylko przemoc, albo pozostają w domu zamykając sobie drogę do rozwoju czyli tych różnych darów które przygotował im Dobry Bóg w ich życiu.

Ale to wszystko pewnie znamy z życia. Im dłużej żyjemy tym bardziej odkrywamy te prawidłowości. Tym co najmocniej porusza to postawa ojca z tej przypowieści. Wciąż godzi się na kolejne rozczarowania, straty a póżniej potrafi się radować bez niepotrzebnych niedomówień. I co najważniejsze wciąż bierze siły aby być oparciem.

Pewnie taki jest ojciec, tak go sobie wyobrażamy. Dużo dalibyśmy aby takieg mieć.

A może takimi mamy być dla innych.

amen

czytaj więcej

Bóg czeka aż się nawrócimy

Łk 13, 1-9

Kto jest tym ogrodnikiem a kto jest właścicielem ogrodu? Czy aby to nie jest Dobry Bóg który mówi o nas ludziach którzy nie przynoszą owocu.

Dobry Bóg chce ich wyciąć i pewnie wyrzucić poza ogród gdzieś gdzie gromadziło się odpady wszelkie z ogrodu. I one tam gniły, powoli rozpadając się. Ale jest ogrodnik który broni. Kto jest tym ogrodnikiem? Wkłada swoją pracę, wierzy w to że krzak wyda owoc.

Czy aby tym ogrodnikiem nie jest nasz Pan. On nam daje siły, wierzy w nas, troszczy się o nas. Może przedłuża nam życie? nawet o tym nie wiemy.

Ogrodnik to ogrodnik. Ale też to on będzie nas wycinał gdy nie przyniesiemy owocu. Dlatego możemy wyobrazić sobię taką rozmowę ogrodnika z właścicielem ogrodu co roku.

I czy gdy umieramy to jest wtedy to wycinanie? Czy umieramy bo przynieśliśmy ten owoc czy dlatego że nie przynieśliśmy owocu? Dla samego faktu nieodwołalności śmierci to może nie mieć znaczenia.

Ale dla czekania na śmierć może mieć.

Bo gdy umieramy to oznacza że przynieśliśmy już owoc zamierzony albo wystarczający. Tak się łatwiej żyje. O tym zresztą przekonuje nas pierwsza część dzisiejszej ewangelii z której dowiadujemy się że śmieć nie jest z zemsty Boga za zło ludzi.

A jedynie wymaga od nas albo raczej czeka aż się nawrócimy. Jest pocieszające że właściciel ogrodu przychodzi przez kolejne lata I nie znajduje owocu, możemy powiedzieć nie widzi nawrócenia. Wtedy daje czas na zmianę.

Możemy to my jesteśmy ogrodnikami dla innych. Mamy dać im czas w postaci naszego przekonania, że oni będą owocować.

Czy mamy w sobie tyle wiary w innych? To może być takie ćwiczenie wielkopostne. Ile w nas wiary w innych?

amen

czytaj więcej

Gdbyśmy zobaczyli Boskość nie wiedzielibśmy co powiedzieć

Łk 9, 28b-36

Przemienienie w ewangelii jest właściwie odsłonięciem chwały Pana. Wierzymy że ukazała się Jego Boskość.

Przemienienie o nim myślimy w ciągu życia. Pewnie bardziej intensywnie lub mniej w różnych okresach życia. Bądź odraczamy na kiedyś w przyszłości, tej dalekiej albo jakoś bliższej. Bądź porzucamy w ogóle, uznając że życie ma swój ciężar i brak sił aby zajmować się jeszcze czymś więcej niż jego niesieniem.

Jednak podlegamy całe życie przemianom. Nie jest to taka wielka zmiana jak w ewangelii dzisiaj widzimy. Ale nieustannie coś się w nas zmienia. Choć pozostajemy ciągle sobą. Może nam się wydaje że jesteśmy inni niż kiedyś a może słyszymy takie głosy że zmieniliśmy się jakoś albo bardzo. To ciągle pozostajemy sobą.

Przemienienie które pewnie jest celem naszego życia albo bardziej stworzenia któremu przeznaczył Dobry Bóg, jest w całości dla nas niedostępne. Gdbyśmy zobaczyli Boskość nie wiedzielibśmy co powiedzieć. Pewnie milczelibyśmy właśnie jak w czasie snu.

Skąd zatem mamy wiedzieć, że warto dążyć do tego przemienienia o którym dziś słyszymy w ewangelii. Chyba właśnie z powodu tego nieustannego zmieniania jakiemu podlegamy. Bo jak się tak zmieniamy to mogą być tylko dwie możliwości że albo prowadzi to do lepszego albo do gorszego końca.

Łącznie z tym przekonaniem, że nic się już nie zmieni w życiu. Jeśli żyjemy w takim stanie to potrzebujemy ogromnej siły aby ciągle utrzymywać to przekonanie.

I to właśnie jest najciekawsze w Przemienieniu Pańskim.

Ta siła kiedyś spowoduje, że powstanie w nas żal utraty tej zmiany. Oto nie zauważyliśmy własnej zmiany. To wtedy właśnie serce otwiera się na łaskę. Im większy żal tym więcej miejsca na łaskę. Czy to wykorzystamy albo jak zmieniliśmy się, przemieniliśmy się ewangelicznie o tym możemy rozmyślać w czasie wielkiego postu oczekując ostateczej przemiany śmierci w życie.

amen

czytaj więcej

Trzeba zacząć od miłosiernego spojrzenia

Łk 4, 1-13

Pan pełen Ducha, pełen modlitwy, ascezy a był kuszony.

Kusiciel wykorzystał zmysły, przymioty duchowe oraz więź z Bogiem. To były te trzy pokusy. Świat głodu ale także przyjemności bo jedzenie to również przyjemność.

Świat ducha, dziś mówimy wartości duchowe stały się możliwością pokusy, bo ta druga mówi o władzy. Władza, pokora, oraz wolność od pieniędzy. Królestwa opierają się na pieniądzu.

I ta najtrudniejsza.

Bo zły duch powołuje się na Słowo Boże. Wynika, że jest obeznany z Pismem.

Z tym wszystkim zmga się Syna Bożego, to co dopiero my, ludzie słabi wciąż poszukujący odpowiedzi na nasz niepokój serca. Taka dola życia.

Pokusy które nachodzą na nas nieustannie, a my zwalczamy je nieustannie. A ratunek tylko w tych słowach odstąpił od Niego do czasu. właście to tylko pocieszenie. Bo nigdy, widać z tego, nie zakończy się pokusa w życiu.

A może tak jest, że na innych przychodzą pokusy z którymi walczą są słabi, ale walczą. Nie ocenimy tego nigdy.

W wielkim poście pragniemy postąpić duchowo.

Może trzeba zacząć od miłosiernego spojrzenia na braci oraz siostry wokół nas. Jak wielki wysiłek podejmują codziennie aby walczyć. I chociaż być może ulegają pokusie, to pragną walczyć. Ale nie znamy ani wielkości pokusy ani siły ich walki. Oraz wstydu przegranej.

Łatwo jest ocenić oraz wyrzucić z serca innych bą są słabi.

Może bylibyśmy lepszymi ludźmi gdybyśmy uszanowli ich wysiłek. A zrobilibyśmy jeszcze większy postęp, gdybyśmy potrafili dzielić się własnym wysiłkiem walki z pokusami.

W modlitwie pańskiej prosimy o ochronę przed pokusą. Gdzieś zagubiła się wymiana tej naszej walki z pokusami. Czy jeszcze ufamy sobie na tyle aby nawzajem się uczyć.

amen

czytaj więcej

Bóg jest inny. Jego Miłosierdzie jest niepojęte.

Łk 6, 39-45

Dopiero jak w pełni się wykształcimy to możemy zostać nauczycielami. Głoszącymi Ewangelię a więc uczący Królestwa niebieskiego. Dopóki tak nie jest, jesteśmy ciągle uczniami. Więc tymi którzy coś wiedzą ale częciej nie wiedzą, a dużo muszą się uczyć.

Kiedy to można być w pełni wykształconym w Ewangelii? Bo każdy ma swoje pole działania. Jest nim życie. u każdego inne.

Dopiero gdy oddamy życie za Ewangelię to będziemy wiedzieli, że jesteśmy jej nauczycielami.

Tak było w starożytnym chrześcijaństwie. Ci którzy przeżyli męczeństwo na arenach z dzikimi zwierzętami, na krzyżach ukrzyżowani, stawali się świadkami na równi z aposotołami. Tak byli traktowni przez wspólnotę kościoła.

Bo w ewnagelii liczy się tylko jedno. Dobry owoc, ale do końca. I można mieć dużo dobrych owoców a przecież wiemy, że nagle wszystko możemy zepsuć. Bo nikt nie może sobie ani innym zagwarantować wolności od pokus ani, że nie ulegnie pokusie, ani że dawniej nie ulegał a teraz nagle pojawił się zły owoc.

Musimy być bardzo delikatni w ocenie naszych bliźnich, a jeszcze bardziej w ocenie samych siebie.

Jednak nie tyle delikatności nam potrzeba co prostej prawdy, że w tej sprawie zawsze jesteśmy ślepcami. Dlatego, że Bóg jest inny. Jego Miłosierdzie jest niepojęte.

Nie możemy łudzić się, że gdy dysponujemy wieloma słowami, różnymi mądrymi, świętymi, wzniosłymi, przejętymi od poprzednich pokoleń, to potrafimy oddać życie za Ewangelię. To się jedynie ostatecznie liczy. Wtedy dopiero będziemy jak nauczyciele. Wtedy On przyjmie nas do swego raju. A gdybyśmy przeżyli własne męczęństwo to się dowiemy co to jest nauczać Ewangelię ze spokojem w sercu. A tak nasze obfite serce będzie również miało niepokój w swoich głębiach.

amen

czytaj więcej

Miłujcie waszych nieprzyjaciół!

Łk 6, 27-38

Wszystko jest proste w tej ewangelii.

Jak będziemy miłować nieprzyjaciół, błogosławić tym co nienawidzą nas albo pożyczać bez oczekiwania na zwrot to będziemy faktycznie wolni oraz otrzymamy szczęście wieczne.

Skąd brać siły do ciągłego przegrywania. Bo jeśli będziemy postępować w ten sposób równa się nadużycie. Pozostaniemy bez środków do życia. Wielu chętnie żyje na cudzy koszt.

Tak żyć to jest nierealne.

A jednak ewangelię Pan nam dał abyśmy nią żyli.

Więc albo boimy się nią żyć i dlatego wciąż nam ciężko w życiu albo jakoś przeinaczamy te słowa.

Może musimy znaleźć się po drugiej stronie życia.

Jedna to drżenie żeby nic nie wydarzyło się smutnego, bolesnego, nic nie zmąciło spokoju.

Druga strona to śmierć, którą Pan przezwyciężył. Nikt tego nie widział a jedynie byli tacy którzy spotkali Go żywego oraz o tym świadczyli. W tym świadczeniu pewnie jest siła która pozwala żyć jak uczy dziś Pan.

Ta klejność zatem jest odwrotna.

To nie jest tak, że będziemy oddawać wszystko a później staniemy się wolni oraz szczęśliwi.

Tylko najpierw musimy być szczęśliwi oraz wolni bo świadczymy o zmartwychwstaniu Pana, z tego płynie siła by błogosławić przeklinających nas.

Może dlatego, że tak mało jest tych któtrzy potrafią ze spotkania z Panem uczynić jedyny cel życia, to te słowa wydają się nie możliwe bądź zaczynamy od razu zmieniać ich sens.

A może jednak jest dużo takich osób, tylko ich nie widzimy bo sami nie żyjemy zmartwychwstaniem.

Dlatego te słowa dzisiejsze stały się naszymi nieprzyjaciółmi? To pokochajmy je.

amen

czytaj więcej

Chcemy być bogaci, syci, radośni, chwaleni

Łk 6, 17.20-26

To jest takie odwrócenie tego co przyjmujemy za szczęście.

Bo raczej rzadko jest nam dobrze, jak nam jest źle. Albo źle, jak nam się powodzi.

Gdy nam się nie powodzi, dążymy do zmiany za wszelką cenę. Bo ubóstwo, smutek, płacz, nienawiść to dowody naszej klęski oraz wstyd przed innymi.

Natomiast jak nam się powodzi to gdy przychodzi pogorszenie, jest nam źle z dwóch pwodów. Pierwszy bo właśnie coś niedobrego się dzieje a po drugie, że tracimy ten stan satysfakcji życiowej, dobrego kierunku.

Błogosławieństwa są takie proste oraz czytelne a tak trudne w realizacji. One są nie z tej ziemi krótko mówiąc. Dopiero gdy chcemy nimi żyć, okazuje się jak nieważne jest wszystko do czego jesteśmy przyzwyczajeni czym żyjemy. Bo świat usiłuje żyć jak tego zapragnie.

Ale czy faktycznie potrafimy uznać smutek, nieszczęście, chorobę, brak zabezpieczenia w życiu, niepewność i żyć tak mając w sobie pewność, że Bóg jest z nami wtedy najbardziej. I żyć pełnią życia. Bez zawiści dla innych że im się powodzi. Albo jak żyć będąc bogatym i nie bojąc się wszystkiego stracić a później dalej pozostać szczęśliwym gdy tak się stanie.

Może dążymy do połączenia błogosławieństw z przekleństwami. Chcemy być bogaci, syci, radośni, chwaleni przez wszystkich. I by trwało tak cały czas oraz po śmierci. Wydaje się to niedorzeczne.

A jednak bardzo trudno uznać Dobroć Boga w cierpieniu. Może to jest jedyny sens i droga naszej modlitwy. Odkrywać Dobroć Boga, Jego błogosławieństwo w niepowodzeniu.

Każdy sam sobie odpowiada.

amen

czytaj więcej

Jak słuchać słowa Bożego

Łk 5, 1-11

Kolejność była taka, że Pan nauczał z łodzi a później wypłynęli i złowili mnóstwo ryb które nie mieściły się w jednej łodzi.

Nauczał Pan ale nie wiemy o czym. Bo ewangelista nie streszcza tamtej nauki. Przeważnie tak jest, że trzeba najpierw nauczać się żeby potem były owoce. Żadko coś jest wartościowego bez jakiejkolwiek szkoły czy to życia czy bardziej sformalizowanej szkoły. Choć czasami ludzie tworzą jakieś arcydzieła bez szkoły. Bo uczenie ich niszczy.

Z ewangelii wynika, że jak będziemy nauczać to będą ludzie przychodzić. Będą się wielkie sprawy działy.

Jednak żeby nauczać, trzeba najpierw słuchać słowa Bożego. Może właśnie naszym życiem nauczamy bez słuchania. Bo nauczamy, nauczamy a grono słuchaczy wokół jak by się kurczyło a nadzwyczajne wydarzenia to nie wiem czy kiedykolwiek były naszym udziałem.

Jak słuchać słowa Bożego, daje nam przepis dzisiejsza ewangelia.

Trzeba się cisnąć a jednocześnie mieć dystans, być z oddali do tego słowa.

Tylko słowo Boże może nam rozświetlić sytuacje bez wyjścia, ale jednocześnie jest tylu głosicieli a mówią sprzeczne interpretacje, że musimy zachować dystans. Samemu ostatecznie ryzykować na głębinach naszego życia. Czyli w tych sytuacjach całkiem ciemnych. Nie tylko głębia morza jest całkiem ciemna.

Czy to jest jakieś przekleństwo czy szansa jedyna zresztą, owa samotność wobec słowa Bożego. Wobec jego głębi.

Może tylko takie, jak dzisiejsza ewangelia zapisała ludzi będziesz łowił mówi Pan do Piotra.

Nikt za nas, nie wypowie słów które możemy kierować do bliźniego. Nikt nie przeżyje, za nas życia. Nikt, nie odcierpi naszego bólu.

Możemy oczekiwać zdumienia jak święty Piotr, ale dopiero jak będziemy nieustannie słuchać słowa Bożego a mieć dystans to będziemy łowić a nie dziwić się efektom naszego połowu.

amen

czytaj więcej
poniedziałek, 26 sierpnia 2019

modlitwa