Apostolstwo Modlitwy

Godziny Mszy Świętych

W niedziele i święta:

6:00,  7:30,  9:00,
11:00,  12:30,  15:30,  18:00

W dni powszednie:

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:30, 18:00

zobacz dokładny plan -»

Całodzienna spowiedź

W dni powszednie:

Od 6:00 - 12:00

i od 14:30 - 17:30

 

W niedziele i święta:

Tylko w czasie Mszy Świętych.

Dyżury spowiedników »

 

Aleksandra Dziedzic - radna Rady Miasta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, PiS Kraków, Rada Miasta Krakowa okręg 5, Bieżanów Prokocim, Podgórze, Małgorzata Wassermann

Homilie

Zauważmy jeszcze raz

Mk 1, 29-39

Pan nie rozmawia ze złymi duchami. Tylko je wyrzuca. One go znają, bo wiedzą po co przyszedł.

Nie rozmawia,  z tego możemy wnioskować, że rozmowa taka jest do niczego nie potrzebna. Pewnie dlatego,  że zły duch zawsze nas zwiedzie gdy się nim zainteresujemy. Gdy damy mu choć kawałek siebie. I jeszcze chętnie rozmawiamy ze złym duchem bo mamy takie złudzenie, że uda się nie przegrać. Że ma coś ciekawego a ostatecznie zawsze uda się uciec przed skutkami siły złego ducha.

Choć też wiemy, że jeszcze nikomu nie udało się wygrać ze złym duchem jak tylko całkowicie odwracając się od niego. Heroicznie możemy powiedzieć. Pomimo że to wiemy to prawie nieustannie dajemy się zwieźć.

Może dlatego, że postępujemy jak w tej ewangelii Szymon Piotr pośpieszył z towarzyszami aby oznajmić wszyscy Cię szukają. Nikt nie zaczął stosować nauczania. Ale Pan ich nauczył jak mają żyć. Co mają robić. Chcieli Pana spotkać. Nauczanie nie ważne okazało się dla nich.
A ludzie na odwrót.

 

(...)

czytaj więcej

Powołanie

J 1, 35-42

Dziś ewangelia opisuje powołanie. To wezwanie każdego z nas. Każdego ale w tym co najważniejsze.

Oto Pan woła do swojego domu, w konkretnej godzinie z konkretnej rodziny. I Pan daje nowe imię. Czyli nowe zadanie w życiu.

To nic nowego bo to wszyscy wiemy. Bo praktykujemy wszyscy. Począwszy od chrztu. On jest powołaniem.

Tu zaczyna się nasza droga za Panem.

Wiele trudnych chwil. Pięknych również. Oraz wiele zwykłych, że nie odróżnimy jednego dnia od drugiego. Takie jest powołanie. Możemy nie zauważyć kiedy powszedniość staje się męcząca w tym sensie że uznajemy wszysto za powołanie ale nie powszedniość. W niej nie ma Boga stwierdzamy.

A tymczasem jest na odwrót. W domu, w rodzinie,
o konkrentej godzinie jest Mesjasz. Oraz w drodze.

Wszędzie heroicznie pszukiwać Mesjasza to nasze zadanie.  Inaczej mówiąc powołanie.

(...)

czytaj więcej

Taki jest chrzest

Mk 1, 7-11

W Tobie mam upodobanie słowa z nieba które przez całe nauczanie będą obecne w życiu Pana. Ale nie uchronią przed śmiercią a wcześniej przed męką. Upodobanie Boże nie chroni przed najgorszym po ludzku.

Objawia się Ojciec ale nie jest dostępny dla wszystkich bo tylko dla Syna albo Jana a dla innych w postaci głosu. Choć nikt nie wiedział jeszcze wtedy na czym dokładanie polega to umiłowanie. Ono się ujawniło dopiero po czasie. Po śmierci w Zmartwychwstaniu ale również przecież nie dla wszystkich. Tylko dla tych co uwierzyli. A samo Zmartwychwstanie to dla nikogo. Nikt nie był obecny przy powstaniu z martwych.

Taki jest chrzest.

Ujawnia się po czasie tylko dla tych co wierzą. A siłę czerpią tylko sobie wiadomymi sposobami. Myślę teraz o świętych oraz męczennikach.

(...)

czytaj więcej

Słowa Heroda

Mt 2, 1-12

wypytajcie starannie o dziecię prosi Herod. Czy rozkazuje jak to król ma w zwyczaju. W każdym razie te słowa wyrażają nie tylko ciekawość ale troskę o Dzieciątko. A więc i o Syna Bożego. A przecież potem kazał wymordować dzieci do lat dwóch bo chciał zabić Dzieciątko.

I tak już zostanie do końca świata. Słowa mogą znaczyć zupełnie coś innego niż same brzmią. Czasami trudno się połapać w tym wszystkim co ludzie do nas mówią a czego oczekują. Albo co my im mówimy a co sobie myślimy. Bo sami możemy się pogubić w tym wszystkim.

Mędrcy wrócili inną drogą do swojego domu. Może to jest metoda żeby się nie pogubić albo żeby słowa znaczyły co znaczą. Zawsze będzie nowa droga po odkryciu prawdy. Nie da się iść tą samą drogą. Bo prawda zmieni nas. Porzucimy fałsz w przeciwnym wypadku prawdę będziemy musili porzucić.

(...)

czytaj więcej

Zwiastowanie

Łk 2, 16-21

Zanim się poczęło w łonie Matki nazwał je Anioł. Ale Anioł to tylko posłaniec Boga.

To Bóg nadaje imię. Tak było z Synem Bożym. Możemy myśleć, że tak jest z nami, bo Bóg nas miłuje.

Choć imię otrzymujemy od rodziców. Są jakieś prawidłowości na przykład drugie jest po dziadkach albo jakieś inne zasady. A pierwsze niby podlega modom, trendom i możemy je obserwoać. Obecnie nadają imiona tak zwane tradycyjne. Bo imiona się powtarzają, wybierają rodzice, opiekunowie ale każdy jest inny i to jest tym imieniem dla każdego które Bóg wybiera. Zanim się poczęliśmy Bóg już nas wybrał. Wybrał nam imię. Rodzice są tylko posłańcami Boga.

Będziemy szli przez życie i możemy odkrywać te wybranie. Coraz bardziej odsłaniać lub zamazywać.

Choć jak się urodzimy to zupełnie nie wiemy kim jesteśmy ani kim będziemy. A może nawet że jesteśmy, bo musi się wykształcić dopiero cału aparat samoświadomości. To staje się w trakcie życia. Ze zwrotami zupełnie niespodziewanymi.

A jednak Bóg nas przed urodzeniem już nazwał.

Będziemy szukać tego nazwania. To niepokój towarzyszący nam przez całe życie. Że nigdzie nie możemy znaleźć uspokojenia.

Bóg nas nazwał i to może wystarczyć do szczęśliwego życia.

Bo czy potrzeba czegoś więcej?

A jak daleko jest nasz spokój z tego płynący, od wysiłku wypracowania sobie samemu pozycji zapewniającej ukojenie.

Jak może wystarczyć samo nazwanie przez Boga do szczęścia do życia? Chcemy wykonywać taki straszny wysiłek aby zbudować w sobie odpowiedź Bogu. Żeby życie było doskonałe na miarę wewania Boga.
I to w każdym nawet namniejszym przejawie naszej aktywności, chcemy być doskonali. Tak może się nam zdarzyć w życiu taka samoświadomóść wychodowana w nas.

A zapominamy, że Dobry Bóg nadał nam imię czyli jest blisko nas zawsze.

Najbliżej. Jak zatem możemy się przybliżyć skoro jest najbliżej nas? Potrzeba tylko tym cieszyć się i radować.

amen

czytaj więcej

Nie bój się

Łk 1, 26-38

Nie bój się Maryjo mówi Anioł w czasie Zwiastowania. Zatem stąd wiemy, że Maryja się bała gdy przyszedł Anioł.

I my się boimy. Bo wszyscy się boją.

Sytuacji, zdarzeń, o zdrowie, o wnuków, o małżeństwo, o pokój na świecie, o dzieci, o powodzenie, o miłość, o przedsiębiorstwo, aktorzy boją się przed premierą, pisarze gdy rozpoczynąją pisanie książki, tak możemy wyliczać całe życie. Są może ci którzy nie boją się bo są zdrowi, silni, młodzi nie myślą o strachu, bo mają władzę.

Oraz nie boją się ci którzy są głupi. Bo nie wiedzą czego mają się bać bo nic nie rozumieją z tego co się dzieje, albo mało wiedzą bo mają małą wyobraźnię.

A Maryja miała przestać się bać, bo otrzyma zadanie które jeszcze bardziej będzie niezrozumiałe niż samo to spotkanie z Aniołem. Porodzi Syna Bożego (taka metoda na strach - możemy powiedzieć). Ale będzie jeszcze bardziej niezrozumiale, bo osłoni Ją Duch Święty, a męża nie pozna czyli nie będzie ojca dziecka. Życie Maryi jeszcze bardziej sie skomplikowało niż samo to przybycie Anioła.

I nasz świat się komplikuje. Ten wokół nas oraz w nas samych.

(...)

czytaj więcej

Aniołowie

Łk 2, 15-20

aniołowie odeszli do nieba, pozostawili ludzi sam na sam z Bogiem.

Teraz muszą sobie radzić jak to wszystko pomieścić w sobie. Jak pogodzić się z tym, że Bóg jest bezbronny. Choć znamy dalszy ciąg życia Boga na ziemi. Czyli Zmartwychwstanie. Tę moc jedyną.

Jednak jesteśmy zdani tylko na siebie w naszej drodze do Boga a raczej z tą koniecznością połączenia tej słabości Boga z Jego mocą władzy nad śmiercią.

Jak pogodzić słabość Boga, z naszym pragnieniem Jego siły gdy nam źle na świecie.

Ile razy już nad tym myśleliśmy, szukaliśmy rozwiązania.

A dar życia jest bezwzględny. Niebo milczy a my możemy jedynie mieć w sercu radość Bożego Narodzenia. Ona łatwo zaciera się w ciągu roku. Albo nawet może być całkowicie przykryta naszym smutkiem albo nie spełnieniem. I tak raz będziemy bliżsi słabości a raz mocy. Inni będą chcieli wymusić na nas różne nasze postawy czy zdania, deklaracje.

Jak wrócić do radości Bożego Narodzenia? Albo jak żyć tą radością cały rok, całe życie? Rozważać w sercu, że Bóg chciał być bezbronny. A ta siła jest inna niż świat oferuje.

A nam pozostanie nieść w sobie radość Narodzenia. Siłę możemy czerpać z tej radości. Autor ewangelii nadmienia, że pasterze wszystko opowiedzieli, taka nasza droga radości Bożego Narodzenia. Jedynie opowiadanie innym zachowa w nas Boże Narodzenie.

Tak więc nie możemy się dziwić, że zapominamy w ciągu roku o radości skoro ustaje w nas opowieść o Bożym Narodzeniu. A może nawet sami się dziwimy albo uznajemy to za dziwactwo że moglibyśmy opowiadać o Dzieciątku. Tylko dzieci się nie dziwią i żyją według innego czasu. I my opowiadajmy jak dzieci o Dzieciątku.

amen

czytaj więcej

Człowiek posłany przez Boga

J 1, 6-8. 19-28

Pojawił się człowiek posłany przez Boga a tym człowiekiem jest każdy z nas.

Jedni bardziej zgadzają się z tą myślą ewangelisty, inni mniej albo wcale. Albo zwalczają nawet taką możliwość.

Mamy zaświadczyć o Bogu autor pisze o światłości.

I nic więcej ani nie możemy osiągnąć ani nie stanie się w naszym życiu. Nawet jak Bóg objawi się nam bezpośrednio jak On potrafi bez pośredniczenia, to nie będziemy potrafili nic innego później zrobić jak tylko właśnie świadczyć innym. Co mamy właśnie tak żyć.

Wierzymy że sprawa w świadczeniu o miłości.

To znaczy kochać innych.

Ale jak, jeśli sami nie jesteśmy kochani? Co wtedy.

Bóg nas kocha nieustannie a jednak okazuje się to mało dla nas, bo tak często poszukujemy czegoś więcej, lub gdzie indziej.

Są takie osoby, że mają światło wewnątrz i wszystko co mówią, jak żyją przynosi nam ulgę. I to nie zależnie jaką wiedzę posiadają.
I wtedy zaczynamy rozumieć życie, chcileibyśmy takimi być jak te osoby, albo tak żyć jak one.

Czyli ta światłość jest wewnątrz nas a potrzeba kochać siebie żeby ona mogła się uzewnętrznić z nas. Kochać siebie nawet nakazuje nam Bóg. Bo Jego najbardziej a innych jak siebie samego tak wierzymy.

(...)

czytaj więcej

Nie bój się

Łk 1, 26-38

Nie bój się Maryjo mówi Anioł w czasie Zwiastowania. Zatem stąd wiemy, że Maryja się bała gdy przyszedł Anioł.

I my się boimy.

Sytuacji, zdarzeń, o zdrowie, o wnuków, o małżeństwo, o pokój na świecie, o dzieci, o powodzenie, o miłość, o przedsiębiorstwo, aktorzy boją się przed premierą, pisarze gdy rozpoczynąją pisanie książki, tak możemy wyliczać całe życie. Są może ci którzy nie boją się bo są zdrowi, silni, młodzi nie myślą o strachu, bo mają władzę.

Oraz nie boją się ci którzy są głupi. Bo nie wiedzą czego mają się bać bo nic nie rozumieją z tego co się dzieje, albo mało wiedzą bo mają małą wyobraźnię.

A Maryja miała się przestać bać, bo otrzyma zadanie które jeszcze bardziej będzie niezrozumiałe niż samo to spotkanie z Aniołem. Porodzi Syna Bożego (taka metoda na strach możemy powiedzieć). I będzie to jeszcze bardziej niezrozumiale bo osłoni Ją Duch Święty, a męża nie będzie czyli ojca dziecka. Życie Maryi jeszcze bardziej sie skomplikowało niż przbycie Anioła.

I nasz świat się komplikuje. Ten wokół nas oraz w nas samych.

Nie wiem czy jest więcej Ducha Świętego czy mniej. W jaki sposób osłania świat albo nasze życie. W każdym razie się komplikuje a nam pozostaje modlitwa z Maryją.

Tak było w tym roku rozwinęła się akcja różaniec do granic. Tak krytykowana przez niektórych okazała się iskrą dla wielu. Podobnie modlili się w Irlandii, potem we Włoszech a teraz na 12-ego grudnia w święto Matki Bożej z Guadelupe jest zapowiadana podobna akcja na terenie Stanów Zjednoczonych.

Dla nas to nie dziwne.

Bo jak można nie rozumieć, że Maryja prowadzi do Syna Bożego. Że Maryja z nami jest w naszych okolicznościach życia, wszystkich.

Chyba że nie chcemy, no to wtedy będziemy ostatecznie samotni z problemem, oraz może z tym strachem.

Nie mów Bogu o swoim wielkim problemie ale powiedz problemowi o swoim wielkim Bogu takie widziałem anegdotyczne ujęcie naszej wiary.

Ale my mamy Maryję Niepokalane Poczęcie która nieustaje mówić o nas Swojemu Synowi. Bo może jak będziemy mówić Bogu albo problemowi to słowa ugrzęzną w naszym strachu, słabości, zwątpieniu. Ale Maryja czeka na nas cały czas. Nie nudzi się prosząc za nami.

amen

czytaj więcej

Pan powierzył różne zadania

Mk 13, 33-37

Jak słyszeliśmy w ewangelii Pan powierzył różne zadania.

Jedni mają jakieś zadanie, inni inne a odźwierny ma swoje zadanie. Mimo to życie ciągle powołuje nowe zadania dla ludzi. Mamy jakieś podobne ale oraz zupełnie inne. Możemy zatem się zastanwiać które są od Pana a które sami sobie nadaliśmy.

Do tego wszystkiego Pan może niespodzianie przyjść.

Mamy na to wszystko czuwać. A co oznacza wykonywać powierzone zadanie. I nic więcej! Zatem możemy być szczęściarzami.

Jak trudno jednak jest skupić się tylko na powierzonym zadaniu. Żeby nie rozpraszać się na inne sprawy czy ludzi. Wykonać zadanie. Następnie kolejne. Potem znowu następne.

Tymczasem przychodzi jakaś wewnętrzna konieczność i nagle umysł wędruje do innych spraw. Nawet zaleca się, by dobrze wykonać dane zadanie trzeba odrywać się od niego, aby umysł oraz ciało odpoczywało. Czyli nowe zadanie sobie nadać. A potem trzeba powrócić do poprzedniego obowiązku aby go dokończyć.

I tak trzeba czuwać cały czas.

Ale jak to się dzieje, że pracujemy ciągle a mamy poczucie, że z czuwaniem jest nienajlepiej u nas. A nawet jak tak nie mamy, to Pan przypomina byśmy czuwali cały czas. Nie bez przyczyny nam przypomina.  Może wynika to z faktu, że lubimy interesować się innymi ludźmi oraz ich celami. A najbardziej wykonaniem tych zadań. Oceną wykonania.

Pan nic nie mówi żeby w ramach naszego czuwania byśmy oceniali innych.

Jak żyć zatem bez oceniania innych? Nie mam na myśli zadania oceniać. Bo takie możemy mieć jako nauczyciele, kontrolerzy czy po prostu kupujący w sklepie. Tylko to nasze czuwanie które sami sobie nadaliśmy.

To może być takie zadanie adwentowe nie oceniać innych.

amen

czytaj więcej
poniedziałek, 14 października 2019

modlitwa