Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Dzień Życia Konsekrowanego

Łk 2, 22-32

Od 1997 roku obchodzimy Dzień Życia Konsekrowanego.

Z jednej strony całe życie konsekrowane to wielkie święto. Naprawdę nic więcej nie potrzeba do życia. Skoro Pan nas wybrał a my odpowiedzieliśmy całym naszym życiem. A są zazwyczaj dwa wezwania. Drugie to profesjonlany zawód, co pewnie wielu dziwi. Szczególnie konsekrowane sióstry było zakryte dla wielu. Mało kto wiedział, że prowadzą różego rodzaju instytucje, prace naukowe, budowy, leczą ciało i psychikę, dają rekolekcje, komponują, piszą literaturę religijną, poezję, sprzedają karpie. I tak możemy wyliczać.

Z drugiej, co to jest 22 lata w historii Kościoła. Nigdy wcześniej tego nie było, bo musi być pokora w życiu konsekrowanym a całe jest nastawione na innych. Najpierw na Boga a potem na wszystkich ludzi. Na końcu dopiero na samego konsekrowanego oraz jego wspólnotę. To po co świętować! Czyżby więc pokora od 22 lat nie miała znaczenia?

Dlaczego tak trudno uczynić z życia konsekrowanego świadectwo zapierające dech w piersi innym. Że od razu chcą, muszą, nie widzą innej drogi jak tylko podobnie żyć.

Może tak jak w tej ewangelii dzisiejszej.

Trzeba być cały czas przed śmiercią. A przed śmiercią jest każdy wtedy gdy wie, że już nie ma odwrotu. Już nic nie uratuje, nikt nie podaruje życia, ono się kończy za chwilę, za jakiś czas ale już nie długi, znany nam.

Czy myślimy teraz o strachu czy o szczęściu? Strach nie uczyni nas świętymi co najwyżej niewolnikami. który też potrafi wykonywać piękne rzeczy, wielkie. Ale jak mu każą.

Stąd nie możemy pociągnąć za sobą nikogo, bo jesteśmy jak niewolnicy? Czy pokorę osiągnęliśmy a tej ludzie boją się. Zatem unikają za wszelką cenę.

amen

czytaj więcej

Nie przekupimy Boga naszą pobożnością

Łk 4, 21-30

I okazało się, że słuchacze podziwiali piękną mowę Pana, zapewne ogranął ich Jego osobisty urok, jakiś niepowtarzalny.

Ale, do czasu.

Wszystko prysnęło gdy przyszła prawda.

Nic nie stanie się bez wysiłku. W tym wypadku bez pracy wysiłku wiary.

Oraz, Bóg działa po Bożemu czyli On wie jak, oraz ma moc, a my jesteśmy tylko ludźmi. Swoje cierpimy, żyjemy a Bóg działa, nawet dla nas ale po ludzku w niezrozumiały sposób.

A ponad to wszystko, możemy być nawet pewni naszej wiary, naszego przymierza z Bogiem ale nie przekupimy Boga. Nawet największą naszą pobożnością.

Gdy zostajemy przez kogoś lub jego cierpinienie zagadnięci to wiemy, że tak jest, niespodziewamy się, że możemy mieć jakiś bezpośredni wpływ na Boga. Ale gdy dzieje się źle nam, narasta w nas jakiś osad niewdzięczności Bogu czy oskarżania.

Jeszcze raz jak spojrzymy na słowa przekazane przez ewangelistę, ludzie tamtejsi podziwiali pełne łaski słowa. Tak bardzo pragniemy żyć w świecie zachwytu. A przecież życie jest zawsze całe. To znaczy ma blaski oraz cienie, miłość oraz nienawiść.

Być może ta Ewnagelia uczy nas, jak bardzo chcemy uciec od brzydoty życia. A przecież w niej Bóg również nas zbawia.

Jakie to jest odległe od naszego przekonania co do Bożego działania.

amen

czytaj więcej

A oczy wszystkich (...) były w Niego utkwione

Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Nauczał Pan, chodząc po miastach, miasteczkach, wioskach. Przybył do Nazaretu. Tam również Go słuchali. Dziś mamy taki fragment.

W innym dowiemy się że nie będzie prorokiem we własnym kraju. Czyli nie będą słuchać.

Teraz jednak słuchają.

Może słuchają bo taki był zwyczaj, że się słuchało jak ktoś powstał do czytania oraz objaśniania. A może byli grzeczni.

A może chcieli skonfrontować te głosy które nadchodziły o Jego nauczaniu.

Z tej ewangelii nie dowiemy się co siedziało w głowach tych słuchaczy. Oprócz tego, że nie wyrzucili Go od razu oraz dopuścili do czytania.

Może to jest najważniejsze w życiu.

Dopuścić do głosu, przybysza. Słuchać. Jednak jak ktoś to samo cały czas mówi co wtedy?

Wierzyć, że słowa się spełniły.

Ale co to się dzieje z naszą wiarą później jak już uwierzymy? Zanim jednak będziemy się biczować za upadek naszej wiary, jej brak gorliwości, wpatrujmy się w te słowa dzisiejsze.

Mamy powstawać żeby czytać, aby objaśniać innym. Nie będziemy inaczej mieli uczestnictwa w ewangelii.

Jakie by to było piękne gdybyśmy mogli sobie nawzajem bez obaw z utkwionymi oczami móc objaśniać Pismo. Czyli mówić jak się żyje tym Pismem.

Chyba jeszcze daleko do tego w naszym życiu.

Nie wiem.

amen

czytaj więcej

Cud w Kanie Galilejskiej

J 2, 1-11

Pierwszy cud okazał się zupełnie nie związany z wielką misją Mesjasza czyli zbawienia wszystkich ludzi. Sprawa dotyczyła smutku weselników, oraz być może dla uczniów żeby uwierzyli choć oni nie za bardzo to rozumieli wszystko. Ewangelista zapisał, że co prawda uwierzyli choć potem uciekali w momencie próby.

Może my też nie rozumiemy albo uciekniemy lub uciekamy?

Prawdopodobnie postąpimy tak jak całe życie postępujemy.

A życie rzeźbi nas do tego stopnia, że twarz w jakimś momencie odzwierciedla to życie. Stąd są twarze pogodne, straszne, wesołe oraz smutne. I choćbyśmy się śmiali, radowali czy płakali to twarz nie ukryje tego swojego wyrzeźbienia.

Matka Boża z pewnością miała taką twarz która miała w sobie zapisaną oczywistość bez wątpliwości. Bo pomimo tego dialogu z Synem, nie rokującego rozwiązanie, która to rozmowa nie wyrażała wcale zgody na cud, wie co będzie, skończy się dobrze dla weselników.

A jak rzeźbi nas życie? możemy dziś zapytać czy pyta nas dzisiejsza ewangelia opisująca cud na weselu.

Mamy sprawy wielkie w życiu, inne, trudne, nie do rozwiązania czy banalne, jakieś drobne na które nie zwracamy nawet uwagi. Jaka jest nasza koleina, i co ona mówi wszystkim wokół.

Bardzo często nic więcej nie potrzeba. Moglibyśmy zasypać ludzi ogromną ilością słów a one i tak nie odmienią ich przekonania co do sensu życia jaki im prezentujemy tą naszą twarzą. Czyli jaką ewangelię im przekazujemy. Naszą koleiną.

Cud w Kanie Galilejskiej jest bezlitosny. Pozornie przyjemny ale bezwzględny. W każdej chwili całe życie świadczy o nas. Nic nie ukryjemy, choć może nam się tak złudnie wydawać.

amen

czytaj więcej

Sens modlitwy

Łk 3, 15-16. 21-22

…lud oczekiwał w napięciu informuje dziś ewangelista.

I to jest sens modlitwy.

Najpierw czekać. Do tego całe życie.

Czyli  nie możemy łudzić się, że spotkaliśmy Boga i wszystko wiemy. I  nie ma co porzucać oczekiwania ani zniechęcać się gdy Bóg nie nadchodzi.

Po drugie czekać z niewiadomą oraz niepokojem jak to będzie?

Bo po pierwszych sukcesach, przychodzi rozczarowanie. Albo po kolejnym nawróceniu oraz gorliwości z niego wynikającej. A lubimy kolekcjonować nawrócenia. Każde kolejne wydaje się tym naprawdę ostatnim nawróceniem.

Tak jak w ewangelii dziś, przyszedł  Mesjasz i przyjął chrzest, tak jak wszycy wokół niego. Co prawda oni usłyszeli głos! z nieba. Ale nic innego nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Dalej musieli czekać tamci ludzie z ewangelii dzisiejszej. A i tak ostatecznie porzucili to swoje oczekiwanie albo zamienili na obojętność.

Czy to aby nie jest opis naszej modlitwy.

Modlitwa przeradza się często w znaną rutynę. Z której czynimy nudę, której się obawiamy a potem mamy z niej winę. Choć nuda jest także częścią modlitwy. Daje możliwość pokonania własnej pychy.

Jednak żeby tak się stało musimy zgodzić się na bezradność
w naszej modlitwie.

Ostatecznie jest rozczarowanie modlitwą, a dopiero taki stan otwiera nam serce na Boga. Bo wtedy nie ograniczamy Go naszym wyobrażeniem czy pragnieniami.

A wszystko to, nic innego jak droga chrztu.

Nie ma innej drogi rozwoju chrztu jak modlitwa. wytrwała codzienna praca ducha. wierna praca.

Jednak każdy ma swoją modlitwę.

Te urzędowe modlitwy spełniamy a przecież mamy swoje jedyne, które potrafimy bardziej lub mniej przybliżyć innym. One dają możliwość pokonania własnej pychy. czyli uwierzenia, że Bóg wszystko może ale mamy czas na to.

amen

czytaj więcej

Królestwo moje...

Mt 2, 1-12

Królestwo moje nie jest z tego świata powie przed skazaniem na śmierć, za 30 lat to Nowonarodzone Dzięcię, któremu dzisiaj kłaniają się Mędrcy, a tradycja przekazuje Królowie.

A inny król z dzisiejszej ewangelii pragnie od razu zabić to Nowonarodzone Dziecię.

Posiadamy albo jakieś królestwa, albo jakieś mądrości. Większe lub mniejsze czy głębsze lub płytsze. I jakoś nimi dysponujemy. Bo zawsze czymś dysponujemy oraz coś posiadamy.

Ale najpierw musimy sami ze sobą ustalić gdzie jest nasze królestwo oraz na czym polega nasza mądrość. Z pewnością ona jest mądra dla nas. Dlatego żadko odstępujemy od swoich przekonań. Ale czy są dla innych?

Może się też zdarzyć, że nic nie będziemy posiadali, bo popadniemy w takie nieszczęście, ale wtedy świat zupełnie inaczej wygląda niż teraz nam się wydaje jaki on jest, oraz my w nim.

I dziś ewangelia pragnie nas zachęcić do ofiarowania tego wszystkiego. Nawet chętnie oddajemy, tylkom że to co nie należy do nas?

Albo możemy wciąż zadawać nawet gorliwie! pytanie gdzie narodził się  Mesjasz? Niby wiemy, a konsekwentnie żyjemy jak byśmy nie wiedzieli. Że skoro Pan jest ubogi to co dopiero Jego sługi!

A może chcemy pozbyć się  tych, którzy prowadzą nas do Mesjasza, choć jak wynika z dzisiejszej ewangelii mogą nawet o tym nie wiedziećm że prowadzą do Mesjasza ani nawet jaki on jest?

W naszym życiu jest wielu ludzi, oraz było takich wielu, którzy wskazywali nam drogę, a nie braliśmy tego kierunku czy wskazówek na serio. 

Chcielibyśmy aby świat się zmienił, ale siebie nie zmieniamy. Lub snujemy łudzenia jaki to świat jest nieprzyjemny dla Nowonarodzonego a przecież On w naszym sercu urodził się oraz mieszka.

amen

czytaj więcej

1 stycznia, środa, Nowy Rok 2019

Łk 2, 41-52

Każdy miał rodzinę. Każdy żyje w jakiejś rodzinie. Większej lub mniejszej, szczęśliwszej lub mniej szczęśliwej. Lub żyje w samotności patrząc na rodziny być może z tęsknątą lub żyje w jakiejś wspólnocie która jakoś czerpie inspirację czy naśladuje Świętą Rodzinę.

Rodzina to z jednej strony coś znanego, prostego, oczywistego a z drugiej skomplikowanego wobec której nie potrafimy zaradzić gdy dzieje się coś złego w niej. Może czasami wiemy jak powinno być w rodzinie ale jak to osiągnąć tego już nie potrafimy.

W tej dzisiejszej ewangelii widzimy troskę oraz rozmowę o trudnej sytuacji. Konfrontacja dziś używamy tego słowa. Ale też zgodę na brak wiedzy oraz niezrozumienie.

Rodzina Święta żyła z niezrozumieniem co to się takiego wydarzyło w czasie powrotu z Jerozolimy. Trudno jest ufać gdy nie mamy pełnej wiedzy. A z drugiej strony na tym polega ufność że nie znamy. 

I tak całe życie przebiegnie nam pomiędzy pragnieniem poznania w całości a niezrozumieniem niektórych wydarzeń naszego życia. Szczególnie widoczne to jest w rodzinie. Ale również we wspólnotach zakonnych. Im dłużej żyjemy tym bardziej odkrywamy jakie niejsane są dzieje czy wybory poszczególnych bliskich nam osób.

Możemy rozważać w sercu, możemy pytać czy musimy konfrontować, troszczymy się o siebie nawzajem a jednak czy będziemy czynić postępu u Boga oraz u ludzi tego nie dowiemy się nigdy aż dopiero na końcu naszego życia albo raczej po jego zakończeniu. Być może dlatego Pan Bóg stworzył rodziny bo ona zawsze odziera nas z pychy. Albowiem nikt nie jest prorokiem we własnej ojczyźnie jak zapewnia nas Pan. W rodzinie każdy jest najpierw dzieckiem własnej matki oraz ojca.

I to się jedynie liczy.

Reszta to jakieś maski, konieczne, czasami bardzo prawdziwe lub bolesne ale tylko rodzina nadała nam kierunek oraz przekazała nam pewność miłości lub tęsknotę za nią.

Albo Bóg bezpośrednio z nieba.

Nie mamy innej drogi. Szanujmy własną rodzinę. Oraz błagajmy Boga o miłość.

amen

czytaj więcej

Niedziela - 30 grudnia 2018

Łk 2, 16-21

Nadano mu imię Jezus.

Tak jak każdemu nadaje się imię.

Mamy te imiona przez całe życie. Niektórzy zmieniają. Albo używają drugiego imienia, trzeciego lub pseudonimu albo przezwiska.

Do tego stopnia mogą być takie zamiany że możemy przeżyć zdziwienie że kogoś znamy od lat a podając w urzędzie dane albo na korespondencji nagle czytamy inne imię. Wtedy okazuje się że ono nie pasuje nam do tego człowieka którego dobrze znamy.

Pan otrzymał imię zanim się począł w łonie Matki Bożej.

Każdy ma takie imię od Boga, zanim zjawia się na świecie.

Tym imieniem jest nasze życie niepowtarzalne. My robimy z niego użytek równie niepowtarzalny. Nikt nie potrafi tak żyć jak my. bo każdy prowadzi inne życie.

Choć w jakimś stopniu może wydawać się podobne, nie do odróżnienia od innych. Szczególnie tam gdzie jesteśmy podobni do siebie w swoich zajęciach, zaintereswowaniach.  Ale to tylko powierzchownie jest podobne. W rzeczywistości każdy prowadzi inne życie. A jeszcze bardziej dziwne jest to, że dopiero gdy zechce nam opowiedzieć o swoim życiu to zobaczymy jak jest inne od wszystkich.

Na początku roku możemy to wszystko jeszcze raz sobie uświadomić. Tak zresztą jak z całym rokiem. Są podobne do siebie
a przecież zupełnie inne. Żeby znowu z upływem czasu zatrzeć w sobie tę inność. To są znowu tylko lata które minęły. I tak wygląda upadek życia duchowego. Wszystko staje się nijakie.

Matka Boża rozważała wszystko w sercu. To jedyna metoda chroniąca przed upadkiem, rozważanie własnego życia. da nam dostęp do źródła naszego imienia. Do Miłości.

To nic innego ponad to co zapisał dziś ewangelista czyli wielbić oraz wysławiać Boga. Szukać w tym wszystkim co przynosi dzień uwielbienia Boga.

Łatwo wielbić gdy dobrze nam, ale gdy cierpimy, albo jesteśmy osamotnieni, albo brak sił. Wysławianie staje się niemożliwe. Pozostaje tylko cisza lub bezsilność. Wtedy jesteśmy blisko Nowonarodzonego.

A tylko to liczy się w życiu.

 

amen

czytaj więcej

Świętego Szczepana

Mt 10, 17-22

Dziś męczeństwo świętego Szczepana.

Możemy myśleć o mądrości życiowej która uczy że po okresie radości albo dobrego w życiu pojawiają się trudne sprawy. Dobrze jest myśleć o tych dobrych w chwilach złych i na odwrót. Ale cierpienie może być take wielkie że nie ma sił na myślenie o dobrych a w czasie szczęścia kto będzie myślał o nieszczęściu.

Są niektórzy którzy przeżywają strach gdy im się dobrze wiedzie. A jak jak źle to są spokojn bo wiedzą że kiedyś minie to zło. Wreszcie kiedyś musi się skończyć.

Taka mądrość jest pewnie udziałem osób które musiały jakiś kapitał w życiu nagromadzić. Bo ta mądrość wynika z doświadczenia życiowego. Tego pewnie nie da się nauczyć teoretycznie.

I Pan nam podopowiada w jakimś sensie sposób na tę mądrość aby być wytrwaly cały czas. Czyli jak dobrze ale też jak źle. A może się zdarzyć że będziemy wręcz w nienawiści u wszystkich! Jak żyć w takiej sytuacji. Całkowitego odrzucenia. To jest pewnie jakieś doświadczenie całkiem nam obce. Bo zawsze ktoś był z kim mogliśmy zamienić choćby jedno słowo.

A mamy być przygotowani na całkowite odrzucenie. Jak się przygotować na taki stan? Czy to jest możliwe? Być w całkowitej samotności oraz uciekać przed wszystkimi.

Rozpatrujemy to tylko dziś teoretycznie. My tu. Ale na świecie to jest często praktyka. Dla nas samo myślenie o cierpieniu z powodu wiary jest trudne i chyba bolesne.

A z drugiej strony to nie musi być nam obce. Taki stan wyobcowania w różnych sytuacjach życia. Albo gdy właśnie patrzymy na żłóbek. Sami tylko możemy próbować odsłonić co to znaczy Boże Narodzenie. Jak to się stało że Wszechmocny Bóg staje się bezbronny. Nikt nam nie pomoże w przybliżeniu się. Tylko sami możemy wziąć ten ciężar spotkania z Wszechmocnym Bogiem który jest słaby.

czytaj więcej

Żłobek

Łk 2, 15-20 BN

Mamy przychodzić do żłóbka aby patrzeć na Boże Dziecię.

Z tego płynie prawda o naszy życiu. O naszym wysłku. O znajdywaniu sił do pokonywania trudności. O sposobie rozmowy z innymi, że oto Bóg jest w bezbronnym to musi być wszędzie, w każdym. Tym samym o naszym rozumieniu świata oraz Boga. Oraz z tego patrzenia płynie cisza. Bo cisza była wokół aż dopiero aniołowie przybyli z nieba co spowodowało zamieszanie. I my wytwarzamy wiele zamieszania w święta albo tuż przed. 

Ale przecież  żeby pojąć Boże Narodzenie, ponownie trzeba w ciszę nie tyle ucieć co zamienić się.

Bo żłóbek choć ma figury zatrzymane w ruchu ale przedstawiające właśnie ruch oraz zgiełk, to przekonuje nas do ciszy. Aby patrzeć i zobaczyć Boga który jest bezbronny, swoje życie w którym On jest. Innych w których też jest.

Ile to razy przedstawialiśmy sobie ten prosty obraz Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę. Niekońcczą się nasze myśli a z drugiej wydają się takie znane, że aż zupełnie bez znaczenia. Spowszedniały.

Dlatego autor ewangelii zaprasza do niekończącego się trwania w ciszy, przez całe nasze życie.

Ona przemówi. Zawsze. My patrzymy, Pan patrzy na nas. Cisza trwa. Przepływa miłość.

amen

czytaj więcej
poniedziałek, 26 sierpnia 2019

modlitwa